Analiza: bezrobocie i walka z nim w 2002 roku.
Jeszcze nie przebrzmiały ostatnie złowieszcze głosy nad RPP, a już szykuje się nowa wojna, tym razem może ona skończyć się bardziej poważnie - na ulicy. Rząd bowiem zaczyna mierzyć się z najpoważniejszym problemem obecnej koalicji - bezrobociem. Zaczyna ono rosnąć w tak szybkim tempie, że jego oceny zapisane w budżecie roku 2002 mogą zostać zrealizowane już po pierwszym kwartale 2002 roku, a kto wie czy nawet nie po dwóch miesiącach.Obecnie mamy już 18,0% stopę bezrobocia, co daje ok. 3 mln 250 tys. bezrobotnych. W najbliższym czasie czekają nas:
- dalsze zwolnienia w zdrowych, funkcjonujących częściach gospodarki, celem osiągnięcia lepszej wydajności pracy, gwarantującej powrót do rentowności warunkującej dalszy rozwój przedsiębiorstw;
- dalsze zwolnienia w sferze budżetowej wynikające przede wszystkim z ograniczeń zasobów budżetowych oraz z galopującego niżu demograficznego;
- fala zwolnień związana z uzdrawianiem chorych sektorów w gospodarce, takich jak hutnictwo, kolej, górnictwo - które bez nich nie mogą ozdrowieć;
- fala bezrobocia w rolnictwie - gdyż procesy dostosowawcze do rolnictwa UE, wymuszą zmniejszenie się populacji rolników do poziomu 8-10% społeczeństwa. Łącznie w tym roku czynniki te mogą przynieść ok. 200-300 tys. kolejnych bezrobotnych i są to szacunki dosyć optymistyczne.
Te wszystkie czynniki są jednak mało znaczące jeśli porównać je z prawdziwym boomem demograficznym roczników wchodzących na rynek pracy tzw. absolwentów. Liczba absolwentów zacznie lekko spadać od 2006 roku, jednak w ciągu najbliższych 4 lat ich roczna liczba przekracza 800 tys. osób.
W tym roku szkoły zawodowe, średnie oraz szkoły wyższe opuści ponad 1 mln 50 tys. osób. Wśród nich pracuje już ok. 100 tys. osób. Około 250 tys. osób będzie dalej uczyć się, odraczając swoją inicjację zawodową o kilka lat. Około 35 tys. osób zostanie powołanych do służby wojskowej - co stanowi odroczenie średnio o nawet niecały rok. Około 25 tys. kobiet zajdzie w ciążę i będzie wychowywać dzieci, co daje średnio rok przerwy.
Pozostanie ok. 650 tys. młodych ludzi. Młodych ludzi, z których rynek pracy wchłonie maksymalnie 100 tys. osób, w ramach zastępowania pokolenia odchodzącego na emeryturę. Pozostanie nadal 550 tys. osób i mają one dwa wyjścia - albo będą wiecznymi bezrobotnymi dorabiającymi na czarno, w większości swoją egzystencję opierającymi na rodzinie, albo też wyjadą na emigrację czy to czasową, czy też w dalszej perspektywie a stałe. Rząd proponuje dla absolwentów program - pierwsza praca. Dzięki niemu pracodawca dostanie zwrot tej części składki na ZUS, którą sam opłaca.
Z drugiej strony rząd będzie próbował przeforsować zmiany w kodeksie pracy, co wg mnie ma marne szanse powodzenia w tak populistycznym parlamencie. Zmiany maja polegać na zwiększeniu stosowania umów na czas określony, bardziej elastycznego podchodzenia do godzin nadliczbowych, ograniczenia odpraw u zwalnianych pracowników.
Oba te programy dadzą w tym roku maksimum 200 tys. osób z tytułu "pierwszej pracy" i ok. 100 tys. osób z tytułu kodeksu. Jednak jeśli rząd przeprowadzi reformę rent chorobowych i inwalidzkich - w których skala zafałszowań jest zastraszająca i ogólnie znana, to może się okazać, iż przybędzie w tym roku ok. 30-50 tys. bezrobotnych, którzy byli rencistami. Bilans bezrobocia wyniesie więc ok. 550 tys. dodatkowych bezrobotnych, co daje bezrobocie na koniec 2002 roku na poziomie ok. 3 mln 700 tys. osób. A taki poziom bezrobocia oznacza 20,5% stopę bezrobocia. Obawiam się jednak, że takiego stanu rząd po prostu nie doczeka.
[Rafał Wójcikowski]































































