Nawet dane publikowane przez chiński urząd statystyczny prezentują się gorzej od oczekiwań ekonomistów i potwierdzają postępujące spowolnienie wzrostu drugiej gospodarki świata. Kwestia „twardego lądowania” Chin może wkrótce wrócić na tapetę.
W Państwie Środka jak dane makroekonomiczne mają bardzo wątpliwą wiarygodność, co nieoficjalnie przyznają nawet członkowie rządu. Zwłaszcza oficjalne chińskie statystyki dotyczące produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inwestycji infrastrukturalnych wydają się szczególnie podejrzane – przez ostatnie lata dynamiki tych wskaźników układały się w linie wyglądające jak odrysowane od linijki. Jest to ewenement na skalę światową, bo tego typu dane cechują się wysoką zmiennością i nieregularnością.
Jedyną wartością chińskich danych jest to, że pokazują trend i kierunek zmian w gospodarce. Stąd też spadek oficjalnej dynamiki produkcji przemysłowej do 8,7% w kwietniu z 8,8% w marcu jest sygnałem potwierdzającym postępujące spowolnienie wzrostu gospodarczego. Tak samo jak wyhamowanie wzrostu sprzedaży detalicznej z 12,2% do 11,9%. Ta kosmetyczna zmiana jest sygnałem, że władze ChRL tolerują stopniowe ograniczenie wzrostu gospodarczego.
Bardziej niepokojące są dane dotyczące podaży kredytu. W kwietniu chińskie banki udzieliły pożyczek na kwotę 774,7 mld juanów wobec 1050 mld w marcu. Całkowity strumień pieniędzy płynący do chińskiej gospodarki skurczył się aż o 25% mdm.
Zobacz też: "Chiny muszą przyzwyczaić się do nowej normalności"

Statystyki kredytu potwierdzają hipotezę, że chińskie władze są niechętne dalszemu stymulowaniu gospodarki, która przez ostatnie lata rosła głównie za sprawą potężnych inwestycji infrastrukturalnych. W efekcie Chiny dorobiły się potężnej bańki kredytowej, której pęknięcie może doprowadzić świat do kryzysu głębszego niż załamanie na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































