Środowy poranek przyniósł delikatne umocnienie złotego. Kurs euro spadał przez poprzednie dwa dni po tym, jak w ubiegłym tygodniu znalazł się na najwyższym poziomie od 12 lat.


Trwa odreagowanie listopadowej zapaści polskiej waluty. W środę o 9:56 kurs euro wynosił 4,6514 zł, choć jeszcze kilkanaście minut wcześniej zniżkował o ponad pół grosza. W poniedziałek kurs EUR/PLN obniżył się o ponad dwa grosze, a we wtorek poszedł w dół o blisko 3 grosze. Łącznie od początku tygodnia kurs euro spadł o przeszło 5 groszy po tym, jak w zeszłym tygodniu po raz pierwszy od marca 2009 roku przekroczył barierę 4,70 zł.
Złotemu pomogły zarówno czynniki krajowe jak i zagraniczne. Szybko rosnąca i przebijająca rynkowe oczekiwania inflacja CPI w zasadzie zmusza Radę Polityki Pieniężnej do podjęcia stanowczych działań. Kolejni członkowie RPP otwarcie mówią o potrzebie mocnych podwyżek stóp procentowych, do czego przychyla się nawet słynący z ultra-gołębiego podejścia prezes NBP Adam Glapiński. Już za tydzień Rada może podnieść stopę referencyjną NBP o 50-75 pb. Wciąż jednak stopy procentowe w Polsce będą bardzo wyraźnie niższe od bieżącej inflacji CPI.
Dobrą wiadomością dla naszej waluty jest też zatrzymanie aprecjacji dolara. Kurs EUR/USD wreszcie przestał spadać, dając szansę na chwilę oddechu całemu sektorowi rynków wschodzących, do których zaliczana jest także Polska.

W środę rano za dolara płacono 4,1135 zł, a więc o pół grosza więcej dzień wcześniej. Przez ostatnie siedem sesji notowania dolara na polskim rynku obniżyły się już o prawie 9 groszy, choć w dalszym ciągu utrzymują się na bardzo wysokich poziomach.
Trzeci dzień z rzędu taniał frank szwajcarski, o poranku wyceniany na 4,4690 zł. Jeszcze w piątek helwecka waluta ustanowiła nowy rekord wszech czasów na poziomie 4,5220 zł. Niestety, także w przypadku pary frank-złoty nadal mówimy o poziomach, których nie widzieliśmy nigdy wcześniej przed listopadem ’21.
KK




























































