REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Albo reklamy, albo drogi bilet do kina studyjnego, czyli "polsatowskie" seanse na dużym ekranie

2024-06-29 14:00
publikacja
2024-06-29 14:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Obładowani popcornem i kubkami z napojami przepychamy się przez rząd foteli tylko po to, by najbliższe 20 minut spędzić na oglądaniu reklam gum Orbit czy proszków Persil. Kina, chcąc zarobić, wpuściły na duży ekran nie tylko zwiastuny filmów (co byłoby jeszcze rozumiałe), ale i marketing słodyczy, AGD czy kredytów. "Na tym zarabiamy" - broni się branża. 

Albo reklamy, albo drogi bilet do kina studyjnego, czyli "polsatowskie" seanse na dużym ekranie
Albo reklamy, albo drogi bilet do kina studyjnego, czyli "polsatowskie" seanse na dużym ekranie
fot. Mary Evans Picture Librar / / FORUM

Najpierw "Kronika filmowa" w czerni i bieli reklamująca zdobycze najpierw socjalizmu, a później po prostu będąca telegraficznym skrótem wydarzeń krajowych, którymi warto byłoby się podzielić z szerszą publicznością, została wypchnięta z dużego ekranu przez zwiastuny premier. Teraz trudno je wyłowić z nadmiaru wszystkiego, co można reklamować, a co pojawia się przed właściwym seansem. Na sprawę ostatnio zwrócił uwagę m.in. Krzysztof Stanowski z Kanału Zero (tu na marginesie warto zaznaczyć, że sam emituje reklamy, których nie można pominąć, wykupując np. YouTube Premium, ale nie o tym).

Przede wszystkim trzeba powiedzieć to jasno - kina nie zarabiają na biletach, ale na wszystkim innym. Pieniędzmi od widzów za świstek z numerem fotela muszą się dzielić z dystrybutorem i opłacić m.in. koszty licencji. A gdzie w tym wszystkim wynagrodzenia dla pracowników, rachunki za prąd czy wynajem powierzchni w galeriach? To dlatego butelka wody potrafi kosztować tam bliżej 10 zł, a popcorn - no cóż... za podobną ilość, robiąc ją w domu, zapłacimy maksymalnie 5 zł. Dochody z reklam mogą stanowić 20 proc. ogólnych przychodów kina. Szacuje się, ze 30 sekund wyświetlania przed każdym seansem w 10 salach przez cały dzień przynieść może do kasy kina około tysiąca złotych dziennie. 

I przechodząc do reklam. Obrazy puszczane w kinie przed filmem dzielą się na blok reklamowy, zwiastuny, blok specjalny, logo kina i zwiastuny dołączone jak wylicza dailyweb.pl. To oznacza, że oglądając go, spędzimy średnio 25 minut (z czego reklamy niezwiązane z kinematografią powinny zająć około 10-15 minut). Na przykład w Multikinie i Heliosie podzielono się po równo - 50 proc. czasu zajmują nadchodzące premiery. Bloki reklamowe przed filmami dla dzieci są z definicji krótsze i trwają od 15 do 20 minut.

Każdy zestaw jest jednak inny - co oznacza, że jego długość zmienia się nie tyle z tygodnia na tydzień, kiedy pojawiają się nowe premiery, ale nawet z seansu na seans. Nie warto więc przychodzić po prostu o 25 minut później, bo może się okazać, że cwaniakując, przegapiliśmy pierwwsze 10 minut filmu. W sezonie ogórkowym, czyli podczas wakacji, reklam może być bowiem mniej. Podobnie jest przed pokazami specjalnymi np. "Kino kobiet" czy "Kino konesera". Z kolei węcej będzie w III i IV kwartale roku, kiedy to zaplanowano znaczną część premier czy we wrześniu i marcu, a więc podczas tworzenia ramówek telewizyjnych. Dla reklamodawców liczy się także potencjał frekwencyjny, czyli wyczekiwane przez publiczność filmy przyciągają więcej reklam.

Wakacje na giełdzie

Kto ma dość reklam, może zawsze wybrać kina studyjne, z definicji z ich mniejszą liczbą. Jednak jest i haczyk - są znacznie droższe. Na przykład za seans w KinoGram w Farbyce Norblina w Warszawie trzeba wydać około 50 zł od osoby. 

Dlaczego reklamy wskoczyły na duży ekran? To po prostu idealne medium dla reklamodawców. Według badań są także lepiej zapamiętywane, a ci, którzy przyszli punktualnie, przecież nie wyjdą na chwilkę do kuchni czy łazienki, jak ma to miejsce w przypadku telewizji.

Bardziej niż same reklamy - ten kwadrans na niezwiastunach zawsze można przecierpieć - irytuje ich niekompatybilność dźwiękowa - zdaje się, że każda z nich ma swój własny poziom głośności. Najczęściej huczą tak, że chce się zakryć uszy. Możliwe, że marketingowcy kinowi wychodzą z tego samego założenia co ci telewizyjni - że większość widzów jeszcze nie dotarła przed ekrany, więc niech choć je usłyszy (jeśli ma ich nie zobaczyć). 

Spóźniać się? Nie wypada i często nie opłaca. Przepłacać? Też niekoniecznie i nie zawsze. Pozostaje więc przecierpieć i oszczędzać popcorn na właściwą część seansu. 

***

Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.

Źródło:
Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
qwertas
Że wszystkich prawdziwych kin studyjnych w Warszawie wymieniliście to znajdujące się w biurowcu/mini centrum handlowym. Przecież to nie jest Kino Muranów.
ku_chwale_prezesa
O reklamach przed filmami wie każdy, kto chodzi do kina. Czy więc pan Stanowski żył do tej w nieświadomości, a jak w końcu wybrał się do kina uznał, że musi podzielić się swoją opinią z całym światem, bo każdy powinien znać jego opinię (przekleństwo mediów społecznościowych) czy też to zwykła kampania marketingowa któregoś serwisu O reklamach przed filmami wie każdy, kto chodzi do kina. Czy więc pan Stanowski żył do tej w nieświadomości, a jak w końcu wybrał się do kina uznał, że musi podzielić się swoją opinią z całym światem, bo każdy powinien znać jego opinię (przekleństwo mediów społecznościowych) czy też to zwykła kampania marketingowa któregoś serwisu streamingowego (kolejne przekleństwo mediów społecznościowych)?
Wydaje mi się, że to drugie, a błędne informacje w artykule o cenach biletów w kinach studyjnych sugerują, że Bankier też jest częścią tej kampanii marketingowej.
sham69
a ja tam zadnych reklam na youtube nie widze. to kwestia dobrego blockera. bez tego w internecie nic nie da sie ogladac. a do kin przestalem chodzic bo nic ciekawego nie ma. wole studyjne lub festiwale, bo to ambitniejsze kino i w rozsadnej cenie ( i widzowie mniej siorbia i mlaskaja popcornem). ale fakt ze jak poszedlem z dziecmi a ja tam zadnych reklam na youtube nie widze. to kwestia dobrego blockera. bez tego w internecie nic nie da sie ogladac. a do kin przestalem chodzic bo nic ciekawego nie ma. wole studyjne lub festiwale, bo to ambitniejsze kino i w rozsadnej cenie ( i widzowie mniej siorbia i mlaskaja popcornem). ale fakt ze jak poszedlem z dziecmi (aby im kino pokazac) to 25 min reklamy bylo, a zestaw dla osoby prawie 40zl. niestety od kiedy pojawily sie duze kina to sytuacja jest gorsza. jako dziecko ogladalem kroniki PRL i nie pamietam tego zle.
okiemprzyrodnika
Studyjne są tańsze o 20-39 procent. To raz. Dwa - albo reklamy albo bilet. Chodzę do kina w zasadzie tylko w tanie dni a i tak uważam że 40zl dla dwójki to stanowczo za drogo. To tylko film i jedno obejrzenie.
po_co
Dokładnie, bilet w kinie studyjnym w Katowicach - 21 zł, w kinie z sieciówki - 28 zł.
shocke
Jaki drogi bilet do kina studyjnego? We Wrocławskim DCFie bilet w ostatnim rzędzie w sobotę kosztuje 25 zł. Taki sam bilet w Multikinie 30 zł. Czas reklam przed seansem w DCF to jakieś 5 minut, w Multikinie 30. Wnioski niech każdy wyciągnie sam.
syn_kornela
Do multikina przychodzę 20 minut po rozpoczęciu seansu i łapię się na końcówkę reklam

Powiązane: Popkultura i pieniądze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki