

W zeszłym miesiącu brytyjskie media donosiły o niecnych praktykach firmy pożyczkowej Wonga. Przesyłała ona dłużnikom pisma rzekomo pochodzące z kancelarii prawnej. Faktycznie prawnicy podpisujący listy nie istnieli. Teraz okazuje się, że podobne praktyki stosowało kilka banków.
Pomysł Wongi był prosty – klienci, którzy otrzymają pismo od prawników mieli być przekonani, że sprawa ich zadłużenia trafiła już do windykacji. To miało zmobilizować opóźniających się ze spłatami rat dłużników do uregulowania zobowiązania.
Skandal wybuchł po tym, gdy klienci zorientowali się, że listy z ponagleniami to zwykły blef. Sprawa stała się przedmiotem dochodzenia tamtejszego nadzoru (FCA). Pożyczkodawca zgodził się na wypłacenie 45 tysiącom zastraszanych klientów 2,6 mln funtów odszkodowania za nieetyczne praktyki.
Banki też korzystają z „prawników-duchów”
Jak donosi „The Daily Mail”, bardzo podobnych chwytów imały się największe brytyjskie banki – m.in. Barclays, Lloyds, RBS i HSBC. Banki stworzyły fikcyjne marki kancelarii prawnych, podczas gdy pisma wysyłane do dłużników pochodziły w rzeczywistości z ich wewnętrznych departamentów prawnych.
Barclays używał nazwy Mercers Debt Collections, Lloyds – Sechiari, Clarke and Mitchell Solicitors, a bank Halifax – Blair, Oliver & Scott. Taktyka stosowania “pseudonimów” miała wywrzeć presję na dłużników i sprawić, żeby wydawało się im, że process odzyskiwania długów jest już na znacznie dalszym etapie, niż był w rzeczywistości. Kredytobiorcy mogli mieć wrażenie, że skoro sprawa trafiła do zewnętrznej firmy, to na negocjowanie z bankiem może być już za późno.
Niewykluczone, że brytyjskie banki czeka kolejny skandal – po sprawie wciskanych na siłę ubezpieczeń PPI oraz manipulacji wskaźnikiem LIBOR.
Czy otrzymali Państwo kiedyś podobny list od rzekomego „windykatora” pochodzący w rzeczywistości z polskiego banku? Jeśli tak, prosimy o kontakt z redakcją – m.kisiel@bankier.pl
Michał Kisiel
































































