Nowojorskie giełdy runęły z hukiem, ale panika z Wall Street nie przelała się przez Wielki Mur. Silne spadki na chińskich parkietach hamowały nadspodziewanie dobre dane z sektora usług oraz uspokajające sygnały płynące z Pekinu.


Podczas wczorajszej sesji za Oceanem Dow Jones zaliczył spadek o 3,09%, S&P500 o 3,22%, a Nasdaq o 3,80%. Były to najsilniejsze spadki na Wall Street od sześciu tygodni. Nowojorskim giełdom ciążyły m.in. "jastrzębie" tweety prezydenta Trumpa, przypominające inwestorom, jak napięta i niepewna jest sytuacja na amerykańsko-chińskim froncie handlowym.
Nerwowość z Wall Street udzieliła się również na początku środowej sesji inwestorom za Murem. Najważniejsze chińskie indeksy zniżkowały po przeszło 1 proc., ale dość szybko zaczęły piąć się w górę. Sytuację uspokoiły: odczyt indeksu PMI dla chińskiego sektora usług oraz komunikat Pekinu dot. negocjacji handlowych z USA. Kondycja sektora usług w listopadzie okazała się nadspodziewanie dobra - wskaźnik PMI ukształtował się na poziomie 53,8 pkt, wobec oczekiwań na poziomie 50,8 pkt i 50,8 pkt w październiku. Z kolei chińskie ministerstwo handlu poinformowało, że jest "przekonane", że w ciągu 90 dni uda się osiągnąć porozumienie handlowe z USA. W ten sposób Pekin po raz pierwszy oficjalnie uznał 90-dniowy deadline, o którym informowali po szczycie G20 Amerykanie. Media podały także, że Chińczycy szykują się do ponownych zakupów amerykańskiej soi, ropy i LNG.
W efekcie Shanghai Composite zamknął dzień zaledwie 0,61 proc. pod kreską, oddając niewielką część wzrostów wypracowanych podczas poprzednich dwóch sesji. Indeks szerokiego rynku z Shenzhen i zrzeszający największe spółki z obu parkietów CSI300 straciły po 0,48 proc.
Niewielkie spadki zaliczyły również japoński Nikkei (-0,53 poc.) i koreański Kospi (-0,62 proc.), które zniżkowały już wczoraj. Z kolei Hang Seng stracił dziś 1,56 proc.Maciej Kalwasiński
































































