Chiny mają gotową konkretną odpowiedź na amerykańskie cła i jeśli USA wprowadzą nowe taryfy, Pekin zareaguje bez wahania. Między mocarstwami nie toczą się też obecnie żadne negocjacje ws. handlu - zapewnia rzecznik ministerstwa handlu Państwa Środka.
Chińczycy kolejny raz rozwiewają nadzieje na to, że nie dojdzie do wojny handlowej między Waszyngtonem a Pekinem. Najpierw zdrowym rozsądkiem wykazały się chińskie media (w przeciwieństwie do Trumpa i części zachodnich mediów), wskazując, że obietnice otwarcia rynku ogłoszone we wtorek przez prezydenta Xi Jinpinga nie są doraźną reakcją na rosnący konflikt z USA, lecz częścią długofalowej chińskiej strategii, a dziś taką narrację potwierdził przedstawiciel chińskiego rządu.
- Te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego - powiedział Gao Feng, rzecznik ministerstwa handlu. Chiny otwierają swój rynek proaktywnie, (...) mam nadzieję, że Stany Zjednoczone dobrze ocenią sytuację - stwierdził. I powtórzył, że między stronami nie toczą się negocjacje na żadnym szczeblu. - Zasady muszą być przestrzegane przed rozpoczęciem negocjacji. Jednak Stany Zjednoczone nie wykazały szczerej chęci do negocjacji. Już wcześniej Pekin wskazywał, że w "obecnej sytuacji" (czytaj: po kolejnych groźbach Trumpa) negocjacje "nie są możliwe" (czytaj: Chińczycy nie ugną się pod publiczną presją). - Jeśli USA będą dalej prowadzić jednostronne, protekcjonistyczne praktyki, Chiny będą walczyć do końca - dodał Gao.
Państwo Środka ma też już mieć gotową konkretną odpowiedź na wypadek, gdyby Stany zdecydowały się podwyższyć cła na ok. 30 proc. importu z Chin (150 z ok. 500 mld dolarów rocznie). Na razie Pekin nie zdradza, jakie środki może zastosować. Gdyby zdecydował się zastosować analogiczne środki, musiałby objąć nowymi taryfami niemal cały import zza Oceanu. Miałoby to jednak fatalne krótkoterminowe skutki dla konsumentów (co wbrew pozorom ma znaczenie w chińskich warunkach) oraz kluczowych gałęzi chińskiego przemysłu (co ma dla władz jeszcze większe znaczenie).
Dlatego komunistyczne władze mogą sięgnąć do swojego arsenału w poszukiwaniu lepszej riposty. Na razie nowy prezes Ludowego Banku Chin wykluczył dewaluację juana (czyli ograniczenie zakupów/sprzedaż amerykańskich obligacji), co nie powinno zaskakiwać w świetle katastrofy, do której niemal doprowadziła poprzednia dewaluacja z 2015 r. O innych środkach, które może zastosować Pekin, pisaliśmy w artykule "5 ciosów w USA".

Maciej Kalwasiński





























































