Pekin rozpoczął przygotowania do wznowienia importu soi i LNG z USA - podaje Bloomberg. Z kolei z informacji agencji Reutera wynika, że chiński Unipec planuje zakupy amerykańskiej ropy. Te ustępstwa w wojnie handlowej satysfakcjonują zarówno Amerykanów, jak i Chińczyków.
Jeśli doniesienia mediów okażą się prawdziwe, to potwierdzą się słowa Donalda Trumpa, który tweetował wczoraj, że na mocy porozumienia z Buenos Aires Chińczycy zobowiązali się do "natychmiastowych" zakupów amerykańskich "produktów rolnych i innych". Sytuacja jest o tyle niepewna, że Pekin wciąż nie poinformował o szczegółach ugody. Wczorajsze "jastrzębie" wypowiedzi prezydenta USA i spore rozbieżności w komunikatach stron po szczycie G20 wzbudziły poważny niepokój na Wall Street.
Panika nie przelała się jednak przez Wielki Mur. Obok pozytywnych doniesień z chińskiego sektora usług i uspokajających sygnałów płynących z Pekinu, mogły się do tego przyczynić właśnie doniesienia o wznowieniu importu surowców rolnych i energetycznych z USA, sygnalizujące gotowość włodarzy Państwa Środka do ustępstw wobec Amerykanów oraz dające satysfakcję prezydentowi Trumpowi. Byłby to krok w stronę porozumienia między władzami dwóch największych światowych mocarstw.
Jak donosi Bloomberg, chińscy urzędnicy rozpoczęli przygotowania do wznowienia importu soi i LNG z USA. Na razie nie wiadomo czy Chińczycy zdecydują się na cięcie dodatkowych ceł, które nałożyli na te produkty w ramach odwetu na amerykańskie sankcje w lipcu i wrześniu, czy po prostu wznowią ich zakupy. Pekin ma bowiem w zanadrzu dużo potężniejszą broń od Białego Domu i nie waha się z niej skorzystać - nie musi nakładać dodatkowych ceł (powodując wzrost cen i czyniąc import nieopłacalny) na sprowadzane z zagranicy produkty, może po prostu "po cichu" zakazać ich importu.
Tak stało się m.in. właśnie w przypadku soi, której import z USA do Chin spadł w okresie sierpień-październik o ponad 95 proc. wobec analogicznego okresu w roku ubiegłym, czy ropy i LNG, których w październiku Chińczycy nie sprowadzali ze Stanów wcale. Tymczasem jeszcze w pierwszej połowie roku Państwo Środka było największym importerem amerykańskiej ropy, w pierwszych trzech kwartałach sprowadzając średnio 325 tys. baryłek "czarnego złota" dziennie - podaje Reuters. Teraz, gdy ceny ropy wyraźnie spadły z październikowych czteroletnich szczytów, a przewodniczący Xi porozumiał się z prezydentem Trumpem, państwowi chińscy importerzy będą znów mogli korzystać z niższych cen i sporych zasobów surowca.
Większy import surowców rolnych i energetycznych z USA do Chin może cieszyć obu przywódców. Trump osiągnie sukces, gdyż doprowadzi do zmniejszenia deficytu w handlu dwustronnym z Państwem Środka nawet o kilkadziesiąt (z 375) mld dol. rocznie. Z kolei Chińczycy od dawna byli gotowi na większe zakupy akurat tych produktów z USA.
Na ironię zakrawa fakt, że jeden z najbogatszych i najbardziej rozwiniętych krajów świata będzie eksportował do rozwijających się Chin właśnie soję, ropę i gaz, stając się "zapleczem surowcowym" rosnącego giganta-konkurenta. Ale jeśli obecnym władzom USA tak bardzo zależy na zmniejszeniu deficytu dwustronnego, to lepszego rozwiązania nie ma. Amerykanie nie mogą przecież sprzedać Chińczykom tego, na czym im najbardziej zależy, czyli najnowszych technologii, o potencjalnym zastosowaniu militarnym.
Maciej Kalwasiński





























































