Mocny raport z amerykańskiego rynku pracy zasiał konsternację na rynkach finansowych. „Zgodnie z podręcznikiem” zareagowały rynek długu, rynek walutowy oraz złoto. Inwestorzy z Wall Street nie mogli się jednak zdecydować, co z tym fantem zrobić.


Lipcowe „payrollsy” okazały się być jednoznacznie lepsze od oczekiwań większości ekonomistów. Przybyło prawie milion nowych etatów (i ponad milion pracujących), mocno spadła stopa bezrobocia oraz nieco szybciej od prognoz wzrosło przeciętne wynagrodzenie. Więcej o tym raporcie można przeczytać w artykule zatytułowanym „Pozytywne zaskoczenie z amerykańskiego rynku pracy”.
Teoretycznie to dobra wiadomość. To znak, że najważniejsza część amerykańskiej gospodarki – czyli rynek pracy napędzający popyt konsumpcyjny – dość sprawnie odradza się po lockdownowym załamaniu z wiosny 2020. A do tego mamy szybko rosnące płace napędzające jednak inflację CPI. Taka mieszanka może oznaczać koniec wymówek dla Rezerwy Federalnej: trzeba wreszcie porzucić politykę zerowych stóp procentowych i programy skupu aktywów (QE).
Tak przynajmniej zdawała się mówić reakcja większości rynków finansowych. W oczekiwaniu na wyższe stopy procentowe w USA umocnił się dolar, co pociągnęło o prawie 2,5% w dół notowania złota wyrażone w USD. Spadały za to ceny obligacji skarbowych – rentowność papierów 10-letnich podniosła się o ok. 8 pb.

Ale na rynku akcji reakcje były mieszane. Zyskiwały spółki cykliczne w tym zwłaszcza z sektora finansowego. Dla nich mocny rynek pracy to jednoznacznie dobra wiadomość. Ale już spółki technologiczne bardzo wrażliwe na zmiany stóp procentowych zachowywały się wyraźnie słabiej.
I to było widoczne w zachowaniu głównych indeksów. Średnia przemysłowa Dow Jonesa po zwyżce o 0,41% dotarła na wysokość 35 208,51 pkt., w trakcie dnia ustanawiając nowy nominalny rekord wszech czasów. Zresztą podobnie jak S&P500, który zyskał skromne 0,17%, ale to wystarczyło do poprawienia niedawnych szczytów. Pod kreską znalazł się za to Nasdaq Composite, który stracił 0,40%.
- Chociaż niepewność co do polityki pieniężnej banków może wywołać mocne ataki zmienności na rynkach, to uważamy, że ruch Fed w kierunku taperingu raczej nie spowoduje odwrócenia trendu zwyżkowego - wskazał w raporcie Mark Haefele, dyrektor inwestycyjny ds. globalnego zarządzania aktywami w UBS Group.
KK/PAP






























































