Zadłużenie amerykańskich gospodarstw z tytułu kredytu odnawialnego (czyli głównie kart kredytowych) na koniec czerwca sięgnęło 1.021,7 mld dolarów i tym samym pobiło rekord z czasów poprzedniego kredytowego szaleństwa.


W ciągu czerwca „karciane” długi Amerykanów zwiększyły się o 4,1 mld USD, co wystarczyło, aby nieznacznie pobić poprzedni rekord z wiosny 2008 roku (1020,7 mld USD). W ten sposób historia zatoczyła koło. Po trzech latach ograniczania tego najbardziej szkodliwego (i zwykle też najbardziej kosztownego) rodzaju zadłużenia od roku 2012 Amerykanie zaczęli przepraszać się z kredytówkami. Wystarczyło nieco ponad pięć lat, aby poziom zadłużenia z tego tytułu powrócił powyżej biliona dolarów i ustanowił nowy rekord.
Do tego trzeba doliczyć 2.834,1 mld dolarów (przyrost o 8,2 mld USD) pozostałych długów konsumpcyjnych – głównie pożyczek na zakup aut (1,13 bln USD) i kredytów studenckich (1,45 bln USD). Łączne zadłużenie Amerykanów z tytułu kredytu konsumenckiego wyniosło na koniec czerwca 3.817,5 mld dolarów, co oczywiście było nowym nominalnym rekordem w tej kategorii. Do tych liczb wypadałoby jeszcze dodać – bagatela – blisko 13 bilionów dolarów zadłużenia hipotecznego.
Mimo ustanowienia nowego rekordu przyrost długów zaciąganych na konsumpcję był mniejszy od oczekiwań i wyraźnie mniejszy niż w maju. Ogółem amerykańskie gospodarstwa domowe w czerwcu zwiększyły swoje długi o 12,4 mld USD wobec prognoz analityków na poziomie 15,3 mld USD i względem przyrostu o 18,4 mld USD miesiąc wcześniej.

Dominująca w mediach głównego nurtu narracja przedstawia rosnące zadłużenie jako przejaw optymizmu konsumentów i siły amerykańskiej gospodarki, równie często jak błędnie utożsamianej z dynamiką wydatków konsumpcyjnych. Sceptycy powiedzą jednak, że to raczej ukryta inflacja (maskowana przez statystyki CPI) oraz problemy rynku pracy (niska dynamika zarobków i bardzo niski wskaźnik aktywności zawodowej) zmuszają Amerykanów do coraz częstszego korzystania z kart kredytowych w celu utrzymania poprzedniego standardu życia i poziomu konsumpcji.
Krzysztof Kolany




























































