REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Broniarz: Edukacja przeżywa bardzo trudny czas, podwyżki były konieczne

2026-04-12 09:00
publikacja
2026-04-12 09:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Polski system edukacji nie nadąża za dynamicznymi zmianami społecznymi – powiedział PAP prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Podkreślił, że nauczyciele nie mają wsparcia, są przepracowani i mimo ostatnich podwyżek - wciąż za nisko wynagradzani.

Broniarz: Edukacja przeżywa bardzo trudny czas, podwyżki były konieczne
Broniarz: Edukacja przeżywa bardzo trudny czas, podwyżki były konieczne
fot. Andrzej Hulimka / / FORUM

Polska Agencja Prasowa: Jak ocenia pan dziś stan polskiej edukacji?

Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego: Edukacja przeżywa bardzo trudny czas. Wiąże się to z dużymi niepokojami, które źródło mają w polityce: w toczących się wojnach, konfliktach. Niepokój dotyczy też miejsc pracy nauczycieli w kontekście narastającego kryzysu demograficznego. Obawy wiążą się również ze sztuczną inteligencją, z tym, jak będzie wyglądało wychowanie i kształcenie, gdy sztuczna inteligencja będzie dominować w przestrzeni. Niepokojący jest też brak poprawnych relacji z rodzicami, co sygnalizuje wielu nauczycieli.

Edukacja traci w oczach wielu młodych ludzi walor backgroundu intelektualnego, a bez rzetelnej edukacji młodzi łatwo mogą stać się przedmiotem manipulacji.

Edukacja nie nadąża też dziś za tempem zmian.

Wakacje na giełdzie

Zmiany społeczne i polityczne zachodzą na przestrzeni tygodni, podczas gdy kiedyś zajmowały lata. Pojawia się pytanie: czy szkoła powinna galopować za nimi, uczestniczyć w tym wyścigu? Moim zdaniem edukacja nie taką rolę powinna odgrywać. Szkoła powinna być stabilna. Powinna dawać uczniom poczucie stabilności.

PAP: Jest stabilna, daje uczniom takie poczucie? „Diagnoza Młodzieży” pokazała, że dla 70 proc. uczniów środowisko szkolne stanowi źródło codziennego stresu, a Fundacja Twarze Depresji mówi o tym, że na telefon zaufania dzwoni coraz więcej nauczycieli.

S.B.: Jestem przerażony obrazem, jaki wyłania się z „Diagnozy”: niemal połowa nastolatków ma skrajnie niską samoocenę, a objawy depresyjne dotyczą ok. 40 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych. Narastają zachowania autodestrukcyjne. Te wyniki to nasza społeczna porażka. Widzimy te liczby i co? Nauczyciele są pozostawieni sami sobie z problemami uczniów.

PAP: I stąd ten rozdzwoniony telefonu zaufania?

S.B.: Tak, między innymi. Nauczyciele wykonują zawód, który wiąże się z dużym zaangażowaniem emocjonalnym. ZNP coraz częściej otrzymuje sygnały o depresji i prośby o dofinansowanie leczenia. Przeprowadzamy właśnie ogólnopolskie badanie dotyczące dobrostanu i wypalenia zawodowego nauczycieli i nauczycielek, by poznać skalę problemu. W tym całym chaosie społecznym, w którym uczestniczymy, szkoła została sama. Nie mamy wsparcia, poza werbalnym.

Mimo ogromnych chęci pomocy uczniom, skala problemów jest tak duża, że nauczyciele nie są w stanie ich wszystkich rozwiązać, tym bardziej, że szkoły nie dostały dodatkowego wsparcia w postaci psychologów, terapeutów, czy osób zajmujących się resocjalizacją. A i tacy specjaliści są potrzebni. Pozwolę sobie na porównanie: jesteśmy przygotowani na to, że będzie deszcz, będzie burza - nosimy parasole. Nikt jednak nie jest przygotowany na tornado czy powodzie. Wiemy, jak powinni zachowywać się uczniowie, jak powinni zachowywać się nauczyciele, czego mamy prawo oczekiwać od rządzących, od rodziców. Mamy schematy, tylko że one nie działają.

PAP: Czego nauczyciele powinni oczekiwać od rządzących?

S.B.: Jasnego zdefiniowania, czym jest szkoła, jakie stawiane są wobec niej oczekiwania, bo dzisiaj nauczyciel ma być jednocześnie psychologiem, pedagogiem i terapeutą. Szkoła to instytucja działająca w długim cyklu edukacyjnym, od I klasy do matury – to kilkanaście lat. Nie możemy być zaskakiwani częstymi zmianami. Powinny być one wydyskutowane i wypracowane ze środowiskiem. Nie mogą być podejmowane ad hoc.

Edukacja jest najważniejszą dziedziną życia społecznego - obok bezpieczeństwa i zdrowia. Ma pełne prawo liczyć na wsparcie społeczeństwa, wsparcie posłów i senatorów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów. Szkoła powinna być traktowana jak oczko w głowie. Edukacja w Polsce może być najlepsza, nauczyciele są gotowi, tylko władza musi stworzyć nauczycielom warunki do tego, by mogli skupić się na tym, do czego zostali powołani, a nie na tysiącu spraw, którymi są zasypywani.

PAP: A czego nauczyciele mogą oczekiwać od społeczeństwa, od rodziców?

S.B.: Są rodzice, którzy nie pozostają biernymi obserwatorami życia szkolnego i aktywnie włączają się w proces edukacyjny swoich dzieci. Są jednak i tacy, którzy uważają, że nauczyciel ma nie tylko nauczyć ich dziecko, ale też wychować je, rozstrzygnąć konflikty rodzinne czy rówieśnicze toczące się poza szkołą, i oczywiście pamiętać, że to rodzic zawsze ma rację. Mamy coraz większą grupę rodziców walczących o lepsze oceny swoich dzieci.

PAP: Co się stało, że tak zmienił się stosunek rodziców do szkoły?

S.B.: Może mają coraz mniej czasu na to, żeby opiekować się własnymi dziećmi, są zapracowani, zagonieni. Przypomnę, że Polska w Europie jest krajem, który ma najwyższy wymiar czasu pracy w skali miesiąca i roku. Polacy pracują ciężko w pogoni za dobrobytem, co odbiera czas i możliwość opieki nad dzieckiem.

PAP: Rodzice są przepracowani. O nauczycielach można powiedzieć to samo.

S.B.: Nie ulega wątpliwości, że nauczyciele są przepracowani. Zarobki nauczycieli, o czym wszyscy wiedzą, należą do najniższych. Jeżeli nauczyciel chce zarobić więcej, to pracuje niekiedy na dwóch etatach. Czasami nie jest to jego wybór - jest przymuszany do tego sytuacją organizacyjną szkoły – brakuje nauczycieli i ktoś musi tę lukę wypełnić. Latem jest mowa o wielu wolnych etatach w szkołach, a jesienią jakoś dyrektorzy spinają grafiki, by wszyscy uczniowie mieli lekcje. To jest możliwe tylko dlatego, że wielu nauczycieli bierze dodatkowe godziny. MEN niedawno samo przyznało, że w skali tygodnia do zagospodarowania są ponad dwa miliony godzin. To oznacza, że brakuje kilkunastu tysięcy nauczycieli. Braki kadrowe odbijają się jednak na jakości edukacji.

PAP: Jednocześnie coraz częściej mówi się o katastrofie demograficznej, o tym, że rodzi się coraz mniej dzieci, że niedługo będziemy mieli nie za mało, ale za dużo nauczycieli.

S.B.: Perspektywa kroczącego niżu demograficznego nakłada na rządzących obowiązek myślenia, co robić z nauczycielami w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Potrzebna jest strategia i synergia działań między resortem edukacji, resortem nauki i uczelniami wyższymi, szanując ich autonomię, aby proces przygotowania zawodowego nauczycieli uwzględniał te tendencje.

Od wielu lat mówimy, że trzeba tak kształcić przyszłych nauczycieli, by ten sam nauczyciel mógł uczyć kilku przedmiotów, np. chemii i biologii. Już teraz są nauczyciele przedmiotowcy, którzy po to, by mieć pensum, uczą w kilku szkołach w mieście; za kilka lat będą szukać kilku szkół w powiecie.

PAP: Mówi pan, że trzeba inaczej kształcić przyszłych nauczycieli, tylko że chętnych do tego zawodu wśród młodych jest niewielu. Średni wiek polskiego nauczyciela cały czas rośnie.

S.B.: Dzisiaj statystyczny polski nauczyciel, a właściwie polska nauczycielka, ma 47 lat. Młodzi ludzie, planując swoją przyszłość, sprawdzają realia. A te są takie, że młody człowiek po studiach, zostając nauczycielem, będzie zarabiał na poziomie płacy minimalnej. To nie jest zachęta do podjęcia tego zawodu, tym bardziej, że oczekiwania wobec niego i stawiane mu wymagania ciągle w społeczeństwie rosną. Czy możemy mieć pretensje do młodych, że nie decydują się na niskopłatną, bardzo odpowiedzialną pracę w oświacie, tylko wybierają dla siebie inną drogę?

Edukacja potrzebuje młodych ludzi. Mamy jednych z najstarszych nauczycieli w Europie. Mamy lukę pokoleniową w środowisku edukacyjnym, dlatego państwo musi stworzyć nauczycielom lepsze warunki pracy. Ta grupa zawodowa musi być pewna bezpieczeństwa finansowego, zawodowego, socjalnego. Bez tego młodzi ludzie nie będą chcieli przyjść do pracy do szkoły, mimo że zawód nauczyciela jest najpiękniejszym zawodem na świecie.

Trzeba przywrócić bezpieczeństwo i szacunek temu zawodowi, czyli odbudować prestiż zawodu nauczyciela. Skoro chcemy, by społeczeństwo zaczęło cenić nauczycieli, to musi zacząć ich cenić państwo. Musi pokazać, że ktoś, kto uczy nasze dzieci, jest przez państwo rzeczywiście ceniony, a to wiąże się z wysokością wynagrodzenia. Nie zbudujemy pozycji nauczyciela jako najważniejszego zawodu, proponując mu niskie wynagrodzenie.

PAP: Dwa lata temu była duża podwyżka – o 30-33 proc., w ubiegłym roku o 5 proc., w tym roku o 3 proc. Chcecie więcej? Budżet ma ograniczenia.

S.B.: Podwyżka tej wysokości dwa lata temu była konieczna, by uchronić nauczycieli jako grupę zawodową przed upadkiem. Nauczyciel początkujący bez niej zarabiał mniej niż wynosiła płaca minimalna, dostawał dodatek wyrównawczy. Teraz zarabia niewiele więcej niż płaca minimalna. Jeżeli politycy chcą, by edukacja była najlepsza z możliwych, to muszą uczynić to, na co zasługuje – musi być dofinansowana. Płace nauczycieli muszą być wyższe. Muszą się poprawić warunki życia i pracy nauczycieli. Tylko wtedy do szkoły przyjdą najlepsi z najlepszych. Nauczyciel musi mieć godne warunki płacy i pracy, by móc się jej w pełni poświęcić. Nie może być tak, że godzinami ponadwymiarowymi łata się grafik w szkole, że nauczyciel pędzi z jednej szkoły do drugiej. Dlatego proponujemy powiązanie pensji nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w kraju – nasza obywatelska inicjatywa czeka w Sejmie na procedowanie.

Jeżeli chcemy w szkole najlepszych z najlepszych nauczycieli, to powinni oni ze swojej pensji w jednej szkole móc utrzymać siebie i swoją rodzinę. Nauczyciele muszą mieć czas, by przygotować się do lekcji i dokształcać się.

Szkoła potrzebuje stabilności. Ta stabilność powinna wynikać z faktu, że wiemy, czego od edukacji wymagamy, jakie stawiamy jej wyzwania, wiemy, jakie należy podjąć działania, by te wymagania były spełnione na jak najwyższym poziomie, i te działania muszą być podejmowane.

Danuta Starzyńska-Rosiecka (PAP)

dsr/ akar/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (10)

dodaj komentarz
maciejka50
Nauczyciel, to chyba jedyny zawód, który nie ponosi odpowiedzialności za efekty swojej pracy.
prawnuk
jeden z opisywanych przykładów z prowincji: boisko szkolne - będące z orlikiem obiektami publicznymi. Sobota 17.00 /szkoła zamknięta w sobotę/. uczeń szkoły /czy mieszkaniec osiedla/ przeskakuje przez płot do sąsiada boiska, bo piłka przeleciała.
Po wezwaniu przez własciciela działki dyrektora szkoły /dziecko czekało grzecznie
jeden z opisywanych przykładów z prowincji: boisko szkolne - będące z orlikiem obiektami publicznymi. Sobota 17.00 /szkoła zamknięta w sobotę/. uczeń szkoły /czy mieszkaniec osiedla/ przeskakuje przez płot do sąsiada boiska, bo piłka przeleciała.
Po wezwaniu przez własciciela działki dyrektora szkoły /dziecko czekało grzecznie na rodziców i policję koło płotu - by gość nie miał wiadomego postępowania/, ten sie zjawia przed policją, potem diojeżdza wicedyrektor.
sprawę zażegnano.
Wynik - zwolnienie dyrektora i wicedyrektora, bo nie zapewnili opieki psychologicznej dziecku. Dyrektorzy nie byli odważni - nie spytali się: kogo mieliśmy wezwać ? Miasto nie jest aż tak duże by był dyżurny psycholog /powyżej pół miliona/......
masz żywy przykład odpowiedzialności poza godzinami pracy.
Wynik: wicedyrektor sie zwolnił - stwierdził, że ma to w poważaniu.
A dyrektor sie pewnie odwołał.

Przykład zawodów gdzie sie nie ponosi odpowiedzialności: prokuratura, sędziowie, i różne państwowe 3literowe organizacje przestępcze.
stefan_wilmont_i_ryszard_cyba
Znowu lenie od rzucania piłki dzieciom 18 razy w tygodniu płaczą że są przepracowani i już nie dają rady dłużej, ale jak dostaną 1 tys zł do pensji, która i tak już wynosi średnio ponad 100 zł za godzine, to dadzą radę jeszcze troche.
j2oen
Bańkier, drużyna jurgieltników na obcej smyczy i ich wywiady z postkomuną.
prawiezaratustra
Jeśli p. Broniarz szefuje nadal nauczycielom, to nie ma lepszego dowodu na to, co warta ta edukacja. Trzeba nie mieć wstydu, aby być w tej sytuacji nauczycielem, bo (postępowe) nauczycielki to raczej wstydu nie mają z definicji?
samsza
https://radom.wyborcza.pl/radom/7,48201,32699194,szkola-nie-potrzebowala-fortepianu-ale-i-tak-go-kupila-od.html

Jak działacz KO z Warszawy sprzedał szkole fortepian.
"Zdezelowany 140-letni instrument mógłby runąć"

A propos "trudne chwile", które teraz przeżywa szkoła...
prawnuk
? no popatrz - pewien polityk pisu dał 320.000 zł /220.000 zł - nie pamiętam/ za fortepian. Potem żądał dowodów że nie grał na nim Paderewski...... A tu szkoła i takie osdzczędności.

A tak na serio - to są sytuacje pod karę śmierci : dyrektor, sprzedawca - pozbyć się chwastów.....

No chyba, że to częsta kombinacje -
? no popatrz - pewien polityk pisu dał 320.000 zł /220.000 zł - nie pamiętam/ za fortepian. Potem żądał dowodów że nie grał na nim Paderewski...... A tu szkoła i takie osdzczędności.

A tak na serio - to są sytuacje pod karę śmierci : dyrektor, sprzedawca - pozbyć się chwastów.....

No chyba, że to częsta kombinacje - gość sprzedał szkole pianino czy fortepian i skołował na to pieniądze..... Wtedy tylko "darczyńcę" odstrzelić.

Ten fiortepian służby by kupiły może i za 12 mln, a wojsko spokojnie za 380 mln
wnr
Sławek jak Lenin - wiecznie żywy
onurb
Broniarz ty chyba jaj sobie z ciężko pracujących ludzi robisz! Nauczyciele zarabiają odpowiednio, a poza tym mają wiele profitów, których inni nie mają. Już dawno powinno się zrobić z tym porządek, a zwłaszcza zlikwidować kartę nauczyciela. Nauczyciele to nie jest żadna grupa uprzywilejowana i nigdy nie powinna nią być. Mają szczęście,Broniarz ty chyba jaj sobie z ciężko pracujących ludzi robisz! Nauczyciele zarabiają odpowiednio, a poza tym mają wiele profitów, których inni nie mają. Już dawno powinno się zrobić z tym porządek, a zwłaszcza zlikwidować kartę nauczyciela. Nauczyciele to nie jest żadna grupa uprzywilejowana i nigdy nie powinna nią być. Mają szczęście, że jest ich dużo, jak górników itp. i każda partia rządząca im ulega, bo oczywiście boi się o glosy w wyborach. Żenada.
prawnuk
Mam siostre nauczycielkę ....
jakie ma profity - bom ciekaw?
chodzi ci o 300 zł na wakacje i 300 zł na swieta?

siostra ma 63 lata - jak 90% nauczycieli nie była na urlopie na podratowanie zdrowia, i teraz czeka na rzeczywisty profit - nagrodę jubileusdzową po 39 latach pracy i idzie na emeryturę.

Gdy jeżdziliśmy
Mam siostre nauczycielkę ....
jakie ma profity - bom ciekaw?
chodzi ci o 300 zł na wakacje i 300 zł na swieta?

siostra ma 63 lata - jak 90% nauczycieli nie była na urlopie na podratowanie zdrowia, i teraz czeka na rzeczywisty profit - nagrodę jubileusdzową po 39 latach pracy i idzie na emeryturę.

Gdy jeżdziliśmy rodzinne na wczasy, to zepsuła mi kilka wyjazdów, bo: przed 15 lipca nie; po 15 sierpnia nie - bo zawsze jakis kretyn czegoś nie zdał......

ale jestem ciekaw z tymi przywilejami

Powiązane: Edukacja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki