Ministerstwo Finansów właśnie zadłużyło nas na 60 mld jenów, czyli ok. 1,9 mld złotych. MF chwali się, że pożycza tanio. Tyle że władze ignorują ryzyko i objawiają skrajną hipokryzję, bo równocześnie zabraniają Polakom zadłużać się w obcych walutach.

Źródło: Thinkstock
8 listopada Ministerstwo Finansów poinformowało o emisji pięcio- (za 50 mld JPY) i siedmioletnich obligacji (10 mld JPY) denominowanych w jenach. Polskie "samuraje" zostały uplasowane przy bardzo niskiej rentowności: odpowiednio 0,67% i 0,91%. Dla porównania, gdyby MF chciało wyemitować analogiczny dług w Polsce, musiałoby się liczyć z kosztami grubo ponad 3%. Oszczędność na oprocentowaniu jest więc ewidentna i niebagatelna.
Zadłużaj się w walucie, w której zarabiasz
Zarządzający polskim długiem publicznym najwyraźniej zapomnieli o tej zasadzie. Chyba że polski rząd zaczął zbierać podatki od Japończyków i dysponuje stabilnym źródłem jenów. Bo jeśli nie, to naraża podatników na ryzyko kursowe: osłabienie złotego będzie oznaczało wyższe koszty zakupu jenów na wypłatę odsetek i końcową płatność kapitału. Nikt przecież nie jest w stanie przewidzieć, ile będzie kosztowała japońska waluta w roku 2018 czy 2020.
Zobacz także

Listopadowa emisja "samurajów" przez rząd RP nie jest przypadkiem odosobnionym. Kolejni ministrowie finansów lekką ręką zadłużali nas za granicą. Na koniec sierpnia 2013 roku zobowiązania Skarbu Państwa denominowane w obcych walutach wynosiły w przeliczeniu 258,5 mld złotych, co stanowiło 30,7% rządowego długu publicznego. To wystawia kraj na spore ryzyko kursowe: wzrost ceny euro o 10% oznacza wzrost zadłużenia wyrażonego w PLN o 18,1 mld zł, co stanowi ok. 5% budżetu państwa.

Samuraje" - tak. Hipoteka w CHF - nie!
Czym jest ryzyko kursowe, na własnej skórze przekonali się posiadacze kredytów mieszkaniowych denominowanych we franku szwajcarskim. Osoby, które zadłużyły się w najgorszym możliwym momencie (czyli w sierpniu 2008 roku, gdy frank kosztował niespełna dwa złote), teraz mają do spłacenia dług nawet o dwie trzecie większy niż w momencie jego zaciągnięcia. I to pomimo 5 lat regularnego spłacania rat kredytowych!
To efekt umocnienia szwajcarskiej waluty połączonego z osłabieniem złotego. W skutek realizacji niekorzystnego scenariusza na rynku walutowym kilkaset tysięcy polskich rodzin zostało przywiązanych do ziemi niczym XVIII-wieczni chłopi pańszczyźniani. Ich dług wobec banku przekracza rynkową wartość nieruchomości, skazując na 20 czy 30 lat spłaty ogromnego długu lub konieczność zrealizowania kilkudziesięciu tysięcy złotych straty na różnicy kursowej. Ludzie ci mają do wyboru pracę dla banku aż do emerytury, albo jednorazowy kosztowny "wykup" wolności, albo ucieczkę za granicę.
Aby takie historie się nie powtórzyły (bo mogłyby zachwiać bezpieczeństwem polskiego systemu bankowego) Komisja Nadzoru Finansowego zdelegalizowała kredyty denominowane w walutach obcych. Banki - choć niechętnie - musiały się podporządkować woli KNF i praktycznie wycofały ofertę hipotek w euro czy franku.
Obostrzenia te nie dotyczą jednak Ministerstwa Finansów, które nie pyta podatników o zdanie i zadłuża nas w zagranicznych walutach: euro, dolarach, jenach i frankach szwajcarskich.
Struktura walutowa zadłużenia zagranicznego

Źródło: Ministerstwo Finansów. Stan na koniec sierpnia 2013 roku.
Jest to przejaw nie tyle podwójnych standardów, co wręcz hipokryzji władzy, która zabrania obywatelowi podjęcia "nadmiernego" ryzyka finansowego i lekką ręką nakłada na wszystkich podatników ryzyko walutowe. Bo to przecież my i nasi potomkowie będziemy spłacać zagraniczne długi III RP, a nie obecni decydenci.
Jako zwolennik wolności gospodarczej uważam, że każdy ma prawo zadłużać się w takiej walucie, w jakiej mu się spodoba. Byleby potem nie płakał i nie domagał się unieważnienia dobrowolnie zwartej umowy lub pokrycia strat przez kogoś innego. Równocześnie jako ekonomista zgadzam się z zasadą, żeby waluta naszych zobowiązań była taka sama, jak waluta, w jakiej uzyskujemy przychody, aby nie brać na siebie niepotrzebnego ryzyka.
| »Polska zadłuża się w tempie 10 mld zł miesięcznie |
Obawiam się, że MF popełnia ten sam błąd, co nieszczęśni frankowicze. Pożycza w jenach czy euro, dlatego że jest taniej i dzięki temu w tym roku, a być może też w przyszłym, trochę oszczędzi na obsłudze długu. Dokładnie tak samo myślały osoby zadłużające się w franku, gdy miesięczna rata była znacznie niższa niż w złotych. A teraz raty w złotych bywają niższe niż we franku. Tak właśnie kończy się myślenie na zasadzie "tu i teraz".
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































