- Akcja strajkowa będzie polegała na odstąpieniu od pracy - powiedział nam uczestnik głodówki, gdańszczanin Dariusz Adam Majewski, wiceprzewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ ,Solidarność" Pracowników Telekomunikacji. - Nie mogę podać więcej szczegółów. Czy może to oznaczać zakłócenia w połączeniach telekomunikacyjnych? Tego nie sprecyzowano. Również przedstawiciele zarządu TP SA nie podali, czy są przygotowani na taką sytuację.
Głodujący związkowcy skarżą się na utrudnienia w kontaktowaniu się ze światem zewnętrznym ze strony TP SA, w tym zakłócanie, a nawet podsłuchiwanie rozmów, prowadzonych przez telefony komórkowe. Przewodniczący Dariusz Adam Majewski twierdzi, że ktoś celowo zakłócał łączność i podsłuchiwał rozmowy. Sprawę bada Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Jeżeli przypuszczenia głodujących się potwierdzą, sprawa trafi do prokuratury.
Wczoraj doszło do spotkania prezesa zarządu TP SA z głodującymi. Związkowcy jednak nie chcą słyszeć o zwolnieniach grupowych, a przynajmniej nie w takiej formie, jak chce tego zarząd firmy. Uważają, że tzw. dobrowolne zwolnienia są sterowane. Przedstawiciele załogi TP SA chcą, by władze firmy odstąpiły od procedury zwolnień grupowych i rozpoczęły negocjacje od nowa.
- Przede wszystkim, trzeba wyraźnie określić, co to znaczy dobrowolne odejście - mówi Dariusz Adam Majewski. Pierwotnie zarząd TP SA chciał zredukować zatrudnienie o 3500 etatów. Potem tę liczbę zmniejszono o około 600. Osobom, które zechcą odejść na ,ochotnika", zaproponowano odszkodowania (oprócz odpraw) w wysokości około 10 tysięcy złotych albo 5 tys. zł - zależnie od terminu zrezygnowania z pracy w TP.
Dziennik Bałtycki
Kazimierz Netka




























































