Zmienność na rynku złota wciąż dopisuje. Po tym, jak w środę notowania królewskiego metalu osiągnęły niemal dwuletnie maksimum, czwartkowa sesja przyniosła odwrót.


Można powiedzieć, że "technika" znów wzięła górę nad "fundamentami". Imponujący, choć nieudany, atak na strefę oporu (ok. 1365 USD/oz.) sprawił, że w czwartek złoto obrało kurs "na południe".
Do 22:45 notowania nowojorskich kontraktów terminowych na złoto obniżyły się do 1337,70 USD za uncję, co oznacza spadek o 1,4% względem poziomu z środowego zamknięcia. Mimo wyraźnego wzrostu zmienności i ataku na górne ograniczenie trwającej od początku roku konsolidacji, informacje o rynku złota nie przedarły się na czołówki finansowych serwisów informacyjnych.
Oczywiście w ostatnich zmianach cen złota można dopatrywać się uzasadnień natury fundamentalnej. Czwartkowemu odwrotowi od metali szlachetnych i innych "bezpiecznych przystani" (mocno taniały także amerykańskie obligacje skarbowe) sprzyjał wzrost apetytu na ryzyko na rynku akcji.
Giełdy przy Wall Street zyskały po ok. 1%. Inwestorzy mieliby jakoby pozytywnie zareagować na kolejny tweet Donalda Trumpa. Prezydent napisał, że wcale nie jest przesądzone, że Stany Zjednoczone napadną na Syrię. I że nigdy nie powiedział, że atak na Syrię się odbędzie. To trochę dziwna wypowiedź w kontekście tego, że dzień wcześniej Trump ostrzegał Rosję przed amerykańskimi "sprytnymi" rakietami lecącymi na Damaszek.

Tak czy inaczej na rynku finansowym utrzymuje się sporo niepewności związanej zarówno z sytuacją na Bliskim Wschodzie jak i konfliktem dyplomatycznym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją oraz widmem wojny handlowej między USA i Chinami. Teoretycznie to solidna pożywka dla wyższych cen złota, ale inwestorzy zdają się wciąż wierzyć, że wszystko rozejdzie się po kościach.
Dodatkowo wzrost dolarowych cen złota jest powstrzymywany przez politykę Rezerwy Federalnej, która chyba na poważnie wzięła się za normalizację stóp procentowych i ograniczenie portfela obligacji skarbowych. Efekty widać na rynku długu, gdzie rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich sięgnęła w czwartek 2,35% i jest już zbliżona do poziomu inflacji CPI (2,4% w marcu). Choć realne stopy procentowe w USA pozostają bardzo niskie (są prawie zerowe), to rosnące stopy nominalne mogą zachęcić część inwestorów do ulokowania gotówki w obligacjach lub na rynku pieniężnym zamiast w nieprzynoszącym odsetek złocie.
Krzysztof Kolany





























































