Czwartek przyniósł kolejne tąpnięcie na akcjach Almy. Według inwestorów wartość właściciela sieci delikatesów to obecnie ledwie 1/3 kapitalizacji Petrolinvestu.


Cena akcji Almy - po raz pierwszy od zmiany nazwy w 2004 roku - spadła poniżej 2 zł. Podczas dzisiejszej sesji za papiery te płacono nawet 1,85 zł. Oznacza to, że łączna giełdowa wartość spółki wynosi obecnie ledwie 11 mln zł, podczas gdy jeszcze w 2014 roku Almę wyceniano na ponad 200 mln zł.
To właśnie kapitalizacja najlepiej obrazuje skalę giełdowego upadku Almy. 11 mln zł to, nawet według standardów GPW, kwota bardzo mała. A warto pamiętać, że w posiadaniu spółki znajdują się przecież m.in. warte 21,6 mln zł akcje Vistuli. Rynek Almę wycenia niżej niż np. Petrolinvest, a więc spółkę, która od 5 lat nie potrafi wypracować przychodów i generuje setki milionów strat, nie posiadając jednocześnie zbyt wielkich szans na zmianę swojego położenia. Mimo to kapitalizacja "Petrola" sięga 33 mln zł, jest więc trzykrotnie większa od rynkowej wartości Almy.
Temat problemów Petrolinvestu nie jest jednak dla inwestorów niczym nowym, podczas gdy sytuacja w Almie jest dynamiczna. Na początku września pisaliśmy o pustych półkach i stratach notowanych przez delikatesy. W połowie pojawił się wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego. Następnie Alma poinformowała, że zamierza zwolnić ponad 1300 pracowników i zamknąć część sklepów. Dodatkowo wierzyciele domagają się upadłości likwidacyjnej, a warto pamiętać, że blisko 5/6 sumy pasywów spółki (597 mln zł) stanowią zobowiązania. W tym kontekście gwałtowna wyprzedaż papierów Almy nie powinna dziwić. Tak niska wycena spółki może dodatkowo sugerować, że inwestorzy nie pokładają zbyt dużej wiary w programie ratunkowym zaproponowanym przez zarząd.
Adam Torchała





























































