- Każdy z nas jest zderzakiem, ja też. Zobaczymy, czy te zderzaki wytrzymają cztery lata, czy cztery miesiące - mówił w listopadzie ubiegłego roku premier Donald Tusk, prezentując ministrów swojego rządu. Po 100 dniach funkcjonowania gabinetu szefa PO część zderzaków została mocno poobijana, a niektóre nadają się do wymiany.
Z kieszeni obywateli
Najmniej wpadek i opóźnień rząd zalicza przy wprowadzaniu kolejnych obciążeń podatkowych. W tej materii machina parlamentarno-rządowa z żelazną konsekwencją realizuje zapowiedzi z expose. Na mocy tej uchwalonej w grudniu ustawy okołobudżetowej Sejm zadecydował o podwyżce akcyzy na olej napędowy i wyroby tytoniowe. Dzięki wzrostowi akcyzy na paliwa (18 groszy na litr) z kieszeni obywateli do budżetu trafi dodatkowe 2,2 mld zł, a droższe papierosy (wzrost akcyzy o 8 proc.) przyniosą fiskusowi 245 mln zł. Ustawa okołobudżetowa uderzyła także w tzw. antybelki. Nowe przepisy uniemożliwiają zakładanie lokat z dzienną kapitalizacją odsetek, których zyski nie podlegają 19-proc. stawce podatku Belki. Z kieszeni oszczędzających zniknie w ten sposób ok. 380 mln zł. Warto przypomnieć, że jeszcze w roku 2007 premier zapowiadał likwidację podatku Belki.
![]() | Potrzebujesz więcej informacji o podatkach? Skorzystaj z naszego Niezbędnika przedsiębiorcy i podatnika |
W błyskawicznym tempie sejmowa większość przegłosowała także podwyżkę składki rentowej z 4,5 % do 6,5%. Wzrost o 44 proc. dotychczasowego obciążenia minister Rostowski tłumaczył „nadpłynnością polskich przedsiębiorstw”. Co ciekawe w ubiegłym roku podwyżka podatku VAT była dla szefa resortu finansów lepszym rozwiązaniem od zwiększania składki rentowej. Dziś mamy zarówno wyższy VAT, jak i składkę rentową. Z firmowych kont do budżetu trafi w ten sposób około 7 mld zł, a 150-200 tys. osób straci pracę.
100 dni rządu dotkliwie odczuli także rodzice, którzy od 1 stycznia płacą 23 proc. VAT za ubranka niemowlęce. Podwyższenie dotychczasowej 8 proc. stawki rząd uzasadniał unijnymi wymogami, ale jednocześnie zrezygnował z możliwości derogacji w Komisji Europejskiej od ogólnych zasad. Blisko trzykrotny wzrost podatku na ubranka niemowlęce według szacunków uszczupli portfele Polaków o około 170 mln zł.
Od 1 lutego obowiązuje nowa ustawa o składkach zdrowotnych odprowadzanych przez rolników. Na mocy przepisów właściciele gospodarstw rolnych posiadający powyżej 6 ha będą musieli płacić po 1 zł za każdy hektar za siebie, a także za domowników. Pierwsze opłaty rolnicy wniosą po 1 kwietnia, wcześniej składkę opłaci za nich budżet. Nowe zasady są wynikiem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował przepisy dotyczące opłacania składek zdrowotnych przez budżet za wszystkich rolników, niezależnie od ich dochodów.
Do tych wszystkich zmian dołączyć jeszcze trzeba ustawę o podatku od miedzi i srebra, która zasili budżet kwotą 2 mld zł.
Wolty premiera
Błyskawicznego tempa nakładania kolejnych danin mogą natomiast pozazdrościć aptekarze i lekarze, którzy listę leków refundowanych otrzymali w ostatniej chwili. Był to efekt obowiązującej od 1 stycznia nowej ustawy refundacyjnej, która spotkała się z lawiną krytyki i protestów środowisk medycznych. Przygotowanego przez poprzednią minister Ewę Kopacz projektu bronili obecny szef resortu Bartosz Arłukowicz oraz Donald Tusk. Premier straszył nawet lekarzy konsekwencjami za podbijanie recept pieczątką „refundacja do decyzji NFZ”, ale szybko wycofał się z krytykowanych przez medyków przepisów. Rząd musiał w szybkim tempie nowelizować obowiązującą od miesiąca ustawę, ale jej kluczowy efekt pozostał. Według szacunków firmy IMS Health nowe przepisy spowodują, że pacjenci dopłacą do leków 302 mln zł, a Narodowy Fundusz Zdrowia zaoszczędzi 738 mln zł.
Podobnie jak w przypadku uznania argumentów lekarzy, tak i w przypadku kontrowersji wokół ACTA premier często zmieniał zdanie. W pierwszych dniach protestu szef rządu mówił: „nie odpuścimy ACTA, nie ulegniemy szantażowi”. Kilka dni później ambasador w imieniu rządu podpisała umowę, a premier zaprosił internautów na debatę, na której raz jeszcze powtórzył, że rząd nie wycofa się z międzynarodowego porozumienia. Gdy fala krytyki przybrała niebezpieczne rozmiary, prezes Rady Ministrów zapowiedział, że jego formacja będzie wnioskowała na forum Parlamentu Europejskiego o odrzucenie ACTA. Sprawa kontrowersyjnej umowy była tą, która najbardziej zaszkodziła wizerunkowi rządu, ale nie jedyną.
Polska w remoncie, ale „przejezdna”
- Połączymy areny Euro 2012 siecią szybkich dróg i autostrad - mówił w 2007 roku świeżo upieczony premier Donald Tusk. Nadzieje na taki przebieg inwestycji drogowych w Polsce rozwiał już minister Cezary Grabarczyk, ale kropkę nad i postawił jego następca. Minister Sławomir Nowak oświadczył, że „drogi na euro nie grają”, dodając, że „plany ogłaszane w 2010 roku były zbyt ambitne, jeśli chodzi o A1 i A4”. Przy okazji zmagań z budową autostrad doczekaliśmy się także nowego pojęcia „przejezdności”. 21 lutego 2012 roku rząd przyjął zaproponowany przez ministra transportu projekt ustawy, który pozwala na dopuszczenie do użytkowania dróg i autostrad, mimo niewykonania wszystkich prac towarzyszących budowie.
Przy okazji kłopotów na kluczowych odcinkach autostrad przeciwnicy rządu wymyślili nowe hasło wyborcze - „Polska w remoncie”. Ten slogan dobrze też oddaje sytuację na budowie Stadionu Narodowego, którego terminy otwarcia przekładano wielokrotnie (pierwotnym terminem był czerwiec 2011). Minister Joanna Mucha musiała tłumaczyć się za nie swoje winy, choć kilka jej wypowiedzi spowodowało, że szybko stała się przedmiotem żartów. Opinię publiczną dodatkowo zbulwersował fakt premii zapisanych w kontrakcie prezesa spółki Narodowe Centrum Sportu odpowiedzialnej za budowę stadionu. Wiara w ZUS
Od początku drugiej kadencji rząd próbuje przekonać Polaków do konieczności podwyższenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 lat. Opór opinii publicznej nie może dziwić, zwłaszcza że o tym pomyśle premier nie wspomniał przed wyborami. W uspokojeniu nastrojów społecznych nie pomógł także wicepremier Waldemar Pawlak, stwierdzając, że „nie wierzy w państwowe emerytury”. Co ciekawe ta dosyć oczywista konstatacja spotkała się medialną wrzawą, podczas gdy bez większego echa przeszła skandaliczna wypowiedź Jacka Rostowskiego, że "przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa". Być może w przypływie szczerości minister finansów zdradził faktyczne przesłanki reformy emerytalnej.
Oszczędności i reformy są konieczne, ale dotychczasowe propozycje cały ciężar zmian przerzucają na obywateli. Z jednej strony rosną obciążenia Polaków, a z drugiej przyjmowany jest budżet, w którym wydatki rosną o 42 mld zł. Polityka zaciskania pasa nie wszystkich obowiązuje skoro stać nas na najdroższą w historii prezydencję (500 mln zł) i zwiększenie zatrudnienia w administracji o 9 proc. w ciągu ostatnich 3 lat. Premier Donald Tusk rządzi krajem już przeszło 1500 dni i to za ten okres powinien być rozliczany. Niestety pierwsze 4 lata zostały w dużej mierze zmarnowane i teraz przychodzi czas płacenia rachunków. Przez pierwsze 100 dnia płacili je głównie Polacy.
Grzegorz Marynowicz
Bankier.pl
g.marynowicz@bankier.pl






























































