Środowa sesja na Wall Street przyniosła niesamowite emocje, lecz zakończyła się przeszło jednoprocentowymi spadkami głównych indeksów. Nastrojów w Nowym Jorku nie poprawiła nawet skoordynowana akcja największych banków centralnych, które wczoraj równocześnie obniżyły swoje stopy procentowe po 50 pkt. bazowych. Dzisiaj do tego grona dołączyły trzy banki azjatyckie.
Jednakże rynkowa cena pieniądza zamiast spaść, jeszcze poszła w górę – trzymiesięczny Libor dla dolara wzrósł dzisiaj o 43 pkt. bazowych, do poziomu 4,75%. Oznacza to, że banki nadal niechętnie pożyczają sobie pieniądze. Kryzys zaufania trwa. Na rynku pieniężnym w Europie podstawowym dostawcą gotówki nadal jest EBC (dziś sprzedał 100 mld $ po średniej cenie 5%).
Pewne nadzieje na stabilizację w branży bankowej dały słowa sekretarza skarbu Henry’ego Paulsona, który powiedział, że Kongres dał mu kompetencje do kupowania akcji instytucji finansowych. W ten sposób Stany Zjednoczone mogą skopiować rozwiązanie brytyjskiego rządu, który planuje wydać 50 mld funtów na udziały w ośmiu największych bankach.
Pod wpływem tych zapewnień o godzinie 13:40 notowania kontraktów terminowych na indeks S&P500 rosną o 2,7%. Kontrakty na indeks Nasdaq100 zwyżkują o 2,9%. W górę idą także indeksy głównych giełd europejskich.
Dzisiaj wygasa administracyjny zakaz krótkiej sprzedaży akcji instytucji finansowych. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak ta sytuacja wpłynie dzisiaj na rynek.
Pozytywna informacja nadeszła za to z firmy IBM, która potwierdziła swoje wcześniejsze prognozy finansowe. We Frankfurcie akcje IBM-a drożeją o 5%.
Pewne znaczenie dla nowojorskich inwestorów może mieć publikacja cotygodniowego raportu z amerykańskich urzędów pracy. Ekonomiści szacują, że liczba nowych podań dla zasiłki dla bezrobotnych wyniosła 480 tys. względem 497 tys. tydzień wcześniej.
K.K.






























































