Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman zwrócił się do państw Bliskiego Wschodu, a za pośrednictwem Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) także do Izraela o pomoc w walce z rebeliantami Huti - przekazał w poniedziałek dziennik „Israel Hajom”.


Według przedstawicieli dyplomatycznych z regionu, choć do innych państw Zatoki Perskiej oraz Egiptu apele skierowano bezpośrednio, do Izraela zwrócono się pośrednio, prosząc o wsparcie wywiadowcze i inną pomoc, która mogłaby zapobiec zablokowaniu przez Huti cieśniny Bab al-Mandab - dodała gazeta.
Zamknięcie Bab al-Mandab uniemożliwia saudyjskim tankowcom korzystanie ze stosunkowo krótkiej trasy morskiej wiodącej do Azji. Arabia Saudyjska poinformowała również w ciągu ostatniej doby o wstrzymaniu transportu ropy rurociągiem w następstwie ataków.
Zagrożony tą sytuacją jest także Egipt, ponieważ blokada Bab al-Mandab uderzyłaby w żeglugę przez Kanał Sueski, jedno z głównych źródeł dochodu tego kraju - przypomniała gazeta.
Ceny ropy przekroczyły 108 dolarów za baryłkę
Ceny ropy naftowej wzrosły w poniedziałek do poziomu 108,03 dolarów za baryłkę po tym, gdy seria ataków dronowych zmusiła Arabię Saudyjską do zamknięcia rurociągu naftowego Wschód-Zachód umożliwiającego eksport ropy z pominięciem blokowanej przez Iran cieśniny Ormuz.
Poniedziałkowy wzrost cen ropy sięgnął 3,25 proc. w ciągu dnia.
Do gwałtownego wzrostu cen doszło, gdy jemeńskie siły Huti, wspierane przez Iran, przeprowadziły w niedzielę kilka ataków na Arabię Saudyjską oraz zdobyły strategiczną wyspę Perim w cieśninie Bab al-Mandab, rozszerzając w ten sposób swoją kontrolę nad tym szlakiem wodnym - wyjaśnił brytyjski dziennik „Gurdian”.
Obawy rynku nasiliły się dodatkowo, gdy państwa Zatoki Perskiej odroczyły zapowiadane na poniedziałek spotkanie z Teheranem, na którym miał być omawiany transport przez Ormuz, cieśninę, którą przed wojną rozpoczętą amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran przepływała piąta część światowego eksportu dostaw ropy naftowej i gazu - dodała gazeta.
Wspierani przez Iran rebelianci Huti walczący z uznanym przez społeczność międzynarodową rządem zajęli w końcu ubiegłego tygodnia portowe miasto Mokka oraz wyspy Hanisz na Morzu Czerwonym. Agencja Reutera poinformowała, wówczas powołując się na źródła w rządzie Jemenu, w Iranie oraz w regionie, że błyskawiczne postępy sił Hutich wzdłuż jemeńskiego wybrzeża odbywały się pod bezpośrednim kierownictwem irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, dążącego do otwarcia nowego frontu w konflikcie Iranu z USA. Teheran miał polecić rebeliantom Huti nasilenie ataków na Arabię Saudyjską, bliskiego sojusznika USA, obiecując w zamian dodatkowe fundusze, uzbrojenie oraz wsparcie wyższych rangą oficerów.

Walki przeniosły się również poza granice Jemenu. Huti przeprowadzili ataki na infrastrukturę naftową oraz bazy sił powietrznych Arabii Saudyjskiej. Królewskie Saudyjskie Siły Powietrzne odpowiedziały serią uderzeń na terytorium Jemenu.
Iran – dla którego szyiccy Huti są siłą zastępczą - dąży do wywarcia wpływu na handel światowy i gospodarkę globalną, a w szczególności do maksymalnego podniesienia cen paliw przed wyborami do Kongresu USA w listopadzie. Celem Teheranu jest doprowadzenie do utraty przez prezydenta Donalda Trumpa większości w Kongresie, co utrudniłoby mu dalsze działania przeciwko Iranowi, w tym uzyskanie zgody na wznowienie walk czy podjęcie innych radykalnych kroków - oceniła gazeta.
W tym kontekście pojawia się prośba Arabii Saudyjskiej skierowana do Izraela - podkreślił dziennik. Zaznaczył, że obecny kryzys może stworzyć szansę na skierowanie Arabii Saudyjskiej z powrotem na drogę ku zacieśnieniu relacji z Izraelem, zademonstrowanie zdolności Izraela i dostarczenie Mohammedowi bin Salmanowi silnego argumentu w wewnątrzkrajowym sporze z przeciwnikami zbliżenia z Izraelem. (PAP)
os/ kar/




























































