Kilka tysięcy osób zebrało się w sobotę w pobliżu kampusu uniwersyteckiego w Nowym Sadzie, drugim największym mieście Serbii, by domagać się rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych.


Na zorganizowany przez serbskich studentów protest do Nowego Sadu przyjechali także mieszkańcy innych miast kraju: Kragujevca, Belgradu, Suboticy, Baczkiej Palanki, Kuli i Szabca - relacjonowały lokalne media. Uczestnicy nieśli transparenty z hasłami: „Studenci zwyciężają” czy „Nowy Sad – wolne miasto”.
Przemawiająca do tłumu studentka Teodora Vuksza zauważyła, że „protest studencki już dawno opuścił uczelnie i stworzył wspólnotę ludzi, których łączy to samo pragnienie – życia w państwie, w którym instytucje działają”.
„Bez wolnych i uczciwych wyborów wszystko inne to puste słowa” – powiedziała z kolei Sanja Belić, profesor uniwersytetu w Nowym Sadzie.
Podczas transmitowanego równolegle w telewizji przemówienia prezydent Serbii Aleksandar Vuczić wezwał swoich zwolenników do zgromadzenia się 27 czerwca. - Wzywam do tego, aby nie okazywano gniewu wobec nikogo, ale zebrano się pod serbską flagą – powiedział.

Organizowane od ponad roku protesty są odpowiedzią na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku. W wyniku zawalenia się części dachu budynku zginęło 16 osób.
Studenci i popierający ich obywatele, którzy przez cały ubiegły rok regularnie organizowali masowe protesty, oskarżają władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku. Żądają przedterminowych wyborów parlamentarnych. Prezydent Vuczić zapowiedział wcześniej, że głosowanie odbędzie się jesienią. Wybory mają się planowo odbyć dopiero pod koniec 2027 roku.
Prorządowe media i politycy ze strony władzy krytykują ruch protestu, nazywając jego organizatorów terrorystami wspieranymi przez podmioty zagraniczne. Demonstracje są też regularnie nazywane przez władze „kolorową rewolucją”.
Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ ap/





























































