ArcelorMittal Poland informuje, że podjął decyzję o ponownym uruchomieniu części surowcowej krakowskiej huty, która została tymczasowo zatrzymana pod koniec listopada 2019 roku.
- Decyzja o ponownym uruchomieniu instalacji wynika z konieczności dostarczenia slabów (półproduktów) do huty ArcelorMittal w Gandawie w Belgii, gdzie rozpocznie się remont wielkiego pieca, a także z konieczności uzupełnienia strat produkcyjnych w zakładach ArcelorMittal Europe – wyjaśnia Marc De Pauw, dyrektor generalny ArcelorMittal Poland.
Firma zakłada, że ponowne uruchomienie wielkiego pieca i stalowni w Krakowie będzie miało miejsce w połowie marca, choć ostateczna data będzie zależała od czasu potrzebnego na przygotowania. Póki co brak informacji ze spółki na temat przyszłości krakowskiego pieca w momencie zakończenia remontu w Belgii.
Piec wygaszono w listopadzie
Przypomnijmy, ArcelorMittal o planach wyłączenia krakowskiego wielkiego pieca informował w maju 2019 roku. Narzekano m.in. na fakt, że europejscy producenci muszą ponosić dodatkowe koszty związane z emisją CO2, podczas gdy producenci spoza Unii takich opłat nie ponoszą. Jednocześnie nie proponuje się żadnych rozwiązań, które miałyby rozwiązać niesprawiedliwości w tej kwestii. Decyzję oprotestowali związkowcy, spór starał się rozwiązać także rząd, na niewiele się to jednak zdało. Ostatecznie piec wygaszono w listopadzie 2019 roku
- Ponowne uruchomienie zależy od sytuacji rynkowej, ale prognozy krótkoterminowe nie napawają optymizmem. Nie jesteśmy w stanie podać daty, będziemy uważnie przyglądać się temu, co się dzieje na rynku” - mówił wówczas prezes ArcelorMittal Poland, a dopytywany dookreślił, że „na pewno mówimy o przynajmniej kilku miesiącach”. Według Verbeecka ułatwieniem dla ponownego uruchomienia instalacji wielkiego pieca będzie fakt, że w 2016 roku przeszedł on generalny remont.

Polityczne tło równie istotne
Tak szybką decyzję o ponownym uruchomieniu pieca można uznać zatem za swego rodzaju zaskoczenie, tym bardziej że wygaszenie i ponowny rozrouch instalacji to ogromne koszty. W sumie, jeżeli piec uruchomiony zostałby w marcu, może się okazać, że wygaszono go jedynie na cztery miesiące.
Warto jednak pamiętać, że wyłączenie pieca mogło być także elementem nacisku politycznego. ArcelorMittal skraży się na ułomną politykę klimatyczną i nierówne traktowanie, liczy więc na wsparcie polskiego rządu w walce o wyrównanie tychże szans dla producentów z UE i spoza UE. Dodatkowo powiązania Prawa i Sprawiedliwości z organizacjami związkowymi sprawiają, że na polski rząd łatwiej w tej sprawie naciskać. Warto dodać, że w styczniu w Davos miało miejsce spotkanie premiera Morawieckiego z Lakshmi Mittalem, czyli globalnym prezesem ArcelorMittal. Być może to tam, dogadano szczegóły przywrócenia krakowskiego pieca do pracy.
Decyzja ArcelorMittal o ponownym uruchomieniu wielkiego pieca w krakowskiej hucie jest m.in. efektem działań Polski ws. poprawy konkurencyjności przemysłu stalowego, np. wprowadzenia rekompensat dla branż energochłonnych - uważa minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.
Minister zwróciła też uwagę na "zaangażowanie ArcelorMittal w proces rewitalizacji i przywrócenia terenów Nowej Huty dla nowego przemysłu".
"Bardzo cieszy nas decyzja ArcelorMittal o ponownym uruchomieniu wielkiego pieca w krakowskiej hucie" - zaznaczyła Emilewicz. Przypominała, że "polski rząd od początku podjął rozmowy i aktywne działania, aby jak najszybciej przywrócić pracę wielkiego pieca".
Mocne hamowanie polskiego hutnictwa
W walce o wyrównanie szans argumenty Arcelora mają jednak ręce i nogi. Bezpośrednim powodem wstrzymania pracy w Krakowie był wzrost podatku od emisji dwutlenku węgla. Ceny uprawnień do emisji CO2 w styczniu przekroczyły 25 euro za tonę, co stanowi wzrost o ok. 230% względem początku 2018 roku. Z tego samego powodu doszło też do wzrostu cen energii elektrycznej.
W ten sposób unijna polityka klimatyczna powoli zabija polskie hutnictwo. W grudniu 2019 roku produkcja stali w Polsce wyniosła 662 tys. ton (dane GUS) i była o 25,5% mniejsza niż przed rokiem. Producenci stali skarżą się też na – ich zdaniem nieuczciwą – konkurencję. Polska importuje coraz więcej stali z Rosji i innych krajów wolnych od pomysłów Brukseli na „walkę z globalnym ociepleniem”. W efekcie tańsza stal produkowana poza UE wypiera z rynku stal obłożoną unijnymi podatkami.
Potwierdzają to najnowsze dane. Produkcja stali w Polsce spadła w 2019 roku o 10,8 proc. (efekt m.in. wygaszenia krakowskiego pieca), na świecie zaś wzrosła o 3,4 proc. Liderami wzrostów były Chiny, gdzie wyprodukowano jej aż o 8,3 proc. więcej rok do roku. Dodatkowo ze wstępnych danych HIPH wynika, że w okresie styczen-listopad 2019 w stalowych wyrobach ogółem w Polsce zużycie stali z importu miało aż 74-proc. udział.
Kulawa polityka UE
Tyle że walka z lokalną produkcją, która wypierana jest przez import, nie ma nic wspólnego z walką z globalnym ociepleniem. Teoretycznie Unia może pochwalić się z tego tytułu spadkiem emisji CO2, emisja ta jest jednak "eksportowana" do innych krajów i nie ma mowy o jakimkolwiek pozytywnym wpływie takiej polityki na planetę.
Tym bardziej, że europejskie huty często są i tak mocniej obwarowane wymogami dotyczącymi środowiska niż rosyjskie czy chińskie. Eksport produkcji może zatem nawet powodować wzrost emisji CO2. Polityka UE jest zatem kulawa. Uszczelnić ją mogłoby np. wprowadzenie podatku od śladu węglowego, który musieliby płacić producenci spoza UE, którzy sprzedają stal w UE.
Adam Torchała



























































