Do końca okresu przejściowego dla unijnego rozporządzenia MiCA zostało już niewiele czasu, a Polska wciąż nie ma przepisów, które pozwoliłyby firmom krypto działać w nowym porządku regulacyjnym. W tle mamy polityczny spór, legislacyjny chaos i aferę Zonda Krypto, która z hukiem przetoczyła się przez polski rynek. Czy to tylko historia jednego spektakularnego upadku, czy raczej opowieść o państwie, które przespało moment regulacyjny? O tym w najnowszym odcinku „GPW – Gospodarczy Punkt Widzenia” rozmawiamy z Michałem Misiurą, redaktor Bankier.pl i ekspertem od rynku kryptowalut.
Czego dowiesz się z rozmowy?
₿ Dlaczego afera Zondy to coś więcej niż historia jednego upadku: W rozmowie przyglądamy się, czy mamy do czynienia wyłącznie z kryzysem konkretnej giełdy, czy raczej z opowieścią o wieloletnich zaniedbaniach, rebrandingu i rynku, który zbyt długo ignorował sygnały ostrzegawcze.
🏛️ Jak polityczny chaos zderzył się z rynkiem kryptowalut: MiCA miała uporządkować zasady gry, ale w Polsce zamiast jasnych reguł pojawił się spór, kolejne wersje ustaw i przeciąganie liny między ośrodkami władzy.
🌍 Czy polski rynek krypto właśnie wyprowadza się za granicę: W rozmowie wraca pytanie, czy regulacyjny klincz nie zamieni się w trwały exodus firm, kapitału i kompetencji.
⚖️ Na ile nowe przepisy naprawdę chronią inwestorów: Wokół rynku kryptowalut łatwo o proste hasła, ale rzeczywistość okazuje się dużo bardziej skomplikowana. W podcaście rozbieramy na części pierwsze, co regulacje mogą uporządkować, a czego nie załatwią nawet najlepsze ustawy.
Zonda: nowa nazwa, stare cienie
Wokół Zondy narosło tyle wątków, emocji i oskarżeń, że sam rynek zaczął przypominać bardziej kryminał niż historię o finansowej innowacji. W rozmowie wyraźnie wybrzmiewa jednak jedno: dziś łatwo pomylić twarde fakty z szumem informacyjnym. Tym bardziej że wokół sprawy pojawia się wiele doniesień, których nie da się jeszcze jednoznacznie zweryfikować.
Rebranding nie odciął tej historii od przeszłości. Wręcz przeciwnie — przykrył ją nowym szyldem, sponsorowanymi partnerstwami i pozorami świeżego otwarcia.
– W rzeczywistości to była ta sama firma, za którą wlokły się te same fundamenty, ta sama przeszłość – mówi Michał Misiura.

To ważny punkt tej rozmowy, bo pokazuje, że problem nie zaczął się wczoraj. Branża już wcześniej widziała sygnały ostrzegawcze, a pytanie nie brzmi dziś tylko „co się stało?”, ale również „dlaczego tak długo uchodziło to uwadze rynku i państwa?”.
Czy w Polsce da się zakazać kryptowalut? Prof. Piech: To komedia pomyłek
To projekt podwójnie absurdalny - mówi prof. Krzysztof Piech o ustawie PiS ograniczającej rynek kryptowalut w Polsce. W rozmowie z Bankier.pl opowiada o politycznej "grze pod elektorat", chaosie wokół ustawy MiCA i kulisach upadku Zondacrypto. Jego zdaniem państwo przez lata nie rozumiało rynku, który nawet bez ustawy zniknie z Polski, a sprawdzając upadłą giełdę, szukało nie tam, gdzie trzeba.
MiCA wchodzi, Polska stoi w miejscu
W tle afery rozgrywa się polityczna gra i legislacyjny paraliż. Unia Europejska uporządkowała rynek kryptoaktywów, ale Polska nie zdążyła z wdrożeniem przepisów krajowych. Efekt jest prosty i brutalny: firmy, które chciały działać legalnie i długoterminowo, nie mogły nawet zacząć ubiegać się o odpowiednią licencję w Polsce. Do Sejmu trafiło aż osiem wersji ustawy dotyczącej rynku kryptoaktywów. To już nie tylko spór o szczegóły, ale obraz państwa, które nie potrafi dowieźć regulacji na czas.
– Właściwie już się skończyło, to nie zostało dużo czasu, żeby ktokolwiek zdobył licencję w Polsce, nawet jeżeli ta ustawa zostanie teraz przyjęta – ocenia Misiura.
Stawką nie jest więc już tylko porządek prawny. Stawką staje się to, kto na tym rynku zostanie, kto z niego ucieknie i gdzie ostatecznie popłynie kapitał, technologia oraz kompetencje, bo w Polsce na pewno nie zostanie.
Exodus już się dzieje
To nie jest scenariusz na przyszłość. Według Michała Misiury on już się dzieje. Najwięksi gracze, których było na to stać, przenieśli działalność poza Polskę, a część mniejszych może po prostu zniknąć. W efekcie kraj, który mógł stać się jednym z ważniejszych rynków, wypycha z siebie biznes, który mógłby generować podatki, miejsca pracy i know-how.
– To był sektor, który mógłby zatrudniać naprawdę dziesiątki tysięcy informatyków i to na dobrze płatnych stanowiskach, wysokojakościowych miejscach pracy – podkreśla redaktor Bankier.pl.
Nawet jeśli ktoś patrzy na ten rynek z dystansem, trudno dziś zignorować fakt, że regulowany sektor mógł być dla Polski realną szansą gospodarczą, a tak zostanie szansą dla Czech, Litwy czy Estonii.
Zakaz kryptowalut? Bardziej polityka niż rozwiązanie
W tle całego chaosu pojawia się jeszcze jedna rzecz: polityczna pokusa, by odpowiedzieć na kryzys czymś radykalnym. W rozmowie wraca temat pomysłu całkowitego zakazu kryptowalut, który bardziej niż realnym projektem naprawczym wydaje się próbą ustawienia się w sporze i zagrania pod emocje.
Misiura nie zostawia tu wielkiego pola do wątpliwości. Taki ruch miałby przede wszystkim wymiar polityczny, a nie praktyczny. Rynek jest już uznany za legalny na poziomie unijnym, więc hasło „zakazać wszystko” brzmi efektownie, ale zderzenie z rzeczywistością prawną byłoby dużo trudniejsze.
– Ta ustawa raczej nie ma szansy powodzenia, raczej była taką próbą wyróżnienia się – mówi.
To też dobrze pokazuje szerszy sens tej rozmowy: dziś na rynku krypto miesza się wszystko naraz — technologia, finanse, przestępczość, marketing, państwowa bezradność i bieżąca polityka. A kiedy te porządki zaczynają się na siebie nakładać, końcowy rachunek zwykle płaci ktoś inny niż autorzy chaosu.
Pełną rozmowę o Zondzie, regulacyjnym klinczu, unijnym MiCA, ucieczce firm z Polski i politycznej wojnie o kryptowaluty można wysłuchać w najnowszym odcinku „GPW – Gospodarczy Punkt Widzenia”. Podcast dostępny jest na YouTube, Spotify oraz na Bankier.pl.
Zapraszamy!





























































