REKLAMA

Jak działa giełda? "Tour de Spółki" - Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie

Adam Torchała2020-12-15 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2020-12-15 06:00
Jak działa giełda? "Tour de Spółki" - Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie
Jak działa giełda? "Tour de Spółki" - Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie
/ Bankier.pl

W piątym odcinku cyklu "Tour de Spółki" odwiedzamy Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Przedstawiciele GPW tłumaczą m.in. jak przekonują spółki do debiutu, jak decyzje podejmuje "widłowy" oraz na jakie nowości w najbliższym czasie mogą liczyć inwestorzy.

W ramach "Tour de Spółki" odwiedziliśmy już Orlen, Echo Investment, Mercatora oraz Ten Square Games. Odcinek piąty jest odcinkiem specjalnym, którego bohaterem będzie partner strategiczny naszego cyklu, a więc Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

W drodze na giełdę

Wirtualną wizytę na GPW rozpoczynamy od Działu Rynku Pierwotnego, zanim bowiem dojdzie do notowań papierów danej spółki przy Książęcej, musi ona zadebiutować. Jednym z najważniejszych zadań działu jest zachęcanie spółek do pojawienia się na GPW. – Mamy swoją bazę, w której jest kilkaset monitorowanych spółek. Staramy się przekonywać do tego, żeby weszły na giełdę. Przedstawiamy korzyści, rozwiewamy pewne mity – tłumaczy Maciej Bombol, dyrektor Działu Rynku Pierwotnego. 

Wśród korzyści z pojawienia się na giełdzie zazwyczaj na pierwszym miejscu stoi możliwość pozyskania kapitału. We wszystkich ofertach poprzedzających debiuty udało się pozyskać firmom już ponad 130 mld zł. – Czynnik ten jest szczególnie istotny dla mniejszych spółek, ponieważ one szczególnie takiego finansowania potrzebują. Znacznie trudniej pozyskać im finansowanie bankowe. Dobrze to widać na przykładzie rynku NewConnect. Sytuacja większych spółek jest zwykle na tyle dobra, że mają nadwyżki wystarczające do inwestowania w rozwój, mają zdolność kredytową i mogą przebierać w ofertach banków. Tutaj zainteresowanie debiutem jest mniejsze, chyba że ktoś wychodzi z akcjonariatu – mówi Bombol.

Wycena kluczem dla większych firm

Świetnym przykładem przedstawiciela drugiej grupy jest Allegro, które zadebiutowało głównie dlatego, by fundusze mogły częściowo wyjść z inwestycji. – Wycena, jaką mogły one uzyskać na rynku kapitałowym, była wyraźnie wyższa od rynku private equity. To pozytywna zmiana, ponieważ anomalią było, iż w ostatnich latach wyceny na GPW były na tyle niskie, że funduszom nie opłacało się wychodzić ze swoich inwestycji przez giełdę. Inne fundusze private equity oferowały po prostu wyższe kwoty. Sprzedawano więc między funduszami, a nawet ściągano spółki z giełdy. Był to efekt zalewu taniego pieniądza i zdołowania polskiej giełdy. Teraz się to zmienia, ponieważ podskoczyły giełdowe wyceny – wyjaśnia szef Działu Rynku Pierwotnego.

fot. / / Allegro

Wagę wycen pokazuje m.in. przykład producentów gier, których akcje cenione są wysoko i debiutów w tej branży nie brakuje. Szczególnie, że to branża oparta o wartość intelektualną, ciężej zatem pozyskać jej przedstawicielom kredyt, brak bowiem aktywów, by takie finansowanie zabezpieczyć. GPW to dostrzegła i mocno stawia na tę branżę, przez co obecnie nie ma na świecie innej giełdy, na której byłaby notowana większa liczba producentów gier niż w Warszawie.

CCC, Comarch i CD Projekt dali przykład

Obecność na giełdzie to także możliwość łatwiejszego pozyskiwania kapitału już po debiucie. Spółka działa wtedy w pewnym rygorze, jest bardziej transparentna, przez co łatwiej jej rozmawiać, np. z bankiem lub wyemitować obligacje po niższym koszcie. Także sama emisja akcji jest prostsza, co pokazał w tym roku przykład CCC. Gdy pandemia uderzyła w biznes spółki, dzięki budowie przyspieszonej księgi popytu i emisję nowych akcji szybko pozyskano środki, które ułatwiły przetrwanie.

fot. / / GPW

Istotnym argumentem,  choć często niedocenianym, jest możliwość stworzenia programu motywacyjnego dla kluczowych pracowników. – Firma pozagiełdowa może nagradzać premiami, bonusami, co jednak z tego, że kluczowy pracownik dostanie premię, jak więcej może zyskać np. zakładając własną firmę? Z pomocą rozwijającym się firmom  przychodzą właśnie programy motywacyjne. Jednak na akcje i udziały firmy pozagiełdowej nie ma rynku zbytu, co mocno ogranicza atrakcyjność takiego programu. Giełda daje taki rynek. Świetnie wykorzystał to CD Projekt. W latach 2016-2021 nie więcej, niż 149 pracowników otrzymało 6 mln akcji. To konkretne pieniądze (przy cenie jednej akcji na poziomie ok. 300 zł), które pomogły przytrzymać kluczowych pracowników przed odejściem. Nieobecny na GPW Techland miał z tym pewien problem i wydzieliło się z niego studio Creepy Jar – tłumaczy Bombol.

Program motywacyjny może też się okazać świetnym pomysłem, jeżeli dotychczasowi właściciele chcą zatrudnić zewnętrznego menadżera, a sami odsunąć się nieco w cień. Giełda daje również właścicielom możliwość sprzedania części akcji bez utraty pełnej kontroli, co w przypadku współpracy z funduszami private equity byłoby trudniejsze. Zapewnia także szerszą promocję samej spółce i jej produktom oraz możliwość łatwiejszych przejęć poprzez wymianę akcji. Obecność na giełdzie pomaga się również uwiarygodnić przed partnerami biznesowymi. Tę rolę giełdy w międzynarodowej ekspansji własnych firm mocno podkreślają m.in. prezesi Comarchu oraz Asseco.

Debiutów będzie więcej

Owa transparentność często podnoszona jest jednak i jako wada obecności na GPW, bowiem spółki muszą raportować na bieżąco dużo więcej informacji. Może to wykorzystać konkurencja, choć warto pamiętać, że przy obecnej dostępności wszelkich analiz i doradców firma nie potrzebuje giełdy, by dobrze znać sytuację konkurenta. Często spółki przed debiutem obawiają się także kar, które mogą zostać nałożone w związku z niedopełnieniem obowiązków wynikających z obecności na giełdzie, ale także i tutaj strach ma wielkie oczy. Choć na liście Komisji Nadzoru Finansowego znajdziemy kilkumilionowe kary, to jednak są one przyznawane za jaskrawe przestępstwa. Za zwykłe przeoczenie uczciwy przedsiębiorca zostanie ukarany co najwyżej symbolicznie.

fot. / / Bankier.pl

Ostatnie lata były trudne dla rynku IPO (z ang. Initial Public Offering, czyli pierwsza publiczna oferta poprzedzająca debiut), stronę popytową mocno osłabił m.in. demontaż Otwartych Funduszy Emerytalnych, problemem były też wspominane niskie wyceny, jednak w tym roku moda na giełdę wróciła. Maciej Bombol wierzy, że debiutów w najbliższym czasie nie będzie brakowało, efekt ostatniego wzrostu zainteresowania giełdą będzie bowiem na rynku IPO widoczny z przesunięciem. Wszystko przez to, że proces IPO często trwa nawet około roku.

GPW chce przyspieszyć proces

– Cały proces zaczyna się od dojrzewania właścicieli do tego, że chcą być na rynku kapitałowym. Jeżeli ktoś się zdecydował, to musi znaleźć doradcę, który przejrzy spółkę, procesy, czynniki ryzyka. Następnie trzeba znaleźć biuro maklerskie, które pomoże w procesie oferowania akcji. Dwa, trzy miesiące trwa pisanie prospektu, w międzyczasie jest też budowane „equity story”, która ma przekonać inwestorów do spółki. Sam prospekt musi zostać jeszcze zaakceptowany przez KNF, co może potrwać kolejne trzy miesiące, ponieważ często dokument jest jeszcze dopracowywany na polecenie komisji. Po akceptacji trzeba zrobić „roadshow”, na podstawie którego rozeznaje się popyt inwestorów instytucjonalnych i ustala cenę. Wcześniej na akcje zapisują się inwestorzy indywidualni – przybliża Maciej Bombol. Przy przygotowaniu oferty i debiutu spółki wspomaga Dział Emitentów.

Webinar - zadaj pytanie prezesowi GPW

W środę o godzinie 15:00 zapraszamy na webinar z prezesem Giełdy Papierów Wartościowej w Warszawie - dr. Markiem Dietlem. W trakcie webinaru będzie możliwość zadawania pytań. Artykuł z wydarzeniem pojawi się jutro na stronie głównej Bankier.pl

Od samej oferty dla inwestorów indywidualnych do debiutu mija często kilkanaście, czasem nawet kilkadziesiąt dni. O ile sam proces pisania i sprawdzania prospektu dla inwestorów dzieje się jakby „w tle”, o tyle ta debiutowa zwłoka często im doskwiera, ponieważ mrozi  ich kapitał. – Dostrzegamy problem i pracujemy nad tym, żeby ten proces przyspieszyć. Współpracujemy w tej kwestii z Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych, bo przed debiutem konieczna jest jeszcze rejestracja akcji w KDPW. Standardowo najpierw KDPW rejestruje te papiery, a dopiero później giełda. Chcemy, żeby ten proces odbywał się w miarę równolegle. Mamy też w planach wystąpienie z inicjatywą legislacyjną, żeby ten proces jeszcze bardziej skrócić. Nam jako giełdzie również zależy na tym, aby proces ten trwał 2-3 dni, a nie 2-3 tygodnie. Liczymy, że w przyszłym roku będą widoczne pierwsze efekty – deklaruje szef Działu Rynku Pierwotnego.

Dział Notowań, czyli serce sesji

Gdy już spółka zadebiutuje na giełdzie, większą rolę zaczyna odgrywać Dział Notowań. Pracuje w nim ok. 25 osób, m.in. maklerów, ale i osób z wykształceniem ekonomicznym i informatycznym. - Dział notowań nie jest komórką jednorodną. Mamy kilka zespołów. Najbardziej rozpoznawalny jest chyba zespół odpowiedzialny za obsługę i prowadzenie sesji. Mamy także zespół dedykowany nadzorowi, który analizuje sesję pod kątem potencjalnych manipulacji, fraudów etc. Kolejny zespół odpowiedzialny jest za bazy danych, statystykę i nadzór nad przygotowaniem produktów informacyjnych, np. słynnej „Ceduły”. Jest także zespół członków giełdy, który jest odpowiedzialny za kontakty z biurami maklerskimi i całym szeregiem zadań związanych z umowami i bieżącą współpracą między GPW a firmami inwestycyjnymi. Mamy także komórkę do spraw testów i rozwoju narzędzi wewnątrzgiełdowych – tłumaczy Arkadiusz Detyniecki, dyrektor Działu Notowań.

fot. Tomasz Ras / / Puls Biznesu

Największy jest zespół odpowiedzialny stricte za notowania i to właśnie jego działania są bodaj najbardziej zauważalne przez inwestorów. – W przepisach zapisane jest stanowisko przewodniczącego sesji. To taka osoba, której uprawnienia są momentami porównywalne z przywilejami członków zarządu giełdy. To przewodniczący sesji odpowiada od strony merytorycznej za poprawność przebiegu sesji giełdowej. Na co dzień decyzji do podjęcia może nie jest za dużo, a te najbardziej widoczne to tzw. decyzje „widłowego”, czyli decyzje podejmowane w przypadku równoważenia instrumentów, o tym „czy, kiedy i o ile” zwiększyć zasięg wahań kursów. W ciągu dnia podejmowanych jest ok. 100-150 takich decyzji. To też jednak zależy od dnia i nastrojów rynkowych. Mieliśmy np. gorące okresy w lutym, marcu i kwietniu, kiedy ruchy na GPW były bardzo duże. Co za tym idzie działań na poszczególnych instrumentach również było sporo, czasem 500, czasem 1000, a były też sesje, gdy ich liczba przekraczała 2000 – wyjaśnia Detyniecki.

Ważna rola "widłowego"

Warto dodać, że same notowania zawieszane są automatycznie, gdy inwestorzy próbują zawrzeć transakcję po cenie wyraźnie oddalonej od ceny ostatniej, bądź ceny z zamknięcia dnia poprzedniego (tzw. widełki nie są jednorodne, precyzują je „Szczegółowe Zasady Obrotu Giełdowego”). W zamyśle ma to chronić inwestorów przed nieuzasadnionymi gwałtownymi ruchami. Decyzję o przywróceniu spółki do notowań wprowadza się już jednak „ręcznie”. To właśnie wspominana „decyzja widłowego”.

- Zwracamy uwagę na wiele różnych czynników. Najpierw karnet zleceń, jakie zlecenie doprowadziło do równoważenia, czy było pojedyncze, czy napływają kolejne. Następnie sprawdzamy, czy dana spółka publikowała ostatnio jakiś raport bieżący oraz czy może w danej branży dzieje się coś, co usprawiedliwiałoby ruch. Nie zawsze bowiem przyczyny wzrostów są wewnętrzne. Jednocześnie stale monitorujemy zlecenia, ponieważ w każdym momencie np. zlecenie powodujące równoważenie może zostać cofnięte i teoretyczny kurs otwarcia znajdzie się w ramach widełek i wtedy można otworzyć rynek – tłumaczy Detyniecki.

Swoją charakterystykę mają także momenty, gdy cały rynek jest pod wpływem dużego wydarzenia biznesowego. Niektóre giełdy na takie okazje mają przewidziane tzw. „circuit breakery”, które automatycznie wstrzymują na określony czas handel po mocnym szerokim ruchu. Na GPW odbywa się to jednak nieco bardziej naturalnie. – Przykładem może być sesja po referendum brexitowym, które okazało się zaskoczeniem. To zaskoczenie było widać na giełdzie: od początku sesji od góry do dołu papiery były równoważone, a zlecenia sugerowały spadki powyżej 10 proc. Zadziałał zatem naturalny „circuit breaker”. Już od rana wiedzieliśmy, że będzie gorąco, widzieliśmy reakcję innych rynków i byliśmy przygotowani na falę spadków. Nasze podejście zakładało, żeby jak najszybciej umożliwić handlowanie, żeby nie rodzić dodatkowego ryzyka dla inwestorów spowodowanego tym, że nie mogą zrealizować swego planu - nawet jeżeli wynikał on z paniki i podejmowania decyzji pod wpływem emocji. Jeżeli jednak sytuacja dotyczy pojedynczej spółki, gdy wzrosty następują po lakonicznym raporcie, prezentujemy nieco inne podejście. Chcemy raczej dać inwestorom trochę czasu, by zastanowili się, czy ruch na pewno jest uzasadniony – objaśnia szef Działu Notowań.

Problematyczne zlecenia PKC

Warto dodać, że czasem inwestorzy dość mocno utrudniają pracę działowi. Nasiliło się to nieco po nagłym napływie nowych inwestorów w 2020 roku. – Widzimy negatywny trend dość nieumiejętnego korzystania ze zleceń PKC (po każdej cenie). Obserwujemy to szczególnie na debiutach instrumentów, ale i w sytuacjach, gdy pojawia się raport cenotwórczy i bardzo duża liczba inwestorów chce nabyć dane akcje. Składają w tym celu zlecenia PKC, które zapychają arkusz i powodują, że poziom równowagi bardzo mocno zaczyna odbiegać od poprzednich kursów. W tym roku wielokrotnie mieliśmy sytuację, gdy byliśmy zmuszani podejmować decyzję o rozpoczynaniu notowań na poziomie kilkuset procent powyżej poprzednich kursów. Problem z PKC polega dodatkowo na tym, że inwestor nie wie, po ile de facto kupi papier. W związku z tym dostajemy sygnały od maklerów, że inwestorzy czasem nie mają wystarczających środków, by pokryć złożone zlecenie. Przykładowo: inwestor, który kupuje PKC przy cenie 10 zł i widełkach na poziomie +/-2 zł, po zapchaniu arkusza przez zlecenia PKC może kupić akcje nawet po 20 zł. Apelujemy zatem o korzystanie ze zleceń z limitem, wówczas i sytuacja w arkuszu będzie bardziej przejrzysta i inwestor w świadomy sposób wyznacza najwyższą akceptowalną przez siebie cenę – przekonuje Detyniecki.

fot. / / Bankier.pl

Pewną kontrowersją jest także czas trwania sesji. Część maklerów apeluje o jej skrócenie, część inwestorów chciałaby z kolei pohandlować dłużej. – Tutaj od wielu lat trwa przeciąganie liny. Rynek europejski przez położenie geograficzne stara się swoje sesje wydłużać, żeby przez dłuższą chwilę zahaczać o rynek amerykański. Z drugiej strony dochodzą do nas głosy, że taka długość sesji i konieczność przygotowania się do niej oznacza, że w biurach maklerskich ta praca trwa 10 godzin, a nawet 12 godzin. Zresztą i my na giełdzie zaczynamy pracę około 7:30, gdy sprawdzamy systemy, a zamykamy ok. 19, gdy gotowe są produkty informacyjne publikowane po sesji. Póki co nie są prowadzone prace nad zmianą godzin, GPW otwarta jest jednak na wszelkie sugestie w tej kwestii – dodaje szef Działu Notowań.

Nowy system transakcyjny w drodze

Prace trwają jednak w innych obszarach, szczególnie po stronie technologicznej. GPW powołała w ubiegłym roku spółkę GPW Tech, której zadaniem będzie utworzenie silnego ramienia informatycznego  firmy. – Jej powstanie jest związane z realizacją strategii giełdy, która m.in. zmierza do tego, żeby GPW dywersyfikowała swoje przychody i stawała się spółką technologiczną. Gdy spojrzy się na giełdy krajów rozwiniętych: brytyjską, amerykańską, niemiecką, to tam coraz większy odsetek zysków generowany jest właśnie przez spółki technologiczne. Wynika to z tego, że najważniejszą częścią giełdy jest system transakcyjny. Giełda to zatem nie tylko instytucja finansowa, ale i technologiczna, zatrudniająca informatyków o wysokich kompetencjach – tłumaczy Witold Wiliński, prezes GPW Tech.

fot. Michał Sadowski / / FORUM

– Najważniejszy produkt GPW Tech to nowy system transakcyjny, na który giełda dostała dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Pierwszy moduł będzie gotowy pod koniec przyszłego roku, natomiast całościowe wdrożenie nastąpi za 2-3 lata. Obecny system nie jest własnością giełdy, co generuje koszty. Dodatkowo nowy system będzie miał lepsze parametry techniczne i wydajność. Pochodną jego powstawania jest możliwość sprzedawania go innym giełdom, przede wszystkim na rynkach mniej rozwiniętych: Europa Środkowo-Wschodnia, Bliski Wschód, Bliska Azja, Afryka. Widzimy zainteresowanie tym produktem – tłumaczy Wiliński.

Nowe indeksy w drodze

Kolejne narzędzie to TCA Tool, aplikacja umożliwiająca analizę mierników statystycznych i szczegółowych danych dotyczących mikrostruktury rynku. Odbiorcami mogą być giełdy, które chciałyby w przystępny sposób analizować dane o przebiegu sesji, ale i uczestnicy rynku, jak np. fundusze i domy maklerskie. GPW chce oferować także GRC (Governance, Risk Management, Compliance), czyli aplikację do wspomagania zarządzania organizacją. Zwiększa ona skuteczność oraz wydajność w zarządzaniu zgodnością i pozwala we właściwy sposób reagować na potencjalne ryzyka dzięki np. zestawieniu zewnętrznych i wewnętrznych regulacji. Klientami byłyby na początek spółki, które mają aspiracje, aby wejść na GPW.

Ostatni produkt GPW Tech to Indexator. Podobnie jak w przypadku systemu transakcyjnego chodzi o zastąpienie starego narzędzia. – Będzie ono nie tylko bardziej wydajne, ale da także  możliwość tworzenia w bardziej zoptymalizowany sposób indeksów giełdowych. To narzędzie też może być sprzedawane innym giełdom, ale skorzysta i sama GPW.Dzięki zwiększeniu wydajności, inwestorzy będą mogą się spodziewać większej liczby indeksów – wyjaśnia prezes GPW Tech.

Projekty rozwijane są póki co w ramach GPW. GPW Tech ma jednak przejąć ich utrzymanie oraz rozwój, a w przyszłości stanowić zaplecze informatyczne dla kolejnych projektów. Oprócz GPW Tech rozwijane są także inne projekty, jak np. Risemana, który ma stać się platformą crowdfundingową, za pomocą której spółki/studia gamingowe będą mogły pozyskać finansowanie na konkretną grę lub inne dobra cyfrowe. W zamian za finansowanie, wspierający otrzyma określony udział w przychodach netto z danej gry przez określony czas. To pierwszy projekt realizowany w ramach GPW Private Market, który ma docelowo uzupełnić giełdową ofertę dla spółek na zbyt wczesnym stadium rozwoju, żeby mogły wejść na NewConnect lub Główny Rynek.

Już jutro, w środę 16 grudnia, w Bankier.pl odbędzie się webinar z udziałem prezesa GPW Marka Dietla. Początek o 15:00, link dostępny będzie na stronie głównej. Zapraszamy!

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 300 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 300 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Komentarze (2)

dodaj komentarz
inwestor66
"Mamy także zespół dedykowany nadzorowi, który analizuje sesję pod kątem potencjalnych manipulacji, fraudów etc. "

ten dział akurat jest do bani, polska gpw nic nigdy nie wykrywa.
Zdecydowanie ten dział jest do poprawy.
uczen_manueli_g
Archiwalne zdjęcie z GPW przypomina ówczesną reklamę GW w telewizji.
Staaaaaaaaaaaaaaaaaaaaszku!!

Powiązane: Tour de spółki

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki