W najbliższy poniedziałek, 2 grudnia, ma zapaść decyzja o unieważnieniu lub zatwierdzeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich w Rumunii - poinformował w piątek rumuński Sąd Konstytucyjny.


Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Rumunii odbyła się 24 listopada. Niespodziewanie zwyciężył w niej Calin Georgescu, reprezentant skrajnej prawicy, startujący jako kandydat niezależny. Na drugim miejscu znalazła się Elena Lasconi, przywódczyni centroprawicowej partii Związek Ocalenia Rumunii (USR).
Zamieszanie wokół unieważnienia lub zatwierdzenia wyników pierwszej tury jest efektem złożenia w czwartek skargi przez kandydata radykalnej prawicy Cristiana Terhesa (uzyskał około 1 proc. poparcia), który zgłosił zastrzeżenia do podliczenia głosów oddanych w niektórych lokalach wyborczych, a także zarzucił członkom partii Lasconi prowadzenie agitacji w czasie, gdy była ona zakazana.
W czwartek rumuński Sąd Konstytucyjny zdecydował, że należy ponownie przeliczyć głosy w pierwszej turze wyborów. Partia kierowana przez Lasconi zaskarżyła tę decyzję do Sądu Apelacyjnego.
Według dotychczasowego kalendarza wyborczego druga tura wyborów powinna odbyć się 8 grudnia. Szef Stałego Urzędu Wyborczego Toni Grebla poinformował jednak w piątek, że jeśli Sąd Konstytucyjny unieważni pierwszą turę, może ona zostać powtórzona 15 grudnia, a druga tura mogłaby odbyć się 29 grudnia.

Eksperci w Rumunii mówią o podważaniu zasad demokracji. Zwracają uwagę, że ponowne liczenie głosów nie jest przejrzyste (nie dopuszczono do niego obserwatorów), a kolejne turbulencje na scenie politycznej mogą doprowadzić do wzmocnienia antysystemowych nacjonalistów lub wywołać masowe protesty w kraju.
W niedzielę, 1 grudnia, w Rumunii odbędą się wybory parlamentarne.
Partia Eleny Lasconi odwołała się od decyzji o ponownym przeliczeniu głosów
Kierowana przez Elenę Lasconi partia Związek Ocalenia Rumunii (USR), która zdobyła drugie miejsce w I turze wyborów prezydenckich, zaskarżyła do Sądu Apelacyjnego w Bukareszcie decyzję Centralnego Biura Wyborczego (BEC) w sprawie ponownego przeliczenia głosów.
Portal Digi24.ro poinformował, że USR żąda odwołania decyzji BEC o rozpoczęciu ponownego przeliczania głosów.
"To, co się obecnie dzieje, kiedy zapadła całkowicie nieuzasadniona decyzja o ponownym przeliczeniu wszystkich głosów w kraju, zamiast zatwierdzenia wyników pierwszej tury i rozpoczęcia kampanii do drugiej tury, jest ogromnym nadużyciem, bezpośrednim atakiem na demokrację w Rumunii i prawo obywateli do głosowania" – powiedziała agencji Agerpres rzeczniczka USR Cristina Pruna.
W komunikacie dotyczącym swojej skargi USR przekonywała, że zarzuty kandydata Cristiana Terhesa (jednego z kandydatów w wyborach prezydenckich), zgłoszone do Sądu Konstytucyjnego, instancja ta mogła rozpatrzeć bez nakazywania ponownego liczenia około 9 mln wszystkich oddanych głosów.
Argumentowano również, że decyzja o nakazaniu ponownego przeliczenia głosów narusza kalendarz wyborczy, zgodnie z którym wyniki pierwszej tury powinny być zatwierdzone przez Sąd Konstytucyjny w czwartek.
Tego dnia Sąd Konstytucyjny rozpoczął procedowanie skargi złożonej przez kandydata radykalnej prawicy Cristiana Terhesa (uzyskał około 1 proc. poparcia), który zgłosił zastrzeżenia do podliczenia głosów oddanych w niektórych lokalach wyborczych, a także zarzucił członkom partii Lasconi prowadzenie agitacji w czasie, gdy była ona zakazana. Trybunał zarządził, że BEC ma przeprowadzić ponowne przeliczenie wszystkich głosów oddanych w wyborach. Jednocześnie sąd oddalił skargę złożoną przez jeszcze jednego kandydata, Sebastiana Popescu.
Wybory prezydenckie w Rumunii odbyły się 24 listopada. W pierwszej turze niespodziewanie zwyciężył Calin Georgescu, reprezentant skrajnej prawicy, startujący jako kandydat niezależny. Na drugim miejscu znalazła się Elena Lasconi, przywódczyni centroprawicowej partii USR.
Ku zaskoczeniu wszystkich i wbrew sondażom, z wyścigu o prezydenturę wypadł premier Marcel Ciolacu, były już (zrezygnował po porażce wyborczej) szef Partii Socjaldemokratycznej (PSD). Według dotychczasowego kalendarza druga tura wyborów powinna odbyć się 8 grudnia.
"Bezprecedensowa" decyzja Sądu Konstytucyjnego została skrytykowana przez wielu polityków, w tym zwycięzców pierwszej tury. Według komentatorów jej ewentualne konsekwencje, a więc odwołanie pierwszej tury wyborów lub zamiana na miejscach drugim i trzecim w pierwszej turze, działałyby na korzyść byłego lidera PSD, Marcela Ciolacu.
Eksperci mówią o podważaniu zasad demokracji. Zwracają również uwagę, że ponowne liczenie głosów nie jest przejrzyste (nie dopuszczono do niego obserwatorów), a także ostrzegają, że kolejne turbulencje na scenie politycznej mogą doprowadzić do wzmocnienia antysystemowych nacjonalistów lub wywołać masowe protesty w kraju.
"Nie możemy być biernymi świadkami desperackiej próby tych, którzy nie potrafią przegrać i manipulowania wynikami wyborów w celu faworyzowania określonego kandydata. Takie podejście pogłębia nieufność ludzi do funkcjonowania instytucji państwowych i dodaje skrzydeł ekstremizmowi. Wszyscy ludzie dobrej wiary muszą zjednoczyć się w obronie zasad, praw i demokracji" - apelowała w piątek rzeczniczka USR Cristina Pruna
zm/ szm/ just/



























































