Dlatego też powstały bardziej profesjonalne metody oceny potencjału inwestycyjnego spółek. Dwie najbardziej znane to analiza fundamentalna i analiza techniczna. Niestety, jeśli podejdzie się do tych metod bez należytego zrozumienia, ich skuteczność może okazać się równie przypadkowa co opisanych wcześniej pozarozsądkowych technik wyceny akcji.
Błędy popełniane podczas analizy fundamentalnej
W ramach analizy fundamentalnej inwestor bada różnicę między rzeczywistą wartością danej spółki a jej wartością rynkową wynikającą z popytu i podaży na jej akcje. Analiza fundamentalna korzysta ze wzorów i obliczeń, jednak nie ma charakteru ściśle matematycznego jak analiza techniczna. Do prawidłowego oszacowania wartości potrzebna jest ocena kondycji całej gospodarki, ocena atrakcyjności branży w której działa spółka i ocena jakości spółki (finansową, marketingową, zarządczą).
Tyle teoria. Jednak w praktyce proces analizy fundamentalnej przebiega zupełnie inaczej. W odniesieniu do spółek dopiero wchodzących na giełdę stosowne badanie naukowe przeprowadzili w roku 1999 MacGregor, Slovic, Dreman i Berry.
Wyniki badania potwierdziły, że inwestorzy mają tendencję do rozciągania jednej pozytywnej cechy spółki na inne jej wymiary, jak również często przenoszą na pojedynczą spółkę dobrą lub złą ocenę całej branży. Im bardziej pozytywne jest ogólne wrażenie na temat branży, tym łatwiej jest twierdzić że w przeszłości notowano na niej zyski i że w przyszłości zostanie to podtrzymane. O ile w miarę sprawdza się to w przypadku minionych wyników branży, tak w przypadku przewidywania przyszłych przychodów prognozy takie są całkowicie chybione.
Na oceny wpływają zatem bardziej ambicje i potrzeby inwestora (np. trafić na kolejny niedoceniony brylant giełdowy, zarobić wystarczająco dużo na najbliższe wakacje na Mauritiusie) niż rzetelna wiedza. Co więcej, wiedza często jest bagatelizowana, a na piedestał jest wynoszony „nos inwestora” i „wieloletnie doświadczenie”. Dlatego trzeba przed podjęciem decyzji zastanowić się przez moment: „Czy moje zdanie o firmie pochodzi z uczciwie przeprowadzonej analizy, czy tylko z moich emocji?”. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, warto wrócić do analizy. Może się bowiem okazać, że w ten sposób zaoszczędzisz sporo pieniędzy.
Błędy popełniane podczas analizy technicznej
W ramach analizy technicznej inwestor stawia założenie, że jest w stanie przewidzieć przyszłe trendy cenowe na podstawie zmian cen w przeszłości. Ceny akcji układają się w powtarzalne cykle i tworzą określone kształty geometryczne zwane formacjami. Jeśli odkryjemy kształt trendu, możemy określić co najprawdopodobniej stanie się w bliższej i dalszej przyszłości - zgodnie z dalszym rozwojem formacji.
Analiza techniczna szczyci się korzystaniem z wielu skomplikowanych wzorów matematycznych, których zadaniem jest fachowe odkrycie prawidłowości bez konieczności polegania na „inwestorskim nosie”. Jednak wciąż wielu inwestorów popełnia błędy i traci pieniądze. Dlaczego?
Pierwszy powód to sposób kształtowania się trendów w cenach akcji. Wzrosty i spadki są bowiem odbiciami zachowań większej liczby inwestorów, ich oczekiwań, emocji oraz sytuacji finansowej. Stąd też zawsze w trendzie byka istnieje ryzyko nagłego spadku, a w trendzie niedźwiedzia - ryzyko nagłego wzrostu. Ogromny wpływ na cenę ma także psychologiczny efekt samospełniającego się proroctwa: jeśli czołowi gracze uznają, że formacja wzrostowa doszła do szczytu, zaczynają sprzedawać. Mniejsi gracze szybko kopiują to zachowanie, nie chcąc ryzykować straty. Wolą zarobić mniej, ale wciąż zarobić.
Drugi powód nietrafności decyzji podjętych przy pomocy analizy technicznej wiąże się z indywidualnym nastawieniem inwestora. Otóż interpretacja zmian kursowych zależy od motywacji - jeśli z jakiegoś powodu inwestor potrzebuje zysków (a niejako z definicji, każdy inwestor po to zaczyna przygodę z giełdą), to będzie większą uwagę przywiązywać do sygnałów sprzyjających powstawaniu formacji, na których może zarobić. Dodatkowo, oczekiwanie nagrody finansowej (dzięki namierzeniu formacji i realizacji odpowiedniej transakcji na parkiecie) może aktywować w mózgu obszary odpowiadające za odczuwanie przyjemności. I to jeszcze zanim okaże się czy decyzja przyniosła spodziewane zyski, czy też nie. W tym aspekcie korzystanie z analizy technicznej jest zatem dość tanim (lub dość drogim - zależnie jakie sumy są angażowane przez inwestora) sposobem na sprawianie sobie przyjemności.
Inspirację tekstu jest książka „Psychologia ekonomiczna” Tomasza Zaleśkiewicza (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011). Książka jest dostępna w księgarni www.ksiegarnia.pwn.pl. Wykorzystanie za wiedzą Wydawcy.
Dla Wydawnictwa Naukowego PWN
Mariusz Ludwiński
Źródło:Informacja prasowa


























































