Jeszcze kilka lat temu firmy z mniejszych miejscowości lub przedmieść mogły konkurować stabilnością i lojalnością pracowników. Dziś coraz częściej przegrywają z większymi ośrodkami – w dodatku nie przez pensje, ale przez brak odpowiedniego transportu. W części regionów Polski dojazd do pracy staje się barierą większą niż wysokość wynagrodzenia.


W wielu regionach kraju ograniczona liczba połączeń autobusowych i kolejowych utrudnia mieszkańcom codzienne dojazdy do pracy, szkół czy urzędów. Zjawisko szczególnie dotyka mieszkańców małych miejscowości i terenów peryferyjnych, gdzie transport publiczny bywa ograniczony do kilku kursów dziennie lub nie istnieje wcale.
Według raportu przygotowanego przez konsorcjum czterech Politechnik: Poznańskiej, Gdańskiej, Śląskiej i Warszawskiej przedstawionego w marcu 2026 r., wynika, że ponad 10 mln osób w Polsce, czyli 27 proc. populacji, jest wykluczonych komunikacyjnie.
– Zgodnie z definicją opracowaną przez ten zespół naukowców dla Ministerstwa Infrastruktury, wykluczenie komunikacyjne, znane także jako wykluczenie z transportu zbiorowego, oznacza ograniczony dostęp mieszkańców do życia społecznego, gospodarczego i usług publicznych z powodu braku lub niewystarczającej dostępności publicznego transportu zbiorowego – mówi Bankier.pl Krzysztof Krawiec z Zespołu Energii Polskiego Instytutu Ekonomicznego – Kryteria obejmują tu zbyt długi lub skomplikowany dojazd, zbyt dużą odległość do przystanku, niską częstotliwość kursów oraz wysokie ryzyko opóźnień. Uwzględniają także nadmierny koszt przejazdów oraz niedostosowanie transportu publicznego do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
Największy problem w czterech województwach
Jak wynika z raportu, zjawisko wykluczenia komunikacyjnego dotyczy 39 proc. punktów adresowych w całej Polsce. Jednak najczęściej problemy z transportem publicznym mają mieszkańcy województw: podlaskiego, lubelskiego, pomorskiego i warmińsko-mazurskiego.

Ekspert PIE podkreśla, że skala problemu jest szczególnie widoczna w Polsce południowo-wschodniej oraz na obszarach oddalonych od dużych ośrodków miejskich.
– W Polsce szczególnie zagrożone ubóstwem transportowym jest większość obszarów narażonych na marginalizację i wyludnianie się: tereny przygraniczne - zwłaszcza w Karpatach i Sudetach oraz wzdłuż wschodniej granicy Polski - wewnętrzne peryferia województw, m.in. na styku Wielkopolski z województwami łódzkim i lubuskim, a także wybrane powiaty w innych regionach, np. w Wielkopolsce, Małopolsce i na Pomorzu – twierdzi Krzysztof Krawiec.
Pracodawcy z mniejszych miejscowości przegrywają walkę o talenty
Tymczasem zdaniem ekspertów ograniczony dostęp do transportu publicznego stał się dziś jedną z bardziej krytycznych, a zarazem wciąż niedocenianych barier na rynku pracy poza wielkimi aglomeracjami.
– Choć o atrakcyjności oferty niezmiennie decydują przede wszystkim wynagrodzenie oraz zakres obowiązków, to kwestie logistyczne wysunęły się na pierwszy plan jako kluczowy warunek techniczny. Pytanie: „Jak wygląda dojazd do firmy?” jest obecnie jednym z najczęściej pojawiających się już na wstępnym etapie rozmów kwalifikacyjnych. Odpowiedź na nie coraz częściej przesądza o tym, czy kandydat w ogóle zdecyduje się na udział w procesie rekrutacyjnym – mówi Bankier.pl Paulina Wiśniewska, branch manager Randstad Polska. – W praktyce obserwujemy, że pracodawcy w mniejszych miejscowościach czy strefach podmiejskich mogą przegrywać walkę o talenty nie z powodu gorszych warunków zatrudnienia, ale przez barierę geograficzną. Jeśli kandydat nie posiada własnego samochodu, a transport publiczny jest ograniczony lub niedostosowany do godzin pracy, zwłaszcza zmianowej, rekrutacja staje w miejscu. Wielokrotnie widzimy sytuacje, w których kandydaci rezygnują z intratnych ofert, gdy uświadamiają sobie, że codzienna podróż wymagałaby kilku przesiadek lub uniemożliwiła bezpieczny powrót do domu z wieczornej zmiany.
Bez odpowiedniego transportu trudniej o pracowników
Zdaniem
przedstawicielki Randstad Polska, problem ten najmocniej uderza w konkretne
grupy: osoby młode wchodzące na rynek pracy, które często nie dysponują jeszcze
własnym autem, kobiety powracające do aktywności zawodowej po przerwach
związanych z opieką nad dziećmi, seniorów oraz pracowników o niższych
dochodach, dla których utrzymanie samochodu jest zbyt dużym obciążeniem
budżetu. Natomiast sprawny i przewidywalny transport na trasie dom-praca
bezpośrednio przekłada się na komfort życia i work-life balance, które dla
współczesnych pracowników są niezwykle istotnymi czynnikami wyboru pracodawcy.
– Wykluczenie komunikacyjne bije więc bezpośrednio w efektywność
rekrutacyjną firm i pogłębia niedobory kadrowe, szczególnie w branżach
produkcyjnej, logistycznej, handlowej oraz usługowej – twierdzi Paulina
Wiśniewska. – Widząc te wyzwania, coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na
działania proaktywne: inwestują w autobusy pracownicze, oferują dopłaty do
paliwa czy wprowadzają elastyczne godziny rozpoczęcia pracy. Bez takich
rozwiązań utrzymanie konkurencyjności na lokalnym rynku staje się niezwykle trudne.
Nie ma dojazdu, nie ma pracy
Według danych organizacji samorządowych i branżowych, problem wykluczenia komunikacyjnego może wpływać również na poziom bezrobocia. Tam, gdzie dostępność transportu publicznego jest ograniczona, mieszkańcy rzadziej podejmują pracę poza własną gminą, a lokalne rynki pracy pozostają mniej elastyczne.
– Mieszkam w jednej z małych nadmorskich miejscowości, gdzie poza sezonem nie ma szans na pracę poza jednym marketem zlokalizowanym w naszej wsi. Mimo że zarobki nie są tu zbyt wysokie, a i do traktowania załogi można mieć wiele zastrzeżeń, to nie mam możliwości zmienić pracy. Przede wszystkim, nie miałabym jak do niej dojechać. Autobus przejeżdża przez naszą miejscowość tylko kilka razy dziennie i to w takich godzinach, że trudno by było to pogodzić z nowym zajęciem – mówi Bankier.pl pani Joanna z Pomorza Zachodniego.
Jak twierdzi Sebastian Sajnóg z zespołu makroekonomii, Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w wielu gminach problemem nie jest wyłącznie brak ofert w danym regionie, ale brak realnej możliwości dojazdu do pracy poza miejscem zamieszkania, co ogranicza mobilność pracowników i zawęża faktyczny rynek pracy do najbliższej okolicy.
– Dlatego w takich miejscach sama aktywizacja zawodowa może nie wystarczyć. Potrzebne są także lepsze połączenia transportowe z lokalnymi centrami zatrudnienia oraz działania zwiększające mobilność mieszkańców. Bez tego część ofert pracy pozostaje dla osób bezrobotnych dostępna tylko teoretycznie – mówi Bankier.pl Sebastian Sajnóg.
Firmy same dowożą swoich pracowników
Aby poradzić sobie z tym problemem, wiele zwłaszcza dużych przedsiębiorstw zlokalizowanych poza centrami dużych miast, organizuje własny transport dla zatrudnionych. Zapewniają go przede wszystkim duże zakłady produkcyjne, centra logistyczne i magazyny zlokalizowane poza dużymi miastami. Najczęściej dotyczy to pracy zmianowej, gdzie komunikacja publiczna jest niewystarczająca. Wśród firm, które dowożą swoich pracowników, są m.in.
- Amazon,
- Volkswagen,
- Toyota,
- LG Energy Solution,
- CCC,
- Jeronimo Martins,
- DPD,
- DHL.
Dla wielu pracodawców dowóz pracowników stał się elementem polityki rekrutacyjnej. W regionach dotkniętych wykluczeniem komunikacyjnym autobusy pracownicze często decydują o tym, czy firma jest w stanie obsadzić zmiany i utrzymać produkcję.
– Z perspektywy dewelopera nieruchomości przemysłowych, widzimy bardzo wyraźnie, że dostępność transportowa ma dziś duże znaczenie nie tylko dla logistyki towarów, ale także dla rynku pracy – mówi Bankier.pl Michał Samborski, Regional Managing Director & Head of Development w Panattoni. – Dobra lokalizacja centrum magazynowego to już nie tylko bliskość autostrady, drogi ekspresowej czy dużego węzła transportowego. Coraz większą rolę odgrywa również możliwość sprawnego dojazdu, a co za tym idzie dostęp do odpowiedniej puli pracowników. W praktyce najlepiej sprawdzają się miejsca, które łączą dobre połączenia dla transportu ciężarowego z realną dostępnością dla ludzi. W warunkach presji na rynku pracy, dobrze skomunikowany park logistyczny może być dla pracodawcy realną przewagą.
Coraz większe dysproporcje między regionami
Wiele wskazuje na to, że brak dostępu do transportu publicznego jest jednym z najbardziej dotkliwych problemów polskich pracowników i pracodawców. Paulina Wiśniewska zwraca uwagę, że konsekwencje wykluczenia transportowego wykraczają daleko poza mury pojedynczych fabryk czy biur.
– Ogranicza ono potencjał zawodowy całych regionów i pogłębia dysproporcje między metropoliami a mniejszymi ośrodkami. Dlatego o mobilności pracowników musimy zacząć mówić nie w kategoriach infrastruktury drogowej, ale jako o wyzwaniu gospodarczym i społecznym, który może wpływać na rozwój polskiego rynku pracy.




























































