Jeśli potwierdzą się wstępne szacunki ekonomistów z Atlanty, to największa gospodarka świata osiągnęła właśnie najszybsze tempo wzrostu od prawie czterech lat. Jednakże wzrost ten może okazać się nadzwyczaj krótkotrwały.
Stany Zjednoczone przeżywają obecnie drugie najdłuższe, lecz zarazem najsłabsze ożywienie gospodarcze od zakończenia II wojny światowej. Od ponad dekady dynamika amerykańskiego PKB w skali całego roku nie potrafi osiągnąć poziomu 3 proc. Podczas poprzednich cykli koniunkturalnych w okresie ożywienia wzrost gospodarczy w Ameryce regularnie przekraczał 4 proc. rocznie.
Jednakże pojawił się cień szansy na przełamanie tej tendencji. Po tradycyjnie słabym pierwszym kwartale (wiadomo: „ciężka zima”) - gdy annualizowany wzrost PKB wyniósł tylko 2,2 proc. - pojawiła się nadzieja na kwartał zdecydowanie lepszy. Według modelu prognostycznego Fedu z Atlanty annualizowana dynamika amerykańskiego PKB w bieżącym kwartale ma wynieść aż 4,8 proc.
Jeśli tak się faktycznie stanie, będzie to najwyższy wynik od trzeciego kwartału 2014 roku, gdy annualizowane tempo wzrostu PKB wyznaczyło 11-letnie maksimum na poziomie 5,2 proc. Szacunki ekonomistów z Atlanty bazują na już opublikowanych danych makroekonomicznych. Znamy więc tylko statystyki za kwiecień, a niedługo poznamy wyniki z maja. Lecz patrząc na bieżące odczyty takich wskaźników jak PMI czy ISM, amerykańska gospodarka wciąż radzi sobie całkiem nieźle.
Rzecz jasna za potencjalnie dobry wynik drugiego kwartału w znacznej mierze odpowiadają zdarzenia jednorazowe. Po pierwsze, pomaga niska baza z pierwszego kwartału. Bo wynik annualizowany powstaje poprzez przemnożenie przez cztery dynamiki kwartał do kwartału. Po drugie, przyspieszenie dynamiki PKB w USA zawdzięczamy efektom obniżki podatków zaordynowanej przez prezydenta Donalda Trumpa. Co prawda weszła ona w życie już 1 stycznia, ale gospodarka pełne efekty zaczęła odczuwać dopiero po kilku miesiącach.

Jednakże tego typu fiskalna stymulacja gospodarki (która zresztą i tak znajdowała się w fazie wolnego, ale jednak wzrostu) przynosi pozytywne skutki tylko na krótką metę. „Oczekujemy, że impuls fiskalny stopniowo będzie stawał się coraz bardziej negatywny” – napisał David Kostin, główny ekonomista banku Goldman Sachs.
Zagrożeniem dla utrzymania wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych jest też agresywna polityka handlowa prowadzona przez administrację prezydenta Trumpa. Kolejnym czynnikiem jest pojawiająca się presja płacowa skutkująca potencjalnie wyższą inflacją cenową i wyższymi nominalnymi stopami procentowymi. Negatywnie oddziaływają też rosnące notowania ropy naftowej. Przez poprzednie 70 lat recesję w USA można były przypisać jednemu z tych ostatnich czynników: zaostrzeniu polityki monetarnej lub szokowi naftowemu.
































































