Jednym z postulatów Andrzeja Dudy jest obniżenie wieku emerytalnego, co wg ekspertów mogłoby grozić katastrofą. Niekoniecznie, ale tylko pod pewnymi warunkami.



Gdybyśmy przywrócili poprzedni wiek emerytalny, czyli 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet, to musielibyśmy co roku dokładać do ZUS-u ponad 4 mld zł więcej – twierdzi PKPP Lewiatan.
Zmiany w OFE oraz podniesienie wieku emerytalnego do 67. roku życia miało jeden cel – zabezpieczenie finansów publicznych państwa przed katastrofą. Reforma udała się połowicznie, bo niestety nie objęła tych grup zawodowych, które wciąż posiadają liczne przywileje emerytalne będące nieproporcjonalnie dużym obciążeniem do wniesionego wkładu w postaci składek do ZUS-u. Istnieje też sporo przesłanek za tym, że zmiany w OFE nie były zgodne z konstytucją, o czym obecnie urzędujący prezydent wiedział (i pomimo tego częściowo wadliwą ustawę podpisał). Bronisław Komorowski skierował ją następnie do Trybunału Konstytucyjnego, ale niesmak pozostaje.
Większość z nas nie chce długo pracować. Wszystko zależy od miejsca wykonywanej pracy, stanu zdrowia i zarobków. Nie jest tajemnicą, że dyrektorzy z wysokimi zarobkami w znakomitej większości robią wszystko, by przechodzić na emeryturę jak najpóźniej.
Z drugiej strony mamy spory odsetek ludzi pracujących fizycznie, którzy nie będą zdolni do tak długiej pracy. Dla murarza praca do 67 roku życia w praktyce oznacza pracę do śmierci – i tym ludziom trzeba zaproponować jakąś alternatywę, np. ustalenie nie minimalnego wieku do uzyskania uprawnień emerytalnych, ale np. minimalnej liczby lat składkowych.
Mało dawać, dużo dostać
Z raportu Bankier.pl nt., przyszłości systemu emerytalnego w Polsce wynika, że 85% pytanych przez nas respondentów chce, by wiek emerytalny był niższy od 65 lat. Przy tym ponad połowa jest zgodna, że powinien być on równy dla kobiet i mężczyzn. Równocześnie nie chcemy płacić wysokich składek – 67% chce oddawać do ZUS-u mniej niż 400 zł miesięcznie, przy tym minimalna stopa zastąpienia pensji emeryturą winna wynosić co najmniej 61%. Aż 56% respondentów oczekuje stopy zastąpienia na poziomie powyżej 80%. Przykładowo osoba zarabiająca średnią krajową, czyli ok. 4 tys. zł brutto – na fundusz emerytalny wpłaca 760 zł miesięcznie. I mimo tego FUS wciąż musi być dotowany z budżetu państwa (chociaż deficyt ten udało się ustabilizować, jest przewidywalny i nie stanowi on już zagrożenia w długim okresie).
Innymi słowy, z ekonomicznego punktu widzenia jednoczesne arbitralne obniżenie wieku emerytalnego i zmniejszenie obciążeń składkowych już nie w długim, ale w krótkim okresie doprowadziłoby do poważnego zachwiania finansami publicznymi państwa.
Nie oznacza to, że propozycja Andrzeja Dudy jest całkowicie niewykonalna
W 2012 roku przeciętny wiek przejścia na emeryturę wynosił ok. 60 lat. Dużym problemem w Polsce jest spora różnica pomiędzy ustawowym wiekiem przejścia na emeryturę (lub rentę) a efektywnym. Zmniejszenie tej różnicy np. poprzez częściową likwidację przywilejów górniczych czy też włączenie do powszechnego systemu emerytalnego policjantów, pracowników MON i MSWiA mogłoby dać nam miliardy złotych oszczędności rocznie.
Do tego dochodzą kwestie związane ze zwiększeniem zatrudnienia w gospodarce narodowej (w Polsce wskaźnik zatrudnienia oscyluje w granicach 65%), zmniejszenie dużej szarej strefy (ok. 500 tys. ludzi pracuje na czarno) i likwidacja często nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych np. rolników posiadających kilkusethektarowe gospodarstwa.
Jeśli dodamy do tego skuteczne przeciwdziałanie unikania oskładkowania do ZUS poprzez nagminne oferowanie „pracownikom” umów o dzieło (śmieciowych), zaniżanie oficjalnych wynagrodzeń (płaca minimalna plus prowizja pod stołem) i ucieczki do rajów podatkowych najbogatszych firm i ludzi w Polsce to znajdziemy naprawdę spore pole manewru do tego, by zmniejszyć ustawowy wiek emerytalny w Polsce. Przy tym trzeba by było zadbać o taką stymulację wzrostu wynagrodzeń, która nie oddziaływałaby negatywnie na stopę bezrobocia, koniunkturę i zadłużenie sektora publicznego. To więcej niż trudne zadanie.
Obietnice łatwo złożyć
Trudniej je dotrzymać. W przypadku obniżenia wieku emerytalnego jej spełnienie wiązałoby się z podjęciem niepopularnych decyzji (oczywiście gdyby układ polityczny dawał prezydentowi możliwość skutecznego stanowienia prawa) wobec tych grup społecznych, którym przecież też składano obietnice.
W tym kontekście wydają się one być bez pokrycia, ale to wcale nie oznacza, że za 3 lata wciąż tak będzie. Prawa kampanii wyborczej są takie, że hasła trzeba formułować w sposób prosty i zrozumiały – być może Andrzej Duda, mówiąc o obniżeniu wieku emerytalnego, ma na myśli wprowadzenie takich zmian w prawie i gospodarce, które umożliwią przeprowadzenie tego procesu bez narażenia nas na bankructwo. Być może.
Łukasz Piechowiak





























































