REKLAMA

30 lat GPW: 30 spółek, które napisały historię giełdy

Adam Torchała2021-04-16 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2021-04-16 06:00
30 lat GPW: 30 spółek, które napisały historię giełdy
30 lat GPW: 30 spółek, które napisały historię giełdy
/ Bankier.pl

GPW świętuje dziś swój okrągły jubileusz, nie byłoby jednak giełdy bez spółek nań notowanych. Przez te trzy dekady napisały one wiele pięknych historii, nie brakowało jednak i upadłości czy kontrowersji. Oto subiektywny wybór 30 firm, które w tej 30-letniej historii polskiego parkietu zapisały się szczególnie. 

1. Próchnik. Na początku wcale nie było chaosu, na początku było po prostu pięć spółek: Tonsil (producent głośników), Krosno (huta szkła), Kable (producent - zaskakująco - kabli), Exbud (firma budowlana) i Próchnik (producent odzieży). To ich akcjami można było handlować na pierwszej sesji GPW, która odbyła się 16 kwietnia 1991 roku. Żadna z nich nie jest już niestety obecna na warszawskim parkiecie. Ich losy były różne (przejęcia, problemy finansowe) i wspominaliśmy je m.in. w artykule na 25 urodziny GPW. Najdłużej przetrwał Próchnik, który z giełdy został karnie usunięty w styczniu 2019 roku. Spółka nie potrafiła wyjść z tarapatów finansowych i upadła.

2. Żywiec. Obecnie najstarszym podmiotem na GPW pozostaje Żywiec, którego debiut miał miejsce 24 września 1991 roku. Żywiec na problemy finansowe póki co nie narzeka, wśród inwestorów przez lata wyrobił sobie z kolei opinię świetnej spółki do portfela dywidendowego. Spółka zyskiem dzieli się nieprzerwanie od 2003 roku, dodatkowo była jednym z pionierów wypłacania dwóch dywidend w ciągu roku. Niestety przez dość skromną liczbę akcji w wolnym obrocie pozostaje na uboczu głównych indeksów.

fot. Michał Sadowski / / FORUM

3. Apator. To jednak nie Żywiec dzierży tytuł najdłużej regularnie dzielącej się zyskiem z inwestorami spółki. Pierwszą giełdową dywidendę spółka wypłaciła z zysku za 1996 rok. Od tej pory rok w rok na konto posiadaczy akcji wpływa część zysku spółki. Warto dodać, że podobny dywidendowy staż ma także Dębica, ta jednak nie zdążyła podjąć decyzji na temat rozdysponowania wyniku za 2020 roku (pełny raport roczny opublikowany zostanie dopiero 22 kwietnia 2021 roku), tymczasem Apator już wypłacił inwestorom zaliczkę. Potwierdził tym samym podtrzymanie tej wieloletniej tradycji.

4. Wedel. Romans słynnego producenta słodyczy z GPW był krótki, jednak firma zdołała się na stałe zapisać w historii rodzimej giełdy. Spółka pojawiła się na rynku jeszcze w 1991 roku, ważniejsza jest jednak data jej wycofania. W 1998 roku Wedel skorzystał z możliwości dobrowolnego wyjścia z giełdy. Był to pierwszy taki przypadek w historii, sam delisting umożliwiły zresztą przyjęte dopiero w 1997 roku przepisy. Wcześniejsze „zniknięcia” spółek (Bank Gdański i Polifarb Wrocław) miały związek z połączeniami z innymi spółkami obecnymi na GPW (odpowiednio BIG-iem i Polifarbem Cieszyn). W przypadku Wedla „ściągającym” było Pepsi Co. – podmiot na GPW nienotowany. Co zresztą ciekawe całej procedurze towarzyszyła dość głośna kontrowersja, bowiem notowania Wedla gwałtownie rosły tuż przed ogłoszeniem wezwania (ze sporą premią) i pojawiły się podejrzenia o wykorzystanie informacji poufnej.

5. Universal. Pierwszą karnie usuniętą spółką z GPW był z kolei Universal. Przy nim warto się jednak zatrzymać nie tylko ze względu na ten epizod. Universal to jeden z symboli GPW lat 90. Była to pierwsza sprywatyzowana Centrala Handlu Zagranicznego. W PRL-u spółka handlowała m.in. sprzętem AGD oraz Rometami, później była m.in. większościowym udziałowcem Unimila czy posiadaczem pakietu akcji Polsatu. Do historii polskiego rynku kapitałowego przeszła jednak jako „cesarz spekulacji”. Po debiucie akcje Universalu dość szybko zwiększyły swą wartość 20-krotnie i stały się jedną z flagowych inwestycji pierwszej szalonej hossy w historii GPW (lata 93/94). Szybkie wzrosty przerodziły się jednak w 1994 roku w szybkie spadki, a bańka pękła równie spektakularnie jak się zrodziła. W 1999 roku Universal był już spółką groszową, która miała problemy z wywiązywaniem się z obowiązków informacyjnych. W efekcie wyrzucono ją z GPW, a kontrowersjami wynikłymi wokół jej aktywów zajęły się organy ścigania. Historię spółki przytaczaliśmy m.in. w artykule „Fortuny znikąd, czyli raje dla spekulantów na GPW”.

fot. / / GPW

6. ING Bank Śląski. Wspomniana szalona hossa lat 93/94 miała jednak też i inny symbol. To Bank Śląski, którego debiut miał miejsce 25 stycznia 1994 roku, a więc na niewiele ponad miesiąc przed szczytem hossy. Rozgrzany do czerwoności rynek i prywatyzacja znanej i wielkiej marki – to musiało przełożyć się na rekordowe zainteresowanie inwestorów. I tak było. Po akcje ustawiały się długie kolejki, zapisy musiały być zaś redukowane i każdemu przedzielono ledwie po 3 akcje. Giełda po raz pierwszy tak mocno przebiła się do ogólnopolskiej świadomości (na papiery zapisało się aż 830 tys. osób), co wsparte zostało dodatkowo faktem, że akcje na debiucie urosły aż o 1350 proc. Z drugiej strony wszystkiemu towarzyszyły zatory w realizacji zleceń, które były pochodną rekordowego zainteresowania i nieprzygotowanej na nie infrastruktury. W efekcie część inwestorów nie mogła sprzedać akcji na pierwszej sesji. Później z kolei Bank Śląski już tak jak na debiucie nie błyszczał, nigdy nie spadł jednak poniżej ceny z oferty. Już pod skrzydłami ING obecny jest na GPW do dziś i posiada obecnie najwyższy wagowy udział w indeksie mWIG40 – bezpośrednim zapleczu flagowego WIG20.

7. Elektrim. Warto dodać, że giełda miała i swojego drugiego cesarza spekulacji. Miano to przypadło Elektrimowi. Spółkę tę ze wspomnianym wcześniej Universalem, oprócz spekulacyjnych rajdów, łączy także historia – obie były dawnymi Centralami Handlu Zagranicznego – oraz rok debiutu. Na początku wolnorynkowej kariery Elektrim poprzez 140 spółek zależnych zajmował się przysłowiowym mydłem i powidłem. Posiadał udziały m.in. Ery (PTC), ZE PAK-u, Rafako czy spółek budowlanych. O sile spółki niech świadczy fakt, że przykładowo w 1994 roku grała ona pierwsze skrzypce w WIG-u (11-proc. udział). Gwałtownie rosła ona nie tylko w latach 93/94, ale i w trakcie hossy dotcomowej przełomu wieku, gdzie liderowała giełdzie pod względem obrotów (i w jednym i drugim przypadku później następowały gwałtowne spadki). To wtedy Elektrim kupił za grube miliony akcje portalu Poland.com (portal horyzontalny, który chciał konkurować z Onetem, później odsprzedany za ledwie kilkadziesiąt tysięcy złotych). Po pęknięciu bańki internetowej nad Elektrimem kontrolę przejął Zygmunt Krok, lepiej znany jako Solorz-Żak. Spółka dawała ogromne możliwości, ale ciągnęły się za nią także spory i długi – efektem było sporo kontrowersji i przepychanek prawnych z tematem przejęcia Ery na czele. W 2008 na wniosek Solorza zawieszono notowania, Elektrim pozostał jednak formalnie spółką publiczną i taki stan rzeczy utrzymuje się aż do dziś. Wielu inwestorów wciąż posiada akcje spółki, czekając na wznowienie jej notowań oraz rozliczenie przez odpowiednie organy całego zamieszania.

fot. Aleksiej Witwicki / / FORUM

8. Optimus. Wspomniany przy okazji Elektrimu portal miał rywalizować z Onetem, tymczasem za Onetem stała inna gwiazda giełdy – Optimus (Onet to skrót od nazwy OptimusNet). Nazwa tej firmy na przełomie XX i XXI wieku była w Polsce synonimem postępu, mówiono o niej nawet polski Microsoft. Na giełdzie pojawiła się w 1994 roku, błyszczała w trakcie hossy dotcomowej, wniosła świeżość zarówno na rynku sprzętu komputerowego, jak i w pełzającym wówczas internecie. W 2002 roku nastąpił podział spółki właśnie na te dwie gałęzie, pierwsza kontynuowała żywot jako wspomniany Onet (Grupa Onet – na GPW do 2006 roku), druga dalej jako Optimus. Niestety, we wspomnianym 2002 roku zaczęła się też psuć atmosfera wokół „sprzętowej” odnogi. W związku z zarzutem matactw podatkowych Roman Kluska, prezes Optimusa, trafił do aresztu. I choć NSA orzekł później, że organy skarbowe działały niezgodnie z prawem, to dla Optimusa było za późno. Potęga spółki i mit Romana Kluski zmieniającego wszystko w złoto prysł. Pojawił się za to Optimus - ofiara władzy. A w zasadzie systemu, bo na "system" organy państwowe zwaliły winę za aresztowanie Kluski. Co ciekawe, sam giełdowy Optimus miał jeszcze w 2020 roku stać się największą spółką na rodzimej giełdzie, do historii tej jednak powrócimy nieco później.

fot. / / GPW

9. Prokom. Na GPW był obecny też "polski IBM", czyli stawiający na oprogramowanie biznesowe Prokom. I on błyszczał w hossie dotcomowej, a nawet po korekcie obecny był w szerokiej świadomości Polaków. W pewnym momencie na Prokom trafić można było niemal wszędzie: tenis, koszykówka, eventy, głośna i kontrowersyjna informatyzacja ZUS-u... Stojący za spółką Ryszard Krauze był miliarderem-celebrytą, który gościł nie tylko na podium listy najbogatszych Polaków, ale i w gabinetach polityków. Wiatry się jednak zmieniały, a gwiazda Krauzego wkrótce zaczęła przygasać. Prokom mimo to przetrwał, tyle że pod skrzydłami Asseco Poland – dziś jednej z 20 najważniejszych spółek na GPW i jednego z symboli giełdowej stabilności.

10. PKO Bank Polski. Początki giełdy to przede wszystkim prywatyzacje, wraz z upływem lat zaczynało przybywać jednak debiutów prywatnych firm, Skarb Państwa zmieniał z kolei podejście z ilościowego na jakościowe. W roku 1999 miał miejsce jeden „państwowy” debiut, ale za to ogromny – Orlen. Przez pierwsze trzy lata XXI wieku prywatyzacji na GPW nie dokonano żadnej. Rok 2004 na stałe zapisał się jednak w historii za sprawą pojawienia się przy Książęcej PKO BP. Pobito zarówno rekord wielkości oferty, jak i obrotów, pierwszy raz od czterech lat wzrósł udział w obrotach inwestorów indywidualnych, a i PKO BP raczej przypadło im do gustu - przez lata wypłacało im sowite dywidendy. I choć ostatnie lata są dla banków słabsze, PKO BP wciąż zajmuje miejsce na podium największych spółek rodzimej giełdy.

fot. Adam Chelstowski / / FORUM

11. LPP. Najlepszym przykładem fali „prywatnych” debiutów jest odzieżowy duet LPP-CCC. Pierwsza z firm pojawiła się na GPW w 2001 roku, druga w 2004. Historia obu spółek jest podobna, dzięki rozwojowi w Polsce i późniejszej ekspansji zagranicznej stały się one symbolami sukcesu i giełdowymi gwiazdami do dziś obecnymi w WIG20. Uwagę zwraca szczególnie LPP, bowiem osoba, która trzyma akcje tej spółki od momentu debiutu, zarobiła do dziś aż 18,3 tys. proc. To najwyższy wynik w gronie spółek obecnych na GPW. Akcje LPP w 2014 roku osiągnęły też symboliczną granicę wyceny 10.000 zł za sztukę (a przypomnijmy, że poziom startowy wynosił ledwie 48 zł). I choć ostatnio wspomniany duet radzi sobie na giełdzie nieco słabiej, warto pamiętać, przechodząc następnym razem koło sklepu Reserved czy CCC, że giełda pomogła w tych sukcesach, a drobni inwestorzy przez lata sowicie na rozwoju tych biznesów zarabiali.

fot. / / Bankier.pl

12. Astarta. Na GPW pojawiały się nie tylko firmy polskie. Dobrym przykładem jest wejście na rynek w 2006 roku Astarty, ukraińskiej spółki rolniczej, która rozpoczęła listę „debiutów wschodnich”. Warto dodać, że dwa lata później GPW otworzyła przedstawicielstwo w Kijowie. Z kolei 4 maja 2011 roku rozpoczęto obliczanie indeksu WIG-Ukraine. Miewał on lepsze i gorsze chwile, szczególnie słabo radził sobie w trakcie rosyjskiej agresji na Ukrainę, ostatnie miesiące to jednak wielka rolnicza hossa i duży wzrost popularności indeksu wśród inwestorów. Dziś w sumie na 430 podmiotów notowanych na GPW, 50 to firmy zagraniczne.

13. Gant. Debiuty Astarty, PKO BP i CCC przypadły na okres, gdy na rynku zaczynała rosnąć już nowa hossa. Inwestorzy, którzy wówczas do niej dołączyli, nie mieli czego żałować, przed nimi bowiem było kilkanaście świetnych miesięcy. Wkrótce dołączali kolejni, skuszeni m.in. przez sprzedawców funduszy inwestycyjnych, którzy mogli pokazywać piękne wykresy rosnących indeksów. I choć na GPW rosło wówczas niemal wszystko (przykładowo w 2006 roku z  246 spółek notowanych na rynku spadek zanotowało tylko 29), prawdziwy boom trwał w budowlance (wspomniany 2006 rok indeks branżowy spółek budowlanych zakończył wzrostem o 150 proc.). Jedną z gwiazd sektora był Gant, który jeszcze do niedawna prowadził sieć kantorów na Dolnym Śląsku, ale szybko podpiął się pod przeżywającą boom branżę deweloperską. Gdy bańka pękła, runął i napompowany w trakcie hossy kurs Ganta. Był to jednak dopiero początek problemów. W Gancie nie brakowało bowiem „kantów”, sprawa trafiła do prokuratury, a spółka koniec końców upadła. W maju 2015 roku wyrzucono ją z GPW, jednak we Wrocławiu i Legnicy nadal można znaleźć pamiątki po gantowym imperium, a sama nazwa spółki wciąż budzi niemiłe wspomnienia u wielu inwestorów.

fot. / / Bankier.pl

14. Budimex. Dla "budowlanej" równowagi warto przytoczyć przykład Budimeksu. Notowania spółki w trakcie wspomnianego boomu wzrosły czterokrotnie, by oczywiście później z hukiem spaść. Budimex miał jednak stabilne fundamenty, przez lata wypracował także zdrowe spojrzenie na biznes, co pozwoliło mu przetrwać na tym szarganym wieloma boomami i krachami rynku. Dziś notowania spółki znajdują się w pobliżu historycznych maksimów, a zarząd zapowiada sutą dywidendę.

15. Petrolinvest. Hossa na akcjach notowanych na GPW zwyczajowo pociąga za sobą wzrost skłonności innych spółek do pojawienia się na rynku. W 2007 roku gorączka sięgnęła zenitu, na rynku debiutowało bowiem 81 podmiotów. Absolutny rekord, do którego nigdy później GPW się nie zbliżyła. Hitem hitów było zameldowanie się na rynku akcji Petrolinvestu, za którym stał wspominany przy okazji Prokomu Ryszard Krauze. Zainteresowanie było ogromne, Krauze stał się ulubieńcem inwestorów. Do zaoferowania miał spółkę wprawdzie niewykazująca zysków, ale mająca wielkie plany – stać się naftowym potentatem. W ciągu tygodnia od debiutu wartość akcji wzrosła z 227 zł do 842 zł, potem było jednak tylko gorzej. Ropa jakoś nie chciała płynąć, zarząd mieszał się "w zeznaniach" i posypały się na niego nawet kary od KNF-u. Warto dodać, że dla samego mocno nakręconego na ten projekt Krauzego naftowy sen zakończył się w zasadzie wymazaniem miliardera z biznesowej mapy Polski. To właśnie dla Petrolinvestu sprzedał on kurę znoszącą złote jaja, czyli Prokom, co okazało się fatalnym w skutkach ruchem. Petrolinvest ropy nie znalazł, kurs akcji zaczął zmierzać do zera, a w ostatnich latach sytuacja spółki stała się na tyle zła, że brakowało nawet środków na upadłość. O rynkowej historii Petrolinvestu więcej można przeczytać w tekście "Petrolinvest – dekada giełdowej degrengolady".

fot. MAREK WISNIEWSKI / / FORUM

16. Bioton. Przeszło 10-krotnie podczas wspominanej wielkiej hossy podrożał Bioton, czyli kolejna spółka ze stajni Ryszarda Krauzego. I nie, nie przytaczam go, by pastwić się nad problemami ówczesnego miliardera, ale z powodu roli, jaką spółka odegrała na GPW. Firma ta nie tylko gościła w tamtych czasach w składzie WIG20, ale i stała się także symbolem polskiej biotechnologii. W momencie debiutu spółka była liderem rynku insuliny w Polsce i miała poszerzać w nim swój udział, sporo mówiło się o nowych kontraktach i inwestycjach. Bioton "kupił” serca inwestorów, zamiast zysków pojawiły się jednak straty, zamiast nowych klientów - nowe emisje. Rozwadniany miliardami akcji kapitał zaowocował tym, że za jeden papier Biotonu płacono grosze. Krok notowań pozwalał wtedy na ruch o minimum 1 grosz, Bioton rysował więc szlaczki, skacząc o 50 proc. z 2 groszy na 3. W 2014 roku rozpoczął się jednak proces zmian, nowi właściciele i nowa strategia tchnęły nieco życia w notowania niedawnego lidera nowatorskiej branży. Cień jednak pozostał. Historia Biotonu była na tyle głośna i bolesna, że zraziła nieco większych inwestorów do biotechnologicznych projektów, o czym wspominali m.in. rozmówcy ubiegłotygodniowego podcastu „PB do słuchania”. Dziś na szczęście polska biotechnologia na GPW znów jednak kwitnie, czego symbolem jest choćby nagroda Giełdowej Spółki Roku 2020 dla Selvity.

17. MW Trade. Dla GPW wspominana wielka hossa stała się okazją do ekspansji. W sierpniu 2007 roku wystartował rynek NewConnect, na który miały trafiać firmy działające w nowoczesnych branżach, ale będące jeszcze na zbyt wczesnym etapie rozwoju, by wejść na główny rynek. Początkowo plan realizowano fatalnie, a NewConnect stał się w zasadzie zlepkiem kilkudziesięciu ciekawych spółek i ogromnego ogona firm niewiele mających wspólnego z pierwotną wizją. Przez lata jednak nad projektem nieco popracowano, a wśród jego największych zalet wymienia się fakt, że jest przedsionkiem do GPW. I rzeczywiście, debiut na GPW pobytem na NC poprzedziły już 72 spółki. Pierwszą było MW Trade, które na mały parkiecie pojawiło się we wrześniu 2007 roku, by w grudniu 2008 przeskoczyć na główny rynek.

fot. / / Bankier.pl

18. Lotos. Wielkie hossy to wstępy do wielkich krachów, wielkie krachy zaś to paniczne decyzje. Hurraoptymizm zmienia się nagle w skrajny pesymizm, a przecież świat nie dzieli się tylko na czarne i białe. Świetnie podsumowuje to przygoda Lotosu. Podczas krachu 2008 roku na rynek trafiła dość osobliwa rekomendacja. Analityk Robert Rethy z UniCredit w swym raporcie obniżył docelową wycenę akcji Lotosu z 25 do 0 zł. Uznał, że akcje gdańskiej firmy są bezwartościowe, ponieważ chyli się ona ku upadkowi. Zaraz po ogłoszeniu rekomendacji akcje Lotosu straciły prawie 17 proc. Lotos podniósł alarm, że to gra pod wrogie przejęcie, analityk odpowiadał, że jego zdaniem szanse na upadłość spółki przekraczają 50 proc. Warto zwrócić uwagę, że nie było tu mowy o 100 proc., tak odważna wycena mogła więc razić. I raziła, a wkrótce KNF ukarał jej autora. Sam Lotos zawieruchę przetrwał, a w 2017 roku powrócił nawet do wypłacania dywidend. Warto dodać, że prezesem Lotosu podczas wspomnianego zamieszania był Paweł Olechnowicz. Piastował on to stanowisko od 2002 roku do 2016 – niespotykana stabilność, jak na stołek prezesa w giełdowej spółce Skarbu Państwa.

fot. / / Bankier.pl

19. Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Krach na giełdzie przyniósł także załamanie zainteresowania rynkiem inwestorów indywidualnych. Kowalscy, szczególnie Ci, którzy za namową sprzedawców w garniturach skusili się na fundusze inwestycyjne, pluli sobie w brodę i wyzywali giełdę od kasyn. Dużą rolę w odbudowywaniu zainteresowania GPW odegrała kolejna fala prywatyzacji. W 2009 roku na rynek trafiły akcje Bogdanki i PGE, w 2010 Tauronu, samej giełdy i PZU. Nazwy te budziły zainteresowanie, szczególnie debiut PZU zapisał się w historii rynku jako największa wówczas oferta (8,1 mld zł), przy okazji której udało się wygenerować najwyższe wówczas obroty. Co znamienne, nawet naszą relację z debiutu zatytułowaliśmy: „Tak tworzy się historia”. I PZU nie zawodziło. Przez pierwsze lata regularne dywidendy szły w parze ze wzrostami notowań, przez co spółka wyglądała na idealną inwestycję typu „kup i zapomnij”. Ostatnie lata to z kolei angażowanie spółki w nacjonalizację sektora bankowego i lata nieco chudsze. Ci którzy kupili na debiucie, jednak wciąż (licząc z dywidendami) są na sporym plusie.

20. Jastrzębska Spółka Węglowa. Prywatyzacje zaczęto ubierać w projekt "akcjonariatu obywatelskiego", niestety stwierdzenie to nie jest wspominane przez inwestorów zbyt ciepło. O ile pobyt PZU na GPW można uznać za względny sukces, Tauron i PGE to już solidne rozczarowania. Symbolem negatywnej strony „akcjonariatu obywatelskiego” stało się jednak JSW. Spółkę częściowo sprywatyzowano w 2011, w czasie węglowej hossy. Dla rządu - celny strzał, dla inwestorów - problem. Szczególnie, że hossa niedługo przemieniła się w bessę, a wspomniany rząd kład dodatkowo spółce kłody pod nogi, angażując ją w absurdalne biznesowo, ale motywowane politycznie przedsięwzięcia. Górnicza firma znalazła się w efekcie na skraju upadłości, a straty inwestorów przekraczały 90 proc. Ostatecznie JSW udało się uratować, choć 2020 rok znów był czasem poważnej próby. Zresztą nadal, choć spółka posiada ogromne złoża strategicznego z punktu widzenia Unii Europejskiej węgla koksującego, kurs z debiutu wydaje się z odległy i niedostępny.

fot. MAREK WISNIEWSKI / / FORUM

21. Energa. W grudniu 2013 roku na GPW pojawiła się Energa, zamykając tym samym rozdział pt. „akcjonariat obywatelski”. Do tej pory jest to ostatni podmiot Skarbu Państwa, który wszedł na giełdę. W sumie od 1991 do 2013 roku na głównym rynku zadebiutowało 77 spółek, których akcje oferował Skarb Państwa. Energa niestety zbyt pięknie tego wielkiego i znaczącego dla GPW zbioru nie wieńczy. Po obiecujących początkach notowania spółki spadły poniżej ceny z oferty. Niedawno Energa wkupił inny kontrolowany przez Skarb Państwa podmiot - Orlen. Całej operacji towarzyszyły kontrowersje, z pytaniem o zasadność niskiej wyceny Energi na czele.

22. KGHM. Zamykając tę „państwową” sekcję warto wspomnieć jeszcze o KGHM-ie. On akurat na GPW debiutował jeszcze w latach 90-tych, jednak to na początku drugiej dekady XXI wieku spółka święciła ogromne triumfy na GPW. Podmiot posiadał blisko 15-proc. udział w WIG20, nadawał rytm indeksom i wkrótce utarło się mówić o nim, że jest generałem hossy. Duża w tym zasługa miedzi, która także była dobrym barometrem nastrojów gospodarczych, a w 2011 roku jej cena przekroczyła mityczne 10 tys. dolarów za tonę. Jeżeli dodamy do tego fakt sprzedaży przez KGHM znaczącej spółki-córki (Dialogu), otrzymamy przepis na fantastyczny wynik roczny. I tak za 2011 rok KGHM pokazał aż 11 mld zł zysku! Z tegoż zysku rekordowe 5,7 mld zł trafiło do inwestorów w postaci dywidendy. Niestety, później – m.in. za sprawą podatku miedziowego, ale i „suchych” lat w samej spółce – KGHM przestał wypłacać dywidendy. Obecnie jego kurs jednak znów znajduje się przy historycznych maksimach, a zarząd rozważa powrót do wypłat dywidend.

Dywidendowa historia KGHM-u
Dywidenda za rok Dywidenda na akcję [w PLN] Łączna wielkość dywidendy [w PLN] Stopa dywidendy [proc.]
2004 2,00 400 000 000 5,87
2005 10,00 2 000 000 000 8,93
2006 16,97 3 394 000 000 13,69
2007 9,00 1 800 000 000 9,2
2008 11,68 2 336 000 000 14,79
2009 3,00 600 000 000 3,07
2010 14,90 2 980 000 000 7,57
2011 28,34 5 668 000 000 19,56
2012 9,80 1 960 000 000 8,03
2013 5,00 1 000 000 000 3,94
2014 4,00 800 000 000 3,19
2015 1,50 300 000 000 2,05
2016 1,00 200 000 000 0,88
Źródło: Notoria StockGround 

23. CD Projekt. W międzyczasie, nieco na uboczu, zaczęły powstawać giełdowe fundamenty branży, która kilka lat później zawojowała GPW. Jej symbolem stał się CD Projekt, który na giełdę postanowił wejść tzw. „tylnymi drzwiami”. Przejął w tym celu wspominanego podupadłego Optimusa - w teorii kontynuując giełdową historię tej święcącej przed laty triumfy spółki, w praktyce jednak pisząc zupełnie nową kartę. W 2009 roku, gdy przygotowywano operację, „Wiedźmin” już podbijał serca graczy, daleko mu było jednak do sukcesu, który w 2015 roku odniosła trzecia część tej serii. CD Projekt stał się gwiazdą światowego gamedevu, ale i rodzimej giełdy. Brylował w rankingach najlepszych spółek, awansował do WIG20, przyciągał na GPW nowych inwestorów, przez chwilę nosił nawet tytuł największej giełdowej spółki w Polsce. Z dzisiejszego punktu widzenia może się wydawać to abstrakcyjne, ale jeszcze w 2013 roku można było kupić papiery tej spółki poniżej 10 zł. I choć problemy z „Cyberpunkiem” zachwiały nieco reputacją popularnych „Redów”, królowi należy oddać co królewskie – CD Projekt jest najprawdopodobniej spółką, która miała największy wpływ na ostatnią dekadę historii GPW.

24. 11bit studios. W pierwszej połowie drugiej dekady XXI wieku na GPW i NewConnect notowanych było już kilku producentów gier. Oprócz CD Projektu uwagę zwracało m.in. City Interactive (obecne CI Games) – wówczas jeden z liderów branży. Dlaczego zatem uznałem za warte wyróżnienia akurat 11bit studios, które wówczas pozostawało na kompletnym uboczu? Moim zdaniem to właśnie sukces tej spółki leży u podstaw giełdowego boomu na gry, sprawił bowiem, że inwestorzy przychylnie spojrzeli nie tylko na większych, ale i na mniejszych producentów gier. Owym sukcesem jest premiera gry „This War of Mine” z 2014 roku, która nie tylko szybko na siebie zarobiła, ale i zbierała bardzo pozytywne opinie, jako produkt dojrzały i ambitny (później gra trafiła nawet na listę lektur). Notowania 11bit wystrzeliły, a na giełdzie zaczęło się poszukiwanie kolejnego „TWoM” i de facto boom na całą branżę, a nie tylko na „Wiedźmina”. Warto dodać, że w 2018 roku ekipa 11bit potwierdziła swe umiejętności bardzo udanym „Frostpunkiem” i obecnie - choć studio nie produkuje tytułów „AAA” (najdroższa kategoria najbardziej rozbudowanych gier) - należy do absolutnej branżowej czołówki. Na GPW z kolei może się pochwalić drugim - po LPP - najwyższym wzrostem wyceny w historii polskiego rynku (+14 tys. proc.).

25. InPost. Gdy na giełdzie wschodziły pierwsze gwiazdy polskiego gamedevu, wyrobioną pozycję „bożyszcze” inwestorów miały już takie spółki jak choćby wspominane LPP i CCC oraz m.in. Integer. Za tą ostatnią stał Rafał Brzoska, który chciał odmienić polski rynek przesyłek. Paczkomatowy biznes rozbudzał wyobraźnię, a dodatkowo spółki z grupy Integera zaczęły coraz mocniej podgryzać zasiedziałego giganta - Pocztę Polską - i w listach. Na kanwie tych sukcesów na GPW zadebiutował InPost, który firmował swą marką te przedsięwzięcia. Niestety, gigant przy pomocy rządu zaczął się bronić, a InPost popadł w tarapaty finansowe. W efekcie akcje obu „brzoskowych” spółek zaczęły gwałtownie tanieć, a sam InPost w niecały rok po debiucie na GPW znalazł się na wylocie z rynku. Warto dodać, że na delisting mocno naciskał Rafał Brzoska, który znalazł już nowego partnera i chciał pozbyć się balastu drobnych inwestorów (którzy chwilę wcześniej mu uwierzyli, a teraz mogli tylko liczyć straty). Z jednej strony Brzoska ratował w ten sposób swoje „dziecko”, z drugiej niesmak na rynku pozostał ogromny. Być może było to jedną z przyczyn, dla których InPost w kolejny romans z giełdą wdał się już w Amsterdamie, a nie w Warszawie? Debiut miał miejsce w styczniu tego roku i okazał się ogromnym sukcesem. Inwestorów z GPW to jednak z pewnością nie pocieszyło.

fot. / / Bankier.pl

26. GetBack. Złym wspomnieniom związanym z InPostem jednak daleko do cienia, jaki na rynek rzucił GetBack. O ile problemy spółek Rafała Brzoski były wynikiem przeinwestowania i straty rządowych zleceń (które przejęła prowadzona przez rząd spółka…), o tyle GetBack był po prostu wielkim oszustwem. Naciągane księgi, ukrywanie „trupów w szafie”, masowe wrabianie ludzi w „ratunkowe” obligacje i robienie dobrej miny do złej gry - GetBack wchodził w 2017 roku na GPW jako gwiazda, by w 2018, gdy tajemnice zaczęły wychodzić na jaw, stać się jedną z największych afer ostatnich lat, która odbiła się nie tylko na rynku akcyjnym, ale i obligacyjnym, windykacyjnym, maklerskim, funduszowym, czy - głównie za sprawą Idea Banku - bankowym. Trafił nie tylko na czołówki gazet, ale także do sejmowych sal. Historia jest dość świeża, więc zamiast ją streszczać, zwrócę jedynie uwagę, że dość ciekawym zbiegiem okoliczności jest fakt, iż notowania GetBacku zostały zawieszone po sesji 16 kwietnia 2018 roku. Tak, urodziny GPW są także rocznicą ostatniego notowania GetBacku. Choć stary zarząd odsunięto od władzy, w firmie przeprowadzono wielkie porządki i zatwierdzono układ, akcje wciąż pozostają w zawieszeniu, a akcjonariusze nie mogą nawet rozliczyć swojej straty na inwestycji (ponieważ akcji nie da się sprzedać na GPW, choć formalnie GetBack wciąż jest spółką na GPW obecną). Z jednej strony nadzorcy rynku czekają aż spółka w pełni opublikuje wszystkie raporty okresowe, z drugiej inwestorzy już obecnie wiedzą o firmie zdecydowanie więcej, niż wiedzieli w momencie zakupu jej akcji.

fot. Adam Torchała / / Bankier.pl

27. Dino Polska. Ledwie trzy miesiące dzieliły debiuty GetBacku i Dino. Jakież jednak inne historie napisały te dwie spółki. O ile GetBack można nazwać największą aferą ostatnich lat, o tyle Dino to najprawdopodobniej jedna z największych gwiazd, jakie zadebiutowały na GPW w minionej dekadzie. I nie chodzi wcale o rozmiar oferty (choć ten też był przyzwoity - 1,7 mld zł), a o dalsze losy spółki. Akcje Dino sprzedawano inwestorom przed czterema laty za 33,5 zł, dziś są warte 257 zł. Konsekwentne zwiększanie skali działalności i skupienie się na budowaniu sklepów w mniejszych ośrodkach sprawiło, że Dino nie tylko wskoczyło do WIG20, ale i stało się jedną z ważniejszych spółek rodzimej giełdy. Warto dodać, że za sprawą wspomnianej hossy stojący za Dino Tomasz Biernacki, jeden z najbardziej tajemniczych miliarderów w Polsce, wyprzedził w rankingu największych inwestorów indywidualnych na GPW wieloletniego lidera zestawienia - Zygmunta Solorza-Żaka.

fot. / / Bankier.pl

28. Mercator. Inwestorów można podzielić na tych, którzy mówią, że każdy krach jest taki sam i na tych mówiących, że każdy krach jest inny. 2020 roku jednak ciężko odmówić wyjątkowości, chiński wirus najpierw giełdom był obojętny, następnie wywołał panikę, by później w niektórych sektorach przekształcić się w szaloną hossę. Najjaśniej w tym okresie świeciła gwiazda Mercatora, który jeszcze w 2019 roku pozostawał na giełdowym uboczu, notował straty i na zamknięcie roku wart był ledwie 105 mln zł. Dziś wartość spółki to 3,6 mld zł, zameldowała się ona w WIG20, a jej zysk netto w 2020 roku sięgnął 930 mln zł. Klucz do sukcesu? Mercator to producent i dystrybutor rękawic, które w dobie pandemii stały się towarem pierwszej potrzeby. Spółka świetnie wykorzystała swoje „5 minut” i stała się jedną z najpopularniejszych obecnie wśród inwestorów firm na GPW.

29. Allegro. Rok 2020 był także historyczny dla rynku IPO. Październikowy debiut Allegro poprzedziła ciesząca się ogromnym zainteresowaniem oferta warta 9,2 mld zł - to rekord rodzimej giełdy. Warto dodać, że akcje Allegro w trakcie pierwszych dni gwałtownie drożały, spółka błyskawicznie skoczyła do indeksu WIG20, a jej wycena zbliżyła się do mitycznych 100 mld zł, zostawiając daleko w tyle innych gigantów warszawskiej giełdy. Piękny sen nie trwał jednak długo, debiut Allegro okazał się bowiem debiutem „last minute” przed pojawieniem się w Polsce Amazona. Notowaniom spółki nie pomagali też sypiący akcjami główni akcjonariusze. Niemniej, mimo mocnych spadków, cena papierów Allegro wciąż utrzymuje się powyżej ofertowej.

fot. / / Allegro

30. Giełda Papierów Wartościowych. Listę zamyka spółka, bez której wspomniane 29 historii by się nie wydarzyło, czyli sama GPW. Jej debiut na głównym rynku miał miejsce w 2010 roku i także był wówczas dość dużym wydarzeniem. Historia notowań GPW na GPW jest jednak dość spokojna, firma jest postrzegana raczej jako stabilny, regularnie płacący dywidendy biznes, któremu nie szkodzą nawet polityczne zawieruchy (kontrolę nad GPW posiada Skarb Państwa). Jednak, jak pokazują powyższe przykłady, przez te 30 lat na samym rynku nie brakowało akcji.

Inwestorzy byli świadkami, bądź uczestnikami kontrowersji i rozczarowań, ale i historii pięknych, na których wzbogaciły się nie tylko ich portfele, ale i cała polska gospodarka. Bez giełdy wiele firm mogłoby nie osiągnąć obecnej skali, choćby ze względu na problemy z uzyskaniem finansowania na rozwój produktu czy ekspansję zagraniczną, albo po prostu - w gorszych czasach - załatanie dziury płynnościowej. O tym, jak działa giełda, jaką pełni rolę w gospodarce i jak pomogła wielu znanym spółkom, szerzej rozpisywałem się w artykule cyklu „Tour de Spółki”, który poświęcony był właśnie GPW. Jego lektura będzie świetnym uzupełnieniem do 30 przytoczonych tutaj historii. Bo choć na sytuacje, które dzieją się na co dzień na GPW, zdarza nam się narzekać, to jednak poziom - choćby w porównaniu do parkietów innych postkomunistycznych krajów - jaki osiągnęła polska giełda przez te 30 lat, jest naprawdę godny docenienia.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 300 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 300 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Komentarze (6)

dodaj komentarz
4ss
A NFI KREZUS, a spółki R. Karkosika? No Panowie,
to jest historia
podatnik-
Najlepiej taką propagandę ocenia znany bo znany Kaziu von Isabel: ściema, ściema,ściema?
arfeneusz
Ale zestawienie...
A gdzie Agora? A gdzie Orlen? A gdzie TP SA?
maciek_102
Ciekawe czy Dino z największej gwiazdy stanie się najszybciej spadającą gwiazdą. Chyba w tym całym tempie inwestycyjnym zapominają o kliencie a konkurencja nie śpi. Stare sklepy marnieją. Do tego w rejonie o największym zagęszczeniu tej sieci otwierają dodatkowe sklepu, Dino obok Dino :) i sami sobie strzelają w kolano.Ciekawe czy Dino z największej gwiazdy stanie się najszybciej spadającą gwiazdą. Chyba w tym całym tempie inwestycyjnym zapominają o kliencie a konkurencja nie śpi. Stare sklepy marnieją. Do tego w rejonie o największym zagęszczeniu tej sieci otwierają dodatkowe sklepu, Dino obok Dino :) i sami sobie strzelają w kolano. Mają już też podobno spore zadłużenie a ludzie plotkują, że nowe punkty otwierają dzięki innym nowo otwartym sklepom dzięki 2 lub 3 miesięcznym przedłużonym terminom na towary.
modulometer
Prawie wszystko historia nadziei zrujnowanych realiami. Albo oszustwa albo państwowa łapa polityków nad spółkami. To nie jest giełda dla normalnych ludzi.
demeryt_69
Podobnie jest w każdym dawnym demoludzie - wot i zagwożdżka :)

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki