Chińskie władze zrezygnowały z giełdowego „hamulca”, dzięki czemu udało się „rozegrać” całą sesję na parkietach w Szanghaju i Shenzhen. Indeks Shanghai Composite zakończył dzień niemal dwuprocentowym wzrostem, choć tuż po otwarciu znów było nerwowo.
Mierzący ceny akcji 300 największych spółek notowanych w Shenzhen i Szanghaju CSI300 zakończył piątkową sesję wzrostem o 2,04% po tym, jak w poniedziałek i w czwartek nadzór w trybie administracyjnym zamykał sesję z powodu 7-procentowego spadku tego indeksu.
Po czwartkowej sesji chiński nadzór giełdowy wycofał się z tych kontrowersyjnych praktyk, które zdaniem wielu komentatorów zamiast chłodzić nastroje, jedynie podsycały panikę.
W uspokojeniu nastrojów pomogła też piątkowa decyzja Ludowego Banku Chin o ustaleniu nieco niższego kursu odniesienia na parze dolar – juan.
Mimo to na początku piątkowej sesji w Szanghaju było nerwowo. Indeks Shanghai Composite tracił w pewnym momencie nawet 2,4%, schodząc do 3.060 punktów. Jednak momentalnie zadziałała „niewidzialna ręka” rynku lub raczej urzędnika odpowiadającego za kontrolę cen akcji, która wyprowadziła SHC ponad kreskę.

Patrowicz znów chce do rady GPW
Pięć osób będzie się 12 stycznia 2016 r. ubiegać o stanowisko niezależnego członka rady giełdy. Dwie z nich noszą nazwisko Patrowicz. - to inwestor giełdowy Mariusz Patrowicz i jego syn Damian.
Piątkowa sesja nie zmienia faktu, że w skali całego tygodnia chińskie giełdy straciły prawie 10%, co jest najgorszym wynikiem od pęknięcia spekulacyjnej bańki w lecie 2015 roku.































































