Ponad 2,5 mln ludzi pracuje w sektorze budżetowym, a łączna suma ich wynagrodzeń stanowi ok. 10% PKB całego kraju. Nie licząc nauczycieli i pracowników państwowego sektora medycznego, przeciętnie na 1 tys. mieszkańców przypada ok. 30 urzędników. To poniżej średniej UE.

Źródło: iStockphoto/Thinkstock
System płac i zasad wynagradzania pracowników sfery budżetowej jest skomplikowany i nieczytelny. To prowadzi do wielu nieporozumień. Mówienie, że pracownicy sektora publicznego zarabiają za dużo, będzie krzywdzące dla tych, którzy mają bardzo niskie pensje nawet pomimo dobrego wykształcenia, odpowiedzialnej pracy i długiego stażu pracy. Z drugiej strony twierdzenie, że urzędnicy zarabiają za mało, byłoby dużym nadużyciem, zwłaszcza w kontekście społecznego odbioru ich pracy.
Blisko 20% PKB stanowią wydatki na wynagrodzenia urzędników w Danii. Jednak równocześnie w tym kraju na 1 tys. mieszkańców przypada 27 pracowników administracji państwowej, czyli ich udział jest mniejszy niż w Polsce. Słowem, Duńczycy mają mniej urzędników, ale za to dobrze im płacą.
![]() | » Kolejne kontrowersyjne działanie ZUS-u |
Wydatki na pensje w sektorze publicznym w Polsce nie należą do najwyższych w Unii Europejskiej. Przeciętna w UE to 11% PKB danego państwa. Więcej od nas wydają m.in. Węgrzy, Grecy, Francuzi i Hiszpanie. To wcale nie usprawiedliwia rosnącej w Polsce biurokracji. Raczej pokazuje, że choroba ta dotyczy całej Unii, a my jeszcze nie osiągnęliśmy apogeum.
2,5 mln ludzi zatrudnionych w sektorze publicznym
W państwowej sferze budżetowej pracuje ok. 600 tys. ludzi. 250 tys. z nich to wojskowi i policjanci. W sądach i prokuraturach pracuje ok. 70 tysięcy. Pozostający w służbie cywilnej, czyli pracownicy urzędów podlegających rządowi to grupa ok. 120 tys. osób. Drugie tyle to pracownicy nieobjęci systemem mnożnikowym, czyli np. pracownicy biurowi, którzy nie należą do korpusu służby cywilnej.
W samorządach pracuje ponad 700 tys. ludzi. Do tego dochodzi pół miliona nauczycieli, blisko 60 tys. pracowników funduszy ubezpieczeń społecznych i 80 tys. pracowników szkół wyższych. W innych agencjach, w tym w państwowym sektorze medycznym, pracuje ok. 1 mln ludzi. W sumie w sektorze publicznym zatrudnionych jest ponad 2,5 mln ludzi.
Kłopotliwy bałagan
Urzędnikiem służby cywilnej można zostać po zdaniu egzaminu i otrzymaniu nominacji. Z założenia członkowie KSC mieli stanowić ok. 20%. Paradoks polega na tym, że tytuł ten przyznawany jest poszczególnym osobom, a nie przypisany do konkretnego stanowiska. W efekcie dwóch urzędników na tym samym stanowisku może mieć zupełnie inne wynagrodzenie i przywileje, m.in. dłuższe urlopy, lepszą ochronę przed zwolnieniem, a także dodatek z tytułu posiadanego stopnia służbowego przysługujący tylko członkom korpusu. Takich stopni służbowych jest aż 9. To prowadzi do znacznych nierówności w poziomie płac.
Poważnym kłopotem jest rozpiętość płac, która zależy od mnożnika. W 2013 roku kwota bazowa dla członków KSC ustalona została na poziomie 1873 zł brutto. Właściwe wynagrodzenie to iloczyn tej kwoty i przyjętego mnożnika. W przypadku stanowisk niższego szczebla większość pracowników zarabia bardzo podobnie. Np. 88% starszych specjalistów objętych jest mnożnikiem od 2,2 do 2,6, czyli otrzymują wynagrodzenie od 4127 zł brutto do 4877 zł brutto. 87% inspektorów objętych jest mnożnikiem od 1,4 do 2, a 82% sekretarek mnożnikiem od 1,7 do 2,2. Takiej koncentracji nie ma już w przypadku wyższych stanowisk, np. 69% dyrektorów departamentu objętych jest mnożnikiem od 5,3 do 5,9, czyli zarabiają od 9 do 11 tys. zł brutto.
![]() | » Czy grozi nam podatek od deszczu? |
O wiele mniej transparentne są wynagrodzenia urzędników niemnożnikowych. Tutaj mamy aż 21 kategorii wynagrodzeń, które są różne np. dla pracowników KRUS-u, nadleśnictwa czy kancelarii Polskiej Akademii Nauk. Oprócz tego istnieje szeroki wachlarz dodatków funkcyjnych, który sprawia, że wynagrodzenie np. powiatowego inspektora budowlanego może się wahać od 2,5 tys. do prawie 6 tys. zł brutto.
Administracja też chce zmian
Przeciętna pensja urzędnika to 4,2 tys. zł brutto. Z kolei średnie wynagrodzenie nauczyciela kontraktowego zatrudnionego na pełen etat to nieco ponad 3 tys. zł brutto. Jeszcze inaczej zarabiają zwykli policjanci, których średnie zarobki to 2,2 tys. zł netto. To wszystko pokazuje, jak mocno skomplikowane są zasady ustalania wynagrodzenia urzędników i innych pracowników sektora budżetowego. Większość zarabia znacznie poniżej średniej.
Stąd potrzeba zmian. Wynagrodzenia są wciąż zamrożone, ale ma to bardziej polityczny charakter. Naturalnie za usystematyzowaniem płac przemawia nie tylko chęć ich podniesienia, lecz przede wszystkim likwidacja tych stanowisk, które są bardzo dobrze opłacane, ale tak naprawdę nikomu nie służą. Sprowadza się to do stwierdzenia, że mało komu przeszkadzają wysokie płace urzędników pod warunkiem, że znacząco spadnie ich liczba, a zatrudnienie w administracji nie będzie zależne od układów koleżeńskich, tylko od rzeczywistych kwalifikacji kandydatów.
Łukasz PiechowiakBankier.pl


































































