Od kilku dni zdobywanie nowych szczytów przychodzi nowojorskim indeksom z coraz większym trudem. Choć amerykański rynek wykazuje nadzwyczajną siłę, a indeks S&P500 ma za sobą najlepszy początek roku od 15 lat, to paliwo do dalszych wzrostów zdaje się być zbyt kosztowne.
Źródło: Bankier.pl
Dosłownie i w przenośni. Głównym problemem staje się powoli ropa naftowa, której ceny wyrażone w dolarach są najwyższe od roku i zagrażają wzrostowi gospodarczemu na całym świecie. Za sprawą względnej siły dolara czarny surowiec w Europie jest droższy niż kiedykolwiek wcześniej. W Stanach Zjednoczonych średnia cena galona benzyny od początku roku wzrosła z 3,28 USD do 3,86 USD.
W środę obawy ekonomistów potwierdził sam Ben Bernanke. „Wyższe ceny energii mogą spowolnić wzrost, przynajmniej w krótkim terminie. Drożejące paliwa wywołują przynajmniej krótkookresową presję inflacyjną i co więcej, działają jak podatek obniżający siłę nabywczą gospodarstw domowych i redukują wydatki konsumpcyjne” – przyznał szef Rezerwy Federalnej.
Takie wypowiedzi nie mogły zachęcić do kupowania akcji, których wyceny nie należą już do niskich. Według danych Bloomberga relacja ceny do zysków za ostatnie cztery kwartały dla indeksu S&P500 sięgnęła 14,6, co jest najwyższą wartością od lipca.
Stąd też środowa sesja nie przyniosła rozstrzygnięć. Dow Jones, S&P500 i Nasdaq pozostały nieznacznie poniżej swych wieloletnich szczytów. Byki wydają się być zmęczone forsownym zimowym marszem na północ, ale z drugiej strony nawet nadejście wiosny nie zwiększyło wigoru niedźwiedzi.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































