Wiele podatków budzi nasze zastrzeżenia. Wspomniany już podatek Belki powoduje obowiązek oddania państwu 19% naszego zysku z inwestycji kapitałowych. Inwestor ponosi całe ryzyko, nie mówiąc już o stresie, a do budżetu "spokojnie" spływa 1/5 jego sukcesu.
Wątpliwości w oczach polskich obywateli budzi także podatek rolny. Wyłączenie rolników spod podatku CIT lub PIT zrodziło patologie. Słynni "rolnicy z Marszałkowskiej" są tego najlepszym przykładem. Wielu biznesmenów celowo przekwalifikowywało się na rolników, aby obniżyć swoje podatki i płacić składki do KRUS-u zamiast do ZUS-u.
Kiedyś podatek, dziś opłata. Mowa tutaj o opłacie za psa, o której decyduje teraz gmina. Mało osób wie, że opłata za posiadanie psa posiada swoje korzenie w dawnym podatku od konia. Przykładem zastosowania jest Poznań, który uchwałą Rady Miasta wprowadził obowiązek zapłaty 55 zł od jednego psa. Ale czy nie jest to kolejny martwy przepis?
Co krok to zachęta
Czym kierują się osoby ubiegające się o miejsce w sejmie lub w senacie? Patrząc na aktywność niektórych polityków (a raczej jej brak), można zaryzykować stwierdzenie, że dla korzyści finansowych i immunitetu. Lecz co w sytuacji gdy zawód polityka nie byłby tak intratny? Nadal byłoby tak wielu chętnych do reprezentowania Polaków?
Diety (2473,08 zł) otrzymywane przez polskich posłów są zwolnione z opodatkowania, a z kolei wynagrodzenia "wybrańców narodu" nie należą do najniższych (9892,30 zł). Poseł i senator mogą ponadto liczyć na szereg dodatków do wynagrodzenia, odprawę (3x uposażenie) oraz darmowe przejazdy i przeloty środkami publicznego transportu. Ale na tym długa lista przywilejów się nie kończy.
Oczywistym jest, że żaden polityk nie doceni pojedynczej złotówki, jeśli pieniądze otrzyma z taką łatwością. A jeśli partia nie potrafi dbać o własne finanse, to dlaczego miała by sprostać finansom całego państwa?
Dodatkowe opodatkowanie posłów i senatorów to ciekawy pomysł, lecz praktycznie niewykonalny. Taki niski 19-procentowy podatek dochodowy z tytułu wynagrodzenia poselskiego uczyniłby nie lada zamieszanie. Ale po cóż podatek, gdy można ograniczyć liczbę posłów i senatorów (zlikwidować senat?), wycofać zwolnienie diet poselskich z opodatkowania i zmniejszyć uposażenia.
Rozwiązaniem nie jest podatek
Podatki nie rozwiążą wszystkich problemów. Chodzi tutaj o błąd w logice. Nie sztuka podwyższyć podatki i liczyć na większe wpływy do budżetu. Taki mechanizm to miecz obosieczny, o czym powie każdy znawca krzywej Laffera. Sztuką jest takie gospodarowanie wydatkami budżetu, aby nie wydawać więcej niż ma się w portfelu.

źródło: nbportal.pl
Przekroczenie nadmiernego poziomu obciążeń fiskalnych spowoduje zmniejszanie się wpływów do budżetu państwa. Wyższe stawki podatkowe to rosnąca szara strefa, a obywatele otrzymują kolejny argument do unikania płacenia podatków.
Szereg przywilejów poselskich frustruje Polaków. Natomiast nikt z Wiejskiej nie będzie szukał oszczędności na własnym podwórku. Szkoda, że wszelkie kryzysowe deficyty w pierwszej kolejności kompensowane są kieszenią przeciętnego Kowalskiego. A tymczasem w Kancelariach Sejmu i Senatu wzrost wydatków szykowany jest na odprawy dla tych, którym nie uda się utrzymać mandatu.
Komentuje Piotr Szulczewski, analityk Bankier.pl:Na początek przy koncepcji wyrównywania opodatkowania warto byłoby ograniczyć zwolnienia z podatku dotyczące diet poselskich i senatorskich podobnie diet reprezentantów w instytucjach europejskich. Jeśli już koniecznie traktujemy mandat poselski jako zawód, a nie misję, która powinna dawać przede wszystkim korzyść społeczeństwu, to warto byłoby zrównać podatek pobierany od nauczyciela, górnika, sklepikarza oraz od sprawującego funkcje społeczne.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl
k.goldy@bankier.pl
Zobacz też:
» Patrioto, po co nam protokół z Kioto?
» Sam zdecyduj o losie podatku
» Kataster znów na horyzoncie
» Patrioto, po co nam protokół z Kioto?
» Sam zdecyduj o losie podatku
» Kataster znów na horyzoncie

























































