Bankowe chwilówki – rośnie konkurencja dla firm pożyczkowych?

analityk Bankier.pl

Do tej pory banki nie śpieszyły się, by wchodzić na wojenną ścieżkę z firmami oferującymi krótkoterminowe pożyczki w sieci. Kredytodawcy zadowalali się produktami obliczonymi na nieco inną klientelę – poszukującą finansowania na wyższe kwoty i na dłużej. Wprowadzona w maju przez ING Bank Śląski oferta „Pensja na już” może być sygnałem, że banki wracają do pomysłu bezpośredniego starcia z firmami pożyczkowymi.

Przez lata rynek pożyczek pozabankowych online rozwijał się dynamicznie pod nosem banków, a pożyczkodawcy konkurowali ze sobą nie niepokojeni przez wielkie instytucje specjalizujące się w bankowości detalicznej. Sprzyjała temu niewielka skala biznesu pożyczkowego, raptem kilka miliardów złotych w 2017 r., oraz umiarkowany apetyt na ryzyko w bankach.

Na pozór chwilówki nie miały swojego odpowiednika w bankowej ofercie – ratalne kredyty konsumpcyjne udzielane są na wyższe kwoty i dłuższe okresy. Karty kredytowe i limity w ROR-ach mają z kolei inną, elastyczną formułę spłaty. Różne są również procedury. Te bankowe nawet nie zbliżały się do tempa podejmowania decyzji, którym chwaliły się instytucje pożyczkowe. Pozostaje także kwestia standardów oceny zdolności kredytowej – przez lata zdecydowanie sztywniejszych w bankach.

Większość klientów firm pożyczkowych ma relacje z którymś z banków. Nie chodzi tu tylko o rachunki osobiste, na które trafiają wypłacane bezgotówkowo środki, ale także kredyty różnego typu. Potwierdzają to dane Biura Informacji Kredytowej – około 80 proc. pożyczkobiorców niebankowych spłaca jednocześnie zobowiązania wobec banków (chociaż warto podkreślić, że dane biura nie obejmują całości pozabankowego rynku). Bankowcy mają zatem dostęp do klienteli poszukującej finansowania na krótko, ale w większości przypadków nie mają dla niej odpowiedniej oferty. To jednak powoli zaczyna się zmieniać.

Banki podpatrują konkurencję

Za prekursora „bankowych chwilówek” można uznać Bank Smart (dziś Nest Bank), który w 2014 r. zaproponował miesięczną pożyczkę udzielaną online. Wzorem firm niebankowych instytucja reklamowała produkt, przedstawiając na stronie internetowej „suwaczek” z kwotami finansowania i kosztami spłaty. Żywot mikropożyczki Banku Smart był krótki, produkt zniknął z oferty w ciągu kilku miesięcy.

Inne banki stopniowo wprowadzały do oferty kredyty na niższe kwoty i skracały okresy. Dziś w kilku instytucjach znajdziemy produkty, w których minimalna kwota to 1000 zł, a harmonogram spłaty w niektórych przypadkach może zamykać się w jednej miesięcznej racie.

Są także naśladowcy „pierwszej pożyczki za zero” – kredyt bez odsetek ma Getin Bank i Credit Agricole. W Banku Millennium posiadacze limitu kredytowego w ROR-ach nie płacą odsetek ze pierwszych 7 dni "pod kreską". Banki doganiają pożyczkodawców również pod względem sprawności procesów. Przykładowo eurobank serwuje "Pożyczkę błyskawiczną", w której przelew może trafić do odbiorcy nawet w ciągu 15 minut.

Debet zamiast chwilówki

Pod koniec maja 2018 r. ING Bank Śląski wprowadził do oferty produkt, który można uznać za substytut chwilówki. Bank zrobił jednak wiele, aby „Pensja na już” nie kojarzyła się zbytnio z propozycjami niebankowej konkurencji. Reklamowana jest jako „jednorazowy debet na 15 dni”. Jej konstrukcja jest prosta:

  • Środki udostępniane są na rachunku osobistym – o debet wnioskować można także z poziomu bankowości internetowej.
  • Kwota wynosi od 500 do 3500 zł (maksymalnie jednokrotność dochodów miesięcznych netto).
  • Okres spłaty to 15 dni, każdy wpływ na rachunek traktowany jest jako spłata zadłużenia.
  • Oprocentowanie wynosi 0 proc., a jedynym kosztem jest prowizja za udzielenie finansowania w wysokości 40 zł.

Propozycja banku wypada atrakcyjnie w porównaniu z ofertami firm „chwilówkowych”, jeśli wykluczyć powszechnie stosowany marketingowy chwyt pod postacią darmowej pierwszej pożyczki. Pożyczając 500 zł na 15 dni, będziemy musieli zapłacić u niebankowych konkurentów od 75 do 130 zł.

Szacunkowe RRSO „Pensji na już” może zaskakiwać – odbiega od wartości typowych dla kredytów gotówkowych. Przy założeniu jednorazowej spłaty po 15 dniach wynosi od około 31 proc. (dla 3500 zł) do 550 proc. (przy kwocie 500 zł). Tak duże zróżnicowanie to wynik niecodziennej konstrukcji – koszt jest stały, „płaski”, niezależny od kwoty, a więc pożyczając mniej, płacimy relatywnie więcej za finansowanie.

Czy znajdą się naśladowcy?

Krótkoterminowe pożyczki to wbrew pozorom dość trudny rynek – zarabiają na nim ci, którzy potrafią dobrze oszacować ryzyko i skalkulować cenę. Banki przez lata lekceważyły tę niszę, chociaż mają pod ręką sporo informacji o swoich klientach. Ruch ING Banku Śląskiego można potraktować jako balon próbny, być może zapowiadający zmianę trendu. Limit debetowy może okazać się "pogromcą chwilówek", jeśli będzie równie łatwo dostępny, co oferta pozabankowych konkurentów.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 0 bentley66

Zależy Ci na wysokiej stopie zwrotu? Wejdź na Hot forex.

! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl