Dzisiaj na akcjach Citigroup i Bank of America można było zarobić po przeszło 30%. Wartość banku JP Morgan Chase wzrosła o jedną czwartą. W ten sposób największe amerykańskie instytucje finansowe odrobiły straty z wtorku. Tak dużą zwyżkę po raz kolejny rozbudziły nadzieje związane z nową administracją. Tym razem w roli zbawcy wystąpił Timothy Gaithner – nominowany na stanowisko sekretarza skarbu szef nowojorskiego Fed-u. Gaithner powiedział Kongresowi, że gabinet Baracka Obamy w ciągu najbliższych kilku tygodni przedstawi program walki z kryzysem finansowym. Nowa administracja chce pomóc osobom fizycznym, małym przedsiębiorstwom oraz lokalnym rządom w dostępie do kredytu. Gaithner nie przedstawił żadnych szczegółów nowego planu, lecz równocześnie zamierza zmodyfikować działanie programu TARP (tzw. Plan Paulsona).
Dodatkowo skrzydeł obozowi byków dodały wyniki kwartale IBM-a. Rezultaty za ostatnie trzy miesiące były tylko nieznacznie lepsze od oczekiwań, lecz za to prognozy na 2009 pozytywnie zaskoczyły analityków. Kurs IBM-a wzrósł o 11,5%.
Dzięki temu we wzrostach przodował technologiczny Nasdaq, który po zwyżce o 4,60%, znalazł się na poziomie 1.507,07 pkt. Indeks S&P500 urósł o 4,35%, kończąc dzień wynikiem 840,24 pkt. Dow Jones zyskał 3,51%, osiągając wartość 8.228,10 pkt. Niemniej jednak po pierwszych 13 tegorocznych sesjach S&P500 wciąż znajduje się 9,8% poniżej poziomu z końca 2008 roku.
„Obstawiamy, że do końca roku reflacja będąca pochodną polityki monetarnej i fiskalnej przemoże siły deflacyjne i zobaczymy giełdowe indeksy na zdecydowanie wyższych poziomach” – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg Television Robert Doll – główny zarządzający aktywami wycenianymi na 300 mld dolarów w funduszu BlackRock.
K.K.





























































