Abolicja dla płatników ZUS-u jest przykładem na to, jak skomplikowane przepisy prowadzą do patologii. Osoby, które powinny były płacić składki, nie zrobią tego. Ustawa abolicyjna to wybór mniejszego zła, ale jej wejście w życie wcale nie oznacza, że historia znów się nie powtórzy.
Abolicją będą objęci ci przedsiębiorcy, którzy źle zinterpretowali przepisy, korzystając z tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczenia. Oznacza to, że zatrudniali się na umowach o pracę za bardzo niskie kwoty po to, aby nie płacić wysokiego ZUS-u od prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej. Teoretycznie było to zgodne z pierwotnymi wytycznymi ZUS-u.
ZUS jest sam sobie winien
![]() |
» "Biznesmatki" wysysają pieniądze z ZUS-u. Jak długo jeszcze? |
Przedsiębiorcy na masową skalę zaczęli wykorzystywać korzystne dla nich przepisy. Tych kilkadziesiąt tysięcy osób dostało nakazy zapłaty zaległych składek wraz odsetkami, czyli od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dla większości z nich oznaczało to bankructwo. Ustawodawca nie chce, aby firmy padały, zatem ogłasza abolicję. Czy to dobrze? Tak, bo przepisy były skomplikowane, niejasne i – prawdę mówiąc – system sam sobie jest winien.
Z drugiej strony takie rozwiązanie obnaża cały szereg patologii. Składka ZUS przedsiębiorcy to ok. 1 tys. zł miesięcznie, czyli przeciętny przedsiębiorca musi zapłacić taką samą składkę, jaką należy w sumie odprowadzić od pracownika otrzymującego ok. 2,4 tys. zł miesięcznie na rękę. Wielu przedsiębiorców nie ma takiego dochodu i często ledwo starcza im na życie. Sprawa się komplikuje, gdy okazuje się, że duża część „biednych” przedsiębiorców wcale nie była zagrożona bankructwem, tylko cwana.
Po co przedsiębiorcy w ogóle płacą?
Nie można mieć nic przeciwko temu, że ludzie znają i wykorzystują prawo. Należy żałować, że etatowcy nie mają takich możliwości i nawet jeśli chcą, to przed ZUS-em nie uciekną. W czym tkwi problem? Otóż nie chodzi o to, że przedsiębiorcy oszukiwali na potęgę, a potem udawali, że system chce ich dobić. Kłopot polega na bezsensowności płacenia składek emerytalnych przez przedsiębiorców.
Praktyka pokazuje, że zwykle są to ludzie, którzy nie mają najmniejszej ochoty korzystać z dobrodziejstw systemu emerytalnego. Nie chcą oddawać do niego pieniędzy, bo nie spodziewają się niczego w zamian. Zatem ich zachowanie jest całkowicie zrozumiałe i powinno się ich z tego obowiązku zwolnić całkowicie lub obniżyć te składki do minimalnych poziomów. Na tyle niskich, by przedsiębiorcy, zamiast masowo rejestrować działalność w Anglii lub na Litwie, czynili to w Polsce. Równocześnie nikt nie powinien ich łudzić, że będą mieli wysoką emeryturę.
Zobacz także
Paradoksalnie abolicja może zaszkodzić przedsiębiorcom
![]() |
» Jakie ulgi w ZUS przysługują przedsiębiorcy? |
Przeciętny Polak może odczytać to tak, że pewna grupa społeczna spotyka się z wyrozumiałością ustawodawcy, której on nigdy nie doświadczy. To jest szokujące zwłaszcza w sytuacji problemów budżetowych, zmuszających nas do podnoszenia wieku emerytalnego. Politycy działają chaotycznie, bo nie mają planu. Teraz mamy abolicję, ale jeszcze rok temu były pomysły, aby uzależnić wysokość składek do ZUS-u od dochodu. W sumie przedsiębiorcy mieliby zapłacić od 400 zł do 2400 zł miesięcznie. Jestem pewien, że rząd wróci do tego pomysłu.
Na koniec pozostaje jeszcze jeden absurd obecnej abolicji. Otóż będą nią objęci tylko ci przedsiębiorcy, którzy uciekali przed płatnością jak najdłużej i doczekali się ustawowego zwolnienia. Osoby, które wzięły kredyty, aby spłacić zaległości, nie dostaną zwrotu pieniędzy. W zamian będą mieli wyższe emerytury... Czego to uczy? Uczciwy traci dwa razy.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl




























































