Burza na Foreksie; zamieszanie po decyzji Rady Polityki Pieniężnej
O ile w poprzednich tygodniach praktycznie nic ciekawego się nie działo, o tyle ostatni tydzień obfitował w wiele emocjonujących wydarzeń. Prawdę powiedziawszy nie wiem od czego zacząć. Na rynku walutowym po okresie ciszy mieliśmy prawdziwą burzę. Na rynku pieniężnym natomiast doszło do zaskakującej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która niespodziewanie obniżyła stopy procentowe.
Zacznę może od rynku pieniężnego. Rada pokazała lwi pazur. Okazuje się, że Rząd więcej może wskórać siedząc cicho i zajmując się swoją robotą, pozostawiając decyzje w sprawie ustalenia wysokości krótkoterminowych stóp procentowych Radzie. A ta nie atakowana przez nikogo potrafiła zrobić taki nieortodoksyjny manewr. O tym, że znaczna większość (jeśli nie wszyscy) uczestników rynku kompletnie nie spodziewała się obniżki stóp już na tym posiedzeniu świadczy przesunięcie krzywej dochodowości rynku lokat międzybankowych, jakie się dokonało w ciągu jednego dnia. Jeszcze w środę na godzinę przed ogłoszeniem decyzji Rady nic nie wskazywało, by choć część graczy mogło odgadnąć to, co wydarzy się godzinę później. Zaskoczenie było naprawdę wielkie. Następnego dnia cała krzywa jednym ruchem obniżyła się w całym swym zakresie o 20-30 punktów bazowych. W piątek dołożonych zostało kolejnych kilka punktów bazowych w dół na lewym jej krańcu. Wcześniej sytuacja taka nie miała miejsca. Spodziewaną obniżkę stóp dyskontowano wcześniej tak, że często w dniu ogłoszenia obniżki rynek praktycznie nie reagował, lub nawet nieznacznie szedł w górę (z rentownością).
Spójrzmy teraz jak wyglądała zmiana krzywej FORWARD, która odzwierciedla oczekiwania uczestników rynku co do przyszłych wydarzeń. Na godzinę przed ogłoszeniem obniżki stóp krzywa ta wyglądała tak. Dzień później o tej samej porze sytuacja wyglądała tak. Jeśli kto nie ma pamięci fotograficznej, to pójdę na rękę i zamieszczę wszystko na jednym tym oto wykresie.
Nie będę się rozwodził nad tym tematem dłużej. Koń jaki jest każdy widzi. Wspomnę tylko, iż na przełomie 2000 i 2001 roku stopa rynkowa dla lokaty jednomiesięcznej nominowanej w dolarach wynosiła 7%. U nas w chwili obecnej stopa ta jest tylko o 33 punkty bazowe wyższa. Fakt, że w tym czasie w Stanach stopy poszły w dół o ponad pięć punktów procentowych. Ale ja chciałem co innego podkreślić. Mamy obecnie oprocentowanie lokat na poziomie, którego wstydzić się nie musimy. A to może oznaczać, iż kolejne obniżki będą coraz rzadziej gościć na naszym rynku.

Mamy więc piętnastą z rzędu obniżkę podstawowych stóp procentowych. Z uwagi na fakt, iż stopa lombardowa była w tym czasie mocniej obniżana, niż stopa interwencyjna, zawęził się spread pomiędzy nimi, a co za tym idzie zmniejsza się amplituda wahań stawek najkrótszych - jednodniowych. Jeśli spojrzymy na zmiany stopy dyskontowej FED oraz naszej interwencyjnej, to zauważymy pewną zgodność co do kierunku zmian.
Spójrzmy jeszcze na oczekiwania uczestników rynku dolarowego i eurowego (nowomowa, ale tak mi pasowało). Widzimy zdecydowaną rozbieżność oczekiwań na obydwu tych rynkach. W Stanach nie ma już z czego obniżać, więc większość oczekuje jeszcze półrocznej stabilizacji stóp na obecnym niskim poziomie, po czym miałyby one zacząć być stopniowo podnoszone. W Europie coraz bardziej do głosu dochodzą grający na zniżkę. Tym samym różnica pomiędzy oprocentowaniem sześciomiesięcznej lokaty w euro i w dolarze zaczyna piąć się w górę. Pamiętacie ten oto wykres? Pokazywałem go już wielokrotnie. Tak się składa, iż w ostatnich kilkunastu latach lepsza koniunktura na amerykańskim rynku akcji bywała wtedy, gdy krzywa z tego wykresu pięła się w górę. Czyżbyśmy zbliżali się do przesilenia? Lecz muszę dodać małą uwagę, by nie zostać posądzony brak konsekwencji. Nie twierdzę, iż na amerykańskim rynku akcji zakończyła się definitywnie bessa. Ot po prostu możliwa jest nawet kilku-kilkunastomiesięczna korekta w górę. Ale czy tak się stanie? Jeśli niw wybuchnie wojna w Zatoce Perskiej, jeśli nie dojdzie do kolejnych skandali księgowych i do kolejnych ataków terrorystycznych, to czemu nie. No w każdym razie rynek jest zgłodniały wzrostów, a to może dać niezłą pożywkę.
Na rynku obligacji po okresie szybkiego spadku cen (wzrostu rentowności do wykupu), mamy obecnie okres korekty notowań. Rentowność papierów 30-letnich zatrzymała się w swym marszu na północ dokładnie na poziomie oporu umieszczonego na wysokości 5,20%. Obecnie jak najbardziej wskazany jest powrót do przebitej w poprzedni czwartek linii trendu. I tutaj tak dla porządku. Na swych wykresach zaznaczam liniami czerwonymi linie wsparcia, a niebieskimi oporu. Właśnie w tamten czwartek wspomniana linia zmieniła barwę na czerwoną i teraz będzie wsparciem. To samo zresztą występuje na wykresach walutowych.
Skoro wspomniałem o rynku walutowym, to nie pozostaje nic innego jak przejść do tej części komentarza. Odpychałem ten moment od siebie jak najdłużej, by zastanowić się w tym czasie, dlaczego stało się to, co się stało. I przyznam, że nie bardzo to wszystko rozumiem. Fakt pozostaje faktem, iż źle przewidziałem przyszłość. Na wróżkę więc się nie nadaję. Jedynie co mnie cieszy to to, iż cierpliwie stałem z boku poza rynkiem. Poczułbym mały dyskomfort psychiczny, gdybym zniecierpliwiony zajął długą pozycję na koszyku, do czego już pomału się szykowałem. To jednak kolejny przykład na to, iż lepiej nie wyprzedzać działania rynku i iść z prądem. Czy zająłem wobec tego pozycję krótką, gdy przebite zostały wsparcia (zarówno na euro jak też na dolarze)? Nie, gdyż nie mam zaufania do tego ruchu. Dziwnie mi to wszystko śmierdzi. Wolę nie zarobić, iż dać się złapać w jakąś pułapkę. Tak więc nadal siedzę cicho i jedyną krótką pozycję jaką mam na walutach, to mój dolarowy kredyt hipoteczny.
Jedno nie ulega wątpliwości. Po okresie stabilizacji, która przeciągał się już od dawna musiało do gwałtownego ruchu w momencie przełamania bądź to oporu, bądź to wsparcia. Tym razem przełamane zostało wsparcie, a technicy zrobili później tylko to, co do nich należało.
Jak wyglądają wykresy tygodniowe? Na koszyku zbliżamy się do wsparcia na 3,95, które może na pewien czas powstrzymać dalszy spadek kursu. Na euro mamy niestety przepaść. Nie zwracałbym jednak na to uwagi, gdyż tak naprawdę wystarczy obserwować wykres koszyka oraz rynku eur/usd, i na tej podstawie wyciągać wnioski. Wykresy dolara i euro względem złotego, to jedynie pochodna tego co dzieje się na wykresie koszyka i rynku euro-dolarowego.
Podałem suche fakty, przydałby się jakiś krótki choć komentarz. Oryginalny nie będę. Napór na złotego wynika chyba jedynie z psychologii graczy. Kolejne przeszkody na drodze do wejścia Polski do Unii są pokonywane. I to działa na wyobraźnię. Jednak samo wejście do Unii o niczym jeszcze nie przesądza. Zrównanie się stóp procentowych długoterminowych (a na tym spreadzie można jedynie zagrać grając na aprecjację polskiej waluty) będzie miało miejsce dopiero po wejściu do drugiego kręgu, jakim jest Unia Monetarna. A to nie zdarzy się prędzej, jak przed 2007 rokiem. Oznacza to, iż praktycznie zarobić można będzie albo na obligacjach pięcioletnich emitowanych w przyszłym roku, albo na obecnie obracanych na rynku wtórnym dziesięciolatkach. Tyle tylko, iż w chwili obecnej różnica w rentowności papierów polskich i zachodnich wynosi już tylko niecałe 3%. I czy naprawdę o te 3% idzie cała ta gra? Oj coś mi się zdaje, iż hazard (moral hazard) nadal żyje w najlepsze. Nie żal mi będzie inwestorów, którzy się przeliczą i zamiast zysków będą liczyć straty poniesiona na inwestycjach portfelowych w naszym kraju. Problem w tym, iż inwestorzy ci liczą, że z opresji (ewentualnej) wywabi ich Fundusz Walutowy, lub inna pomocna dłoń.
To tyle na dziś. Piotr Kuczyński pożegnał się z czytelnikami i będzie mi go tutaj bardzo brakować. Nie będę się miał na kogo powoływać podczas pisania swoich komentarzy... do czasu, aż i one nie znikną z łamów Bankiera.
Póki co życzę wszystkim udanych inwestycji w nadchodzącym tygodniu.
Jacek Maliszewski
e-mail:
Jacek.Maliszewski@waw.bankier.pl































































