REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Czy w Polsce da się zakazać kryptowalut? Prof. Piech: To komedia pomyłek

    Michał Misiura2026-05-15 06:00redaktor Bankier.pl
    publikacja
    2026-05-15 06:00

    To projekt podwójnie absurdalny - mówi prof. Krzysztof Piech o ustawie PiS ograniczającej rynek kryptowalut w Polsce. W rozmowie z Bankier.pl opowiada o politycznej "grze pod elektorat", chaosie wokół ustawy MiCA i kulisach upadku Zondacrypto. Jego zdaniem państwo przez lata nie rozumiało rynku, który nawet bez ustawy zniknie z Polski, a sprawdzając upadłą giełdę, szukało nie tam, gdzie trzeba.

    Czy w Polsce da się zakazać kryptowalut? Prof. Piech: To komedia pomyłek
    Czy w Polsce da się zakazać kryptowalut? Prof. Piech: To komedia pomyłek
    fot. Adam Chelstowski / / FORUM

    Michał Misiura, Bankier.pl. Czy w Polsce da się zakazać działalności związanej z kryptowalutami?

    Prof. Krzysztof Piech: Próbowano już u nas zakazać hazardu i wiemy, jak to się skończyło. Rozmawiałem niedawno z szefem zagranicznego banku, który przyznał, że jedna czwarta ich obrotów z hazardu pochodzi z Polski.

    Zakazywać oczywiście można próbować, ale byłoby to sprzeczne z prawem unijnym, które uznaje działalność kryptowalutową za legalną i w dodatku już od początku 2025 roku - w pełni uregulowaną. Zresztą w Polsce legalność tą potwierdzono już w 2013 roku, a od kilku lat mamy rejestr firm kryptowalutowych.

    Pamiętajmy, że nawet premier Morawiecki z PiS w styczniu 2018 roku po powrocie z Davos twierdził, że najchętniej zakazałby krypto, ale przyznał, że w ramach UE jest to niemożliwe. No więc mamy komedię pomyłek.

    Ustawa PiS wprowadzająca zakaz branży krypto ma jakiekolwiek szanse powodzenia?

    Myślę, że legislatorzy sejmowi na to nie pozwolą, bo ta ustawa jawnie łamie prawo unijne i Konstytucję, w której zapisaliśmy, że Polska przestrzega zobowiązań międzynarodowych. To projekt podwójnie absurdalny.

    W takim razie, dlaczego PiS skierował ją do Sejmu?

    Chodziło o to, by wycofać projekt posła Kowalskiego, który - zgodnie z ustaleniami mediów - został zmuszony do odejścia z partii, pod zarzutem, że kilka razy był w siedzibie Zondacrypto w Katowicach. Aby PiS nie wyszedł na partię bez stanowiska i by odciąć się od afery, pojawiło się polecenie od prezesa Kaczyńskiego. To o tyle zabawne, że mówimy o człowieku, który może być jednym z nielicznych posłów odbierających uposażenie w sejmowej kasie, ponieważ - jak donoszą media - zapewne wciąż nie ma konta bankowego (ma w SKOK-u).

    Prezes miewał już niefortunne wypowiedzi o internecie, kojarząc go głównie z hazardem i pornografią, z czego później musiał się wycofywać. Trudno ocenić, czy kiedykolwiek samodzielnie korzystał z sieci, nie mówiąc o zrozumieniu specyfiki kryptowalut. Taki przekaz trafia jednak do części elektoratu - osób starszych, które nie posiadają komputera i nie odnajdują się w cyfrowej rzeczywistości. Młodzi ludzie po prostu się z tego śmieją. Gdy wspominałem o tej sytuacji na zajęciach, moi studenci nie wiedzieli, w co się pukać - dla nich to niewyobrażalne, że ktoś próbuje zakazać rynku, na którym oni są obecni od lat, bo często zaczynają poznawać świat nowoczesnych finansów, zanim jeszcze zdobędą pełnoletność.

    W niedawnym sondażu “Rzeczpospolitej” jedna trzecia respondentów opowiedziała się jednak za zakazem kryptowalut. Może Polacy po prostu nie lubią tego rynku?

    Gdyby zapytać Polaków, czy są za zakazem gry giełdowej, pewnie też opowiedziałoby się za tym jakieś 20% respondentów. Część osób tak uważa. Kiedyś rozmawiałem prywatnie z jednym z najważniejszych ekonomistów środowiska PiS, pełniącym ważne funkcje państwowe i mówił, że on najchętniej to by zakazał grania na Giełdzie Papierów Wartościowych, bo “to przecież sama spekulacja i nic więcej”.

    Skoro był on w stanie stwierdzić tego typu rzeczy, to pokazuje, że zatrzymał się w edukacji na oglądzie świata sprzed 35 lat, kiedy powstawała GPW. To jednak też znak, że część osób w naszym kraju w dalszym ciągu nie rozumie podstaw funkcjonowania współczesnych finansów. Dla nich wszelkiego rodzaju inwestowanie w cokolwiek innego niż nieruchomości i lokaty bankowe to już spekulacja, uznawana w naszym kraju przez część społeczeństwa za coś złego. To pokazuje, jak wciąż bardzo ważna jest edukacja ekonomiczno-finansowa, która powinna być prowadzona nie tylko przez uczelnie wyższe, ale zaczynać się jeszcze na etapie szkoły średniej czy nawet podstawowej.

    Nie mówi Pan o obecnym prezesie NBP?

    Wolę do tego nie odnosić się publicznie, bo znamy się z profesorem Glapińskim od wielu lat - w końcu pochodzimy z tej samej uczelni i byłem jego studentem. Był w mojej komisji habilitacyjnej, za co mu jestem wdzięczny, bo odważnie popierał moje dość nowatorskie badania, gdzie udowadniałem, że im więcej środków unijnych trafia do danego regionu na innowacje, tym innowacyjność tego regionu się zmniejsza. To europejski paradoks innowacyjności, ale to tak na marginesie.

    Branża kryptowalut zniknie z Polski, nawet bez ustawy PiS zakazującej jej działalności, prawda? Okres przejściowy z rozporządzenia MiCA mija 30 czerwca.

    Tak, to kwestia kilku tygodni. Musimy mieć świadomość skali: na liście VASP wciąż figuruje około 1200 podmiotów, mimo że kilkaset już wykreślono. Moim zdaniem ponad 90% z nich po prostu zamknie działalność. Kilka procent prawdopodobnie spróbuje przetrwać w szarej strefie lub działać wręcz nielegalnie. Natomiast te nieliczne firmy, które na to stać - mówimy tu o zaledwie kilkunastu podmiotach - są w trakcie przenoszenia się za granicę. Koszt samych prac prawnych związanych z emigracją to wydatek około pół miliona złotych, do czego dochodzi wysoki minimalny kapitał wymagany przez MiCA od 50 do 150 tysięcy euro.

    Dla klienta końcowego zmieni się niewiele - będzie musiał wykonać kilka kliknięć więcej, zaakceptować regulamin zagranicznej spółki i zgodzić się na przeniesienie konta. Jednak z perspektywy państwa to duża strata. Tracimy bardzo innowacyjne firmy i wysokojakościowe miejsca pracy. Wysyłamy też światu sygnał, że Polska skręca w stronę modelu Chin, Rosji i Korei Północnej, a nie Stanów Zjednoczonych, Singapuru czy Wielkiej Brytanii. W długim terminie to po prostu bardzo szkodliwe dla gospodarki.

    Do Sejmu wpłynęło w sumie osiem projektów ustawy o rynku kryptoaktywów. Trzy wersje rządowe, projekt prezydencki, cztery projekty poselskie…

    To jest rekord naszego kraju, który przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu. Mamy ustawę Konfederacji, wzorowaną na krajach, do których Polacy przenoszą teraz biznesy - to podejście rynkowe “UE+0”, czyli bez nadregulacji. Reszta to przeróbki wersji rządowej, w tym projekt prezydencki. Co ciekawe, gdyby serio potraktować uzasadnienie weta prezydenta do ustawy rządowej sprzed kilku miesięcy, to prezydent powinien zawetować swój projekt, bo on nie spełnia w pełni jego własnych zastrzeżeń. Ale to miała być ręka wyciągnięta do rządu - taki projekt kompromisowy.

    Mamy w Polsce olbrzymie “zasoby ropy naftowej” w postaci jednych z najlepszych na świecie talentów informatycznych i bardzo chłonnego rynku - według różnych szacunków branżowych, jesteśmy 2. lub 3. największym rynkiem kryptowalut w Europie (od 3 do 7 milionów osób). A my zastanawiamy się, jak sprawić, by tylko zagraniczne firmy mogły tę “ropę” wydobywać. To głupota. Tak bardzo boimy się “pożaru szybu”, czyli potencjalnych negatywnych skutków ubocznych innowacji, że wolimy, by firmy działały pod obcym nadzorem, a nie naszym własnym. To szkodliwe w długim okresie - emocje opinii publicznej wygrywają z dobrem kraju.

    Przejdźmy do tematu, który wstrząsnął polskim rynkiem - upadku giełdy Zondacrypto, wcześniejszego BitBaya. Gdzie leży główna przyczyna tej katastrofy?

    Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się do 2017 roku i postawić pytanie: co by się stało, gdyby BitBay został w Polsce? W tamtym czasie Sylwester Suszek, ówczesny prezes giełdy, apelował o uregulowanie branży. Napisał nawet w 2018 roku list do premiera Morawieckiego z prośbą o wprowadzenie przepisów. Deklarował, że podda się wszelkim regulacjom i pozwoli prześwietlić swoją firmę w dowolny sposób, byle tylko móc legalnie działać w kraju.

    Reakcja państwa i Komisji Nadzoru Finansowego była, delikatnie mówiąc, specyficzna. Zamiast dialogu, KNF złożył doniesienia do prokuratury na praktycznie wszystkie firmy krypto w Polsce. Zmuszając je do zamknięcia działalności lub emigracji, sprawiono, że kontrola polskich służb nad tym rynkiem stała się iluzoryczna. W Polsce większość instytucji finansowych znajduje się w kręgu zainteresowania służb, co pozwala na bieżąco zbierać informacje i reagować na nieprawidłowości. Gdy BitBay stał się firmą zagraniczną, te możliwości zostały ograniczone. Co więcej, szeroko zakrojone śledztwa prowadzone w naszym kraju przeciwko tej giełdzie nic nie wykazywały i były umarzane, co wykorzystywała potem jako PR-owy “certyfikat uczciwości”. Szukano bowiem nie tam, gdzie trzeba - sprawdzano opóźnienia w wypłatach środków (prezes Kral mówił, że na podstawie fałszywych dwóch plotek z “Wykopu” przesłuchano 5000 osób), ale nie sprawdzono np. źródeł pochodzenia kapitału spółki, jej kontrahentów oraz udzielanych jej pożyczek.

    W praktyce ten “certyfikat uczciwości” nie wyglądał tak dobrze.

    Tak, dziś wiemy już, że wyciąganie środków ze spółki trwało przez wiele lat. Prawdopodobnie już w 2016 roku utracono dostęp 4500 bitcoinów, bo później - co wiemy z jednego z wywiadów dziennikarza śledczego Sylwestra Latkowskiego - BitBay musiał pożyczać pieniądze na bardzo ryzykownych warunkach: początkowa pożyczka pod zastaw bitcoinów wynosiła ok. 15 mln zł, a łącznie ekspozycja wzrosła do 60-70 mln zł. Już więc w 2017 roku było widać, że sytuacja finansowa BitBay'a nie była najlepsza, do czego dochodził wystawny tryb życia Sylwestra: sportowe auta, liczne spółki, nieruchomości, czy drogi w utrzymaniu helikopter - na co Sylwek mi się skarżył mówiąc, że lepszy byłby samolot.

    Gdyby więc giełda została w Polsce, problem narastał, by pod okiem naszych służb, które mogłyby zadziałać na czas. Giełda albo upadłaby znacznie wcześniej z powodów rynkowych, albo służby wykryłyby jej powiązania ze światem przestępczym na wczesnym etapie, co dopiero wykazał w 2020 r. redaktor Michał Fuja w słynnym reportażu o “polskim królu bitcoinów” w TVN. Wtedy zaś skala strat klientów byłaby znacznie mniejsza.

    Zawiodło wiele warstw. Z jednej strony mamy postępowanie osób zarządzających, które prawdopodobnie doskonale wiedziały, że firma na dłuższą metę nie przetrwa, więc starały się kontynuować działalność tak długo, jak się dało. Zawiódł nadzór korporacyjny - rada nadzorcza składała się z osób, które później przyznawały, że właściwie nie miały wiedzy na temat tego, co dzieje się w spółce, co przy takiej skali biznesu było ogromną “czerwoną flagą”. Audytorzy nie sprawdzili, czy spółka rzeczywiście dysponuje 4500 bitcoinami. Ale przede wszystkim zawiodło państwo.

    Od momentu dymisji minister Anny Streżyńskiej w styczniu 2018 roku - którą odsunięto pod pretekstem negatywnej wypowiedzi o terminie wprowadzenia 500+ - ustał jakikolwiek dialog między branżą a instytucjami. Polska, która w 2018 roku mogła być pierwszym krajem w Europie z uregulowanym rynkiem krypto i silną ochroną konsumenta, wybrała strategię unikania problemu. Przyczyn upadku Zondacrypto jest zatem wiele. Myślę, że to dobry temat nie tylko na śledztwo, ale też na całą rozprawę doktorską.

    Źródło:
    Michał Misiura
    Michał Misiura
    redaktor Bankier.pl

    Redaktor działu Rynki w Bankier.pl. Inwestowaniem zainteresował się podczas studiów. Zaczynał pisząc o rynku forex i kryptowalutach, żeby z czasem przenieść się na giełdę. W Bankier.pl śledzi produkty dla inwestorów i opisuje wydarzenia na rynkach kapitałowych. tel: 532 803 384

    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (4)

    dodaj komentarz
    trpaslik
    Zakazanie kryptowalut w Polsce jest mega proste - wystarczy zakazać używania internetu.
    sterl
    W Chinach zakazano krypto śmieci bo ich komputery kwantowe do szyfrowania satelitów spokojnie mogą złamać każdą krypto walutę to inni też mogą? Czyli śmieć będzie zakazany albo złodzieje, czy hegemon wezmą wszystko ... i udadzą Greka.
    peluquero
    Nie pierwszy nie ostatni raz, najbliższy tematowi przykład myślę, że ustawa hazardowa, nie zgodna z prawem unijnym, zamknięty rynek kartelu bukmacherskiego koncesjonowanego, kontrola przepływów finansowych, zerowa odpowiedzialność bukmacherów w zamian za podatek odprowadzany do skarbu państwa i regulaminy abuzywne do granic możliwości,Nie pierwszy nie ostatni raz, najbliższy tematowi przykład myślę, że ustawa hazardowa, nie zgodna z prawem unijnym, zamknięty rynek kartelu bukmacherskiego koncesjonowanego, kontrola przepływów finansowych, zerowa odpowiedzialność bukmacherów w zamian za podatek odprowadzany do skarbu państwa i regulaminy abuzywne do granic możliwości, nie u jednego czy dwóch, tylko na całym rynku.
    nodd
    W naszym mokrym kartonie po staremu. Tylko betonowe złoto a nie jakieś krypto srypto.

    Powiązane: Kryptowaluty

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki