Obładowani popcornem i kubkami z napojami przepychamy się przez rząd foteli tylko po to, by najbliższe 20 minut spędzić na oglądaniu reklam gum Orbit czy proszków Persil. Kina, chcąc zarobić, wpuściły na duży ekran nie tylko zwiastuny filmów (co byłoby jeszcze rozumiałe), ale i marketing słodyczy, AGD czy kredytów. "Na tym zarabiamy" - broni się branża.


Najpierw "Kronika filmowa" w czerni i bieli reklamująca zdobycze najpierw socjalizmu, a później po prostu będąca telegraficznym skrótem wydarzeń krajowych, którymi warto byłoby się podzielić z szerszą publicznością, została wypchnięta z dużego ekranu przez zwiastuny premier. Teraz trudno je wyłowić z nadmiaru wszystkiego, co można reklamować, a co pojawia się przed właściwym seansem. Na sprawę ostatnio zwrócił uwagę m.in. Krzysztof Stanowski z Kanału Zero (tu na marginesie warto zaznaczyć, że sam emituje reklamy, których nie można pominąć, wykupując np. YouTube Premium, ale nie o tym).
Przede wszystkim trzeba powiedzieć to jasno - kina nie zarabiają na biletach, ale na wszystkim innym. Pieniędzmi od widzów za świstek z numerem fotela muszą się dzielić z dystrybutorem i opłacić m.in. koszty licencji. A gdzie w tym wszystkim wynagrodzenia dla pracowników, rachunki za prąd czy wynajem powierzchni w galeriach? To dlatego butelka wody potrafi kosztować tam bliżej 10 zł, a popcorn - no cóż... za podobną ilość, robiąc ją w domu, zapłacimy maksymalnie 5 zł. Dochody z reklam mogą stanowić 20 proc. ogólnych przychodów kina. Szacuje się, ze 30 sekund wyświetlania przed każdym seansem w 10 salach przez cały dzień przynieść może do kasy kina około tysiąca złotych dziennie.
I przechodząc do reklam. Obrazy puszczane w kinie przed filmem dzielą się na blok reklamowy, zwiastuny, blok specjalny, logo kina i zwiastuny dołączone jak wylicza dailyweb.pl. To oznacza, że oglądając go, spędzimy średnio 25 minut (z czego reklamy niezwiązane z kinematografią powinny zająć około 10-15 minut). Na przykład w Multikinie i Heliosie podzielono się po równo - 50 proc. czasu zajmują nadchodzące premiery. Bloki reklamowe przed filmami dla dzieci są z definicji krótsze i trwają od 15 do 20 minut.
Przeczytaj także
Każdy zestaw jest jednak inny - co oznacza, że jego długość zmienia się nie tyle z tygodnia na tydzień, kiedy pojawiają się nowe premiery, ale nawet z seansu na seans. Nie warto więc przychodzić po prostu o 25 minut później, bo może się okazać, że cwaniakując, przegapiliśmy pierwwsze 10 minut filmu. W sezonie ogórkowym, czyli podczas wakacji, reklam może być bowiem mniej. Podobnie jest przed pokazami specjalnymi np. "Kino kobiet" czy "Kino konesera". Z kolei węcej będzie w III i IV kwartale roku, kiedy to zaplanowano znaczną część premier czy we wrześniu i marcu, a więc podczas tworzenia ramówek telewizyjnych. Dla reklamodawców liczy się także potencjał frekwencyjny, czyli wyczekiwane przez publiczność filmy przyciągają więcej reklam.

Kto ma dość reklam, może zawsze wybrać kina studyjne, z definicji z ich mniejszą liczbą. Jednak jest i haczyk - są znacznie droższe. Na przykład za seans w KinoGram w Farbyce Norblina w Warszawie trzeba wydać około 50 zł od osoby.
Dlaczego reklamy wskoczyły na duży ekran? To po prostu idealne medium dla reklamodawców. Według badań są także lepiej zapamiętywane, a ci, którzy przyszli punktualnie, przecież nie wyjdą na chwilkę do kuchni czy łazienki, jak ma to miejsce w przypadku telewizji.
Bardziej niż same reklamy - ten kwadrans na niezwiastunach zawsze można przecierpieć - irytuje ich niekompatybilność dźwiękowa - zdaje się, że każda z nich ma swój własny poziom głośności. Najczęściej huczą tak, że chce się zakryć uszy. Możliwe, że marketingowcy kinowi wychodzą z tego samego założenia co ci telewizyjni - że większość widzów jeszcze nie dotarła przed ekrany, więc niech choć je usłyszy (jeśli ma ich nie zobaczyć).
Spóźniać się? Nie wypada i często nie opłaca. Przepłacać? Też niekoniecznie i nie zawsze. Pozostaje więc przecierpieć i oszczędzać popcorn na właściwą część seansu.
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.






























































