REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Credit Agricole chce zmienić wizerunek francuskich banków w Polsce

2002-06-03 20:29
publikacja
2002-06-03 20:29
Francuskie banki nie mają najlepszej renomy w Polsce. Credit Agricole, wraz z Leszkiem Czarneckim, chcą zmienić ten wizerunek i zapowiadają kolejne inwestycje.

Na początku lat 90. Dresdner Bank był jedną z najlepiej rozpoznawalnych zagranicznych marek bankowych w Polsce. Wieloletnie kontakty z naszymi instytucjami, podejmowane przez Dresdnera jeszcze w latach 70 i 80., a potem przewodnictwo w Klubie Londyńskim, redukującym polskie długi (w nagrodę Dresdner dostał szybko licencję bankową od NBP) sprawiły, że miał on szansę stać się numerem 1 wśród niemieckich instytucji finansowych obecnych na naszym rynku. Stało się jednak inaczej.

Przestroga

Na początku dekady Dresdner zawiązał paneuropejskie, strategiczne partnerstwo z francuskim Banque National de Paris. Na jego mocy obie instytucje na wszystkich rynkach Europy Środkowej miały funkcjonować jako joint-venture. Po ustaleniu “podziału” władzy w poszczególnych krajach, Polska z założonym w Warszawie BNP-Dresdner Bankiem – stała się domeną Francuzów.

To był początek końca snu o imperium Dresdner Banku w Polsce – wspomina jeden z polskich bankowców, wówczas związany z Bankiem Handlowym i wiele lat współpracujący z Dresdnerem. W ciągu 10 lat takie marki jakCommerzbank, HypoVereinsbank i Deutsche Bank pobudowały u nas – poprzez rozwój własnych jednostek oraz poprzez przejęcia – całkiem przyzwoite grupy finansowe. Tymczasem rozwój BNP-Dresdner Banku nie wyszedł poza skromne osiagnięcia innych francuskich banków, takich jak Credit Lyonaise czy Societe Genrale. Finałem tego małżeństwa bez miłości i bez rozsądku był mający miejsce już kilkanaście miesięcy temu rozwód. Ostatnio Dresdner Bank zaczął budować własne przedsiębiorstwo bankowe w Polsce (na fundamentach byłego Banku Powiernico-Gwarancyjnego), chcąc jak najszybciej zapomnieć o niefortunnym partnerstwie z Francuzami.

Z rozmachem

Historia BNP-Dresdner stała się popularnym przykłądem nieudanych, francuskich inwestycji w polski sektor bankowy. Tymczasem niespełna dwa lata temu, na poważnie zaczęła na naszym rynku działać inna francuska grupa, jeszcze nie posiadająca do tej pory licencji na naszym terenie – Credit Agricole. Sposób jej działania zaskoczył obserwatorów. W ciagu roku przeprowadziła ona bowiem dwie akwizycje – Lukas Banku i Europejskiego Funduszu Leasingowego – wydając na nie przeszło 2 mld zł. Credit Agricole w krótkim czasie stał się więc największym inwestorem francuskim w naszym sektorze finansowym i jednym z 10 najwiekszych w ogóle, a polska inwestycja na liście zagranicznych operacjiCredit Agricole znalazła się na drugim miejscu, tuż za przedsięwzięciem realizowanym we Włoszech.

Na ile bankowcom z Credit Agrcole uda się zatrzeć nie najlepszą opinię, jaką mają ich koledzy? Leszek Czarnecki, wcześniej główny udziałowiec EFL, a teraz wspólnik Credit Agricole, pytany, czy nie obawia się powórki z historii Dresdner Banku odpowiada z zakłopotaniem: Cóż ja mogę na to odpowiedzieć? Niech pan zada lepiej kolejne pytanie.

Credit Agricole zaczynęła swoją działalność u nas specyficznie. Wystartowała bowiem z holdingiem bankowym, w skład którego wchodzi Lukas Bank, EFL oraz kilka mniejszych instytucji, takich jak Towarzystwo Ubezpieczeniowe Europa czy Getin. Każda z nich jest bytem samoistnym i każda związana jest z jednym z dwóch prezesów Credit Agricole Polska. Leasing i firma ubezpieczeniowa podlegaja Leszkowi Czarneckiemu, a Lukas Bank francuskiemu menedżerowi w zarządzie, odpowiedzialnemu właśnie za bankowość – Bruno Maisonnier’owi.

Z taką strukturą wiąże się fakt, że Credit Agricole nie posługuje się na wielu rynkach własną marką, korzystając z dobrze kojarzonych nazw zastanych. Francuzi nie wykluczają jednak, że u nas – wzorem Citibanku – będą dobisywać do nazwy EFL i Lukas Banku oznaczenia grupy, w której obie te instytucje działają. Credit Agricole prawdopodobnie wpisze się w nowy nurt strategii, coraz chętniej stosowanych przez instytucje finansowe, polegających na tworzeniu odrębnych osnaczeń dla różnych produktów. W Polsce ten sposób plasowania się na rynku najbardziej eksploatuje BRE Bank, tworząc kolejne nazwy w bankwości detalicznej – mBank, Multibank, a ostatnio Izzybank.

Więcej spółek

Rozproszona struktura, którą charakteryzuje się Credit Agricole, nie daje możliwości dużej synergii w zakresie redukowania kosztów działaności – jednym z nielicznych przykładów działań oszczędnościowych jest wspólne call center grupy. W przypadku wszystkich instytucji Credit Agricole łatwiej znaleźć jest synergie przychodowe – tłumaczy Leszek Czarnecki. W grę wchodzi więc przede wszystkim krzyżowa sprzedaż produktów i wzajemne korzystanie z baz klientów każdej z instytucji.

Ten ostatni czynnik jest źródłem kolejnych pomysłów na nową działalność w Polsce, co ma świadczyć, że grupa nie zamierza podzielać polskich losów swoich francuskich poprzedników. Niewątpliwie najciekawszy jest pomysł stworzenia kolejnego banku – stricte korporacyjnego. Swoją ofertę miałby on kierować do małych i średnich przedsiębiorstw, w znacznym stopniu wykorzystując do tego zasoby klientów EFL. Na razie jest to jednak dość ogólna koncepcja, nie wiadomo też, czy grupa będzie preferować inwestycję typu greenfield, czy też przejmie którąś z istniejących instytucji.

Wśród bliższych planów znajduje się stworzenie spółki factoringowej, a także asset management. Co więcej, Credit Agricole w tych pomysłach nie ogranicza się wyłącznie do rynku polskiego – korzystając z bazy w Polsce chce rozwijać się na całym rynku środkowo-europejskim.

Ma w tym pomagać grupie mniejszościowy udziałowiec, posiadający 25 proc. akcji środkowo-europejskiej grupy Credit Agricole – Leszek Czarnecki.

Na każdy etap

Oczywiście można się zastanwiać, na jak długo taki mariaż wielkiej korporacji zagranicznej z prywatnym, polskim przedsiębiorcą, zostanie utrzymany. Do niedawna, drugi z partnerów Credit Agricole w naszym kraju – współtwórca Lukas Banku, Mariusz Łukasiewicz – też najpierw zarzekał się, że pozostanie we współpracy z Francuzami na dłużej, a jednak kilka miesięcy temu zamienił akcje na gotówkę i planuje inwestować ją na własna rękę. Oficjalnym powodem rozstania miało być wewnętrzne przekonanie Łukasiewicza, że – podobnie jak wielu innych krajowych biznesmenów – znacznie lepiej czuje się on w fazie kreacji przedsięwzięcia, niż w fazie mozolnego rozwoju.

Leszek Czarnecki twierdzi, że nie ma oporu przed mozolną pracą organiczną i deklaruje, że nie zamierza opuszczać francuskiej grupy. Jednak, czy jeśli grupa postanowi zainwestować kolejne 200 – 300 mln euro, Leszek Czarnecki będzie miał pieniądze, aby partycypować w objęciu nowych udziałów dla zachowania swojego 25 proc. pakietu akcji? Biorąc pod uwagę fakt że to EFL zabiegał o strategiczne partnerstwo z Credit Agricole, można przypuszczać, że nie jest on aż tak zasobny w gotówkę. Jednak sam Leszek Czarnecki nie ma wątpliwości. Proszę się nie obawiać, pieniądze na inwestowanie przez grupę, w której się znalazłem, wciąż mam- zapewnia.

Filip Kowalik
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Duża duńska firma po wybuchu wojny została w Rosji i sobie to chwaliła. Teraz ma poważne problemy
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki