Prezes PiS Jarosław Kaczyński w desperacji chwyta się antyimigranckiej brzytwy - tak przewodniczący klubu KO Borys Budka ocenił zgłoszony przez prezesa PiS pomysł, żeby kwestia relokacji migrantów w UE była przedmiotem referendum.


W czwartek Sejm przyjął uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec unijnego mechanizmu relokacji nielegalnych migrantów, która zobowiązuje rząd do stanowczego sprzeciwu wobec takich praktyk Unii Europejskiej.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się podczas sejmowej debaty do kwestii relokacji migrantów w UE podkreślał, że decyzja UE godzi w polską suwerenność i skądinąd także w suwerenność innych państw europejskich. Oświadczył ponadto, że kwestia relokacji migrantów w UE musi być przedmiotem referendum.
Budka na Twitterze ocenił pomysł prezesa PiS. "Kaczyński w desperacji chwyta się antyimigranckiej brzytwy, podczas gdy jednocześnie rząd PiS pozwala na przyjazd do Polski setek tysięcy zarobkowych imigrantów spoza Europy. Tylko w okolicach Płocka przy inwestycji Orlenu pracować ma docelowo ponad 10 tys. Azjatów" - napisał.
Podobne informacje dotyczące inwestycji pod Płockiem przekazywał wcześniej rzecznik PO Jan Grabiec. W odpowiedzi sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski napisał: "Wpis zawiera dużo kłamstw i pan Jan Grabiec ma czas do dziś do godziny 20.00 na wycofanie się z nich i przeproszenie, w przeciwnym wypadku zostanie złożony pozew, który umożliwi panu Grabcowi +udowodnienie+ tych kłamstw na sali sądowej".

Do wpisu rzecznika PO odniósł się także wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, który napisał: "Grabiec łże. Zagraniczna firma budująca dla Orlenu sprowadza legalnie robotników. Są sprawdzani przez służby i dostają wizy na czas określony budową. Nie sprowadzają rodzin do Polski, a po zakończeniu inwestycji wrócą do krajów pochodzenia". Podkreślił też, że "to nie migranci".
Ministrowie spraw wewnętrznych państw UE przyjęli niedawno stanowisko negocjacyjne w sprawie reformy regulacji migracyjnych w Unii. Stanowisko to będzie podstawą negocjacji prezydencji Rady z Parlamentem Europejskim. Polska i Węgry głosowały przeciwko poparciu tzw. paktu migracyjnego.
Tzw. pakt migracyjny zawiera m.in. system "obowiązkowej solidarności". Polega on na tym, że choć "żadne państwo członkowskie nie będzie nigdy zobowiązane do przeprowadzania relokacji", to "ustalona zostanie minimalna roczna liczba relokacji z państw członkowskich, z których większość osób wjeżdża do UE, do państw członkowskich mniej narażonych na tego rodzaju przyjazdy".
Liczbę tę ustalono na 30 tys. "Natomiast minimalna roczna liczba wkładów finansowych zostanie ustalona na 20 tys. euro na relokację. Liczby te można w razie potrzeby zwiększyć, a sytuacje, w których nie przewiduje się potrzeby solidarności w danym roku, również zostaną wzięte pod uwagę" - czytamy w komunikacie Rady UE. Oznacza to de facto, jak tłumaczył PAP wysokiej rangi dyplomata unijny, który uczestniczył w negocjacjach, wybór między relokacją migrantów a ekwiwalentem finansowym w przypadku braku chęci ich przyjęcia.
Zgodnie z konstytucją, w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe. Ma je prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent RP za zgodą Senatu, wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.(PAP)
autor: Grzegorz Bruszewski
gb/ mrr/





























































