Suma zadłużenia z tytułu kredytów konsumpcyjnych w Stanach Zjednoczonych wzrosła w listopadzie w najszybszym tempie od listopada 2001 roku – wynika z najnowszych danych Rezerwy Federalnej.
Na koniec listopada 2017 roku suma zobowiązań Amerykanów z tytułu kredytu na konsumpcję sięgnęła rekordowych 3 827,2 mld dolarów. To przyrost aż o 27,9 mld dolarów w ciągu miesiąca. To wynik o połowę wyższy od oczekiwań ekonomistów.
Ostatni raz Amerykanie zadłużali się w tak szybkim tempie 16 lat temu.
Annualizowana dynamika amerykańskiego kredytu konsumpcyjnego sięgnęła 8,8% wobec 6,5% w październiku i 5,7% we wrześniu. Od stycznia do końca listopada Amerykanie zadłużyli się na dodatkowe 182 mld dolarów. Przy czym ta statystyka nie uwzględnia kredytów hipotecznych.

Do tej pory w 2017 roku kredyt na konsumpcję przyrastał w tempie ok. 5% rocznie, w 2016 roku wzrósł o 6,7%, a w poprzednich dwóch latach o nieco ponad 7%. Zatem dynamika na poziomie blisko 9% jest zupełnie nową jakością. To przyrost zdecydowanie szybszy od nominalnego wzrostu funduszu płac czy nominalnego PKB.
Szczególnie szybko rósł kredyt odnawialny, który w amerykańskiej praktyce oznacza zadłużenie na kartach kredytowych. Ten nie tylko najgorszy, ale też najdroższy rodzaj kredytu rósł w listopadzie w annualizowanynm temipe 13,3%, co przekłada się na przyrost o 11,2 mld USD w skali miesiąca. Już w sierpniu „karciane” długi Amerykanów w ujęciu nominalnym przekroczyły poprzedni rekord z wiosny 2008 roku.
Amerykanie ponownie zadłużają się jak szaleni. Epizod delewarowania (czyli redukcji długów) po kryzysie z 2008 roku trwał raptem dwa lata. Tymczasem przez ostatnie 7 lat długi przeznaczone na konsumpcję zwiększyły się o przeszło 1,3 biliona dolarów (tak, to 1300 miliardów dolarów).
W ostatnich latach szybko zwiększały się długi związane z kredytami studenckimi i pożyczkami na zakup samochodów. Blisko 1,5 bln dolarów wpompowanych w student-bańkę i ponad 1,1 bln dolarów kredytów samochodowych wiszą teraz nad amerykańskim konsumentem przy powoli, ale jednak wzrastających stopach procentowych. Trzymiesięczny dolarowy Libor sięga już 1,7%. Jak na historyczne standardy to wciąż poziom śmiesznie niski, ale zarazem najwyższy od 9 lat.
Dominująca w mediach głównego nurtu narracja przedstawia rosnące zadłużenie jako przejaw optymizmu konsumentów i „zdrowia” amerykańskiej gospodarki, równie często jak błędnie utożsamianej z dynamiką wydatków konsumpcyjnych. Sceptycy twierdzą jednak, że to raczej ukryta inflacja (nie w pełni widoczna w statystykach CPI) oraz problemy na rynku pracy (niska dynamika zarobków i bardzo niski wskaźnik aktywności zawodowej) zmuszają Amerykanów do coraz częstszego korzystania z kart kredytowych w celu utrzymania poprzedniego standardu życia i poziomu konsumpcji. Potwierdza to malejąca stopa oszczędności, która w listopadzie spadła do zaledwie 2,9% - czyli najniższego poziomu od listopada 2007 roku.






























































