Wczoraj gracze z Wall Street postawili kropkę nad i. Po szalonej, podchodzącej pod 3% zwyżce nowojorskie indeksy uformowały podwójne dno, a S&P500 bez trudu powrócił ponad swą 200-sesyjną średnią. Analitycy techniczni zapewne nie mają wątpliwości, że czekają nas dalsze wzrosty. Przynajmniej w terminie kilku najbliższych tygodni.
Nastroje inwestorów są już na tyle dobre, że rynek jest w stanie ignorować lub lekceważyć negatywne informacje. Stałym straszakiem na giełdowego byka pozostaje fatalna kondycja fiskalna państw europejskich oraz jej wpływ na wyniki spółek notowanych w Nowym Jorku.
Niepokoić powinna zwłaszcza rosnąca premia za ryzyko w przypadku długu Grecji, Hiszpanii o Portugalii. Pomimo zadeklarowanych kosmetycznych oszczędności budżetowych inwestorzy wciąż mają poważne wątpliwości co do wypłacalności tych państw.
Jednakże Amerykanie rzadko kiedy przejmują się problemami Europejczyków. Dlatego dziś najważniejsze powinny się okazać dane napływające z największej gospodarki świata. Rynek akcji z pewnością spojrzy na wyniki majowej produkcji przemysłowej, która według ekonomistów wzrosła o 0,8% m/m. Wcześniej poznamy jeszcze rządowy raport o cenach producentów (PPI), które za sprawą tańszej powinny się okazać o pół procent niższe niż w kwietniu. Do tego dojdą jeszcze dane z budownictwa na temat liczby wydanych pozwoleń budowlanych oraz ilości rozpoczętych budów.
Tymczasem do godziny 13:15 kontrakty terminowe na indeksy S&P500 oraz Nasdaq100 zniżkowały po 0,4%. Giełdy w Londynie, Frankfurcie i Paryżu utrzymywały się nieznacznie ponad poziomami z wtorkowego zamknięcia.
K.K.





























































