Apple zaprezentował na swojej konferencji to, o czym od dłuższego czasu mówiło się w sieci. Gigant z Cupertino wraca do korzeni i wraca na rynek z 4-calowym smartfonem – urządzeniem zgodnym z ideą Steve’a Jobsa. Słuchawka ma rozmiary iPhone’ów z 5 serii, ale podzespoły gwarantują znacznie lepszą wydajność, porównywalną z ostatnim iPhone’em 6S.
Nowy produkt nazwano iPhone SE i wyceniono na 399 dolarów amerykańskich. Tyle kosztuje jednak najtańsza wersja wyposażona w pamięć wewnętrzną o pojemności 16 GB – donoszą zagraniczne media. Nowe iPhone'y z pojemnością 16 GB są sprzeczne z wcześniejszymi ogłoszeniami Apple – planowano zrezygnować z tak małej pojemności, ponieważ była ona niewystarczająca do komfortowej aktualizacji systemu operacyjnego w poprzednich modelach.
Wyczekiwana konferencja nie zapewniła fanom i specjalistom
niespodzianek – doniesienia o zaprezentowanych produktach krążyły w internecie
od tygodni. Poza „najmocniejszym smartfonem z 4-calowym ekranem” firma pokazała
także swój najmocniejszy tablet z mniejszym, 9,7-calowym wyświetlaczem (iPad
Pro).
Mniejszy smartfon jest odpowiedzią na potrzeby rynkowe – starsze modele nadal cieszyły się dużą popularnością. W ubiegłym roku sprzedało się ok. 30 mln takich iPhone’ów – donosi Fortune. Dlatego Apple postanowiło przywrócić 4-calowy smartfon do życia i wyposażyć go w dwukrotnie mocniejsze podzespoły niż ostatnio.
Z okazji nowego iPhone'a zacierali ręce również inwestorzy. Od momentu pojawienia się pierwszych doniesień o nowym produkcie, cena akcji Apple wzrosła od początku roku o prawie 10 dolarów i wynosi obecnie 105,91 dolarów.






























































