Łagodne spadki na nowojorskich giełdach to dopiero początek tego, co może nas czekać w tym tygodniu. Analitycy oczekują silnej zmienności niezależnie od tego, czy bank centralny USA zdecyduje się na pierwszą od niemal 10 lat podwyżkę stóp procentowych.


Zdania wśród ekonomistów są podzielone niemal pół na pół. W ankiecie przeprowadzonej przez Reutersa minimalną przewagę uzyskali ekonomiści obstawiający wrzesień jako termin pierwszej od 2006 roku podwyżki stopy funduszy federalnych. Ale wśród ekspertów z tzw. primary dealers (czyli banków handlujących obligacjami skarbowymi bezpośrednio z Fedem) przeważyła frakcja optująca za podwyżka w grudniu. Z kolei inwestorzy z rynku terminowego (fed funds futures) w ogóle nie wierzą w podwyżkę w tym roku, za „pewny” termin uznając dopiero marzec 2016 roku.
„Nie ma absolutnie żadnego przekonania w górę bądź w dół. Wszyscy czekają na Fed. Fed zadaje sobie pytanie: czy mam zostać, czy odejść. Jeśli zostanę, będzie kłopot. Jeśli odejdę, będzie on podwójny” - cytuje piosenkę zespołu „The Clash” David Spika, strateg inwestycyjny z teksańskiego GuideStone Funds. Decyzję Fed-u poznamy w czwartek o 20:00 czasu polskiego.
Ostrożność inwestorów potwierdzają niskie obroty. Poniedziałkowy wolumen obrotów na nowojorskich giełdach był o jedną trzecią niższy od średniej z ostatnich 20 sesji. Niewielkie były też zmiany głównych indeksów: Dow Jones stracił 0,38%, S&P500 0,41%, a Nasdaq 0,34%.
Pewną nerwowość widać też po sygnałach płynących od analityków. Eksperci Goldman Sachs radzą, aby Fed... jeszcze poluzował politykę monetarną, zanim zakończy trwający prawie 7 lat eksperyment zerowych stóp procentowych. Analitycy Citigroup ostrzegają przed ryzykiem recesji w Chinach. A laureat ekonomicznego Nobla Robert Shiller twierdzi, że amerykańskie akcje nieco przypominają bańkę spekulacyjną.

Większość zgodna jest tyko co do jednego: przez ostatnie lata Rezerwa Federalna utraciła swą reputację. W ankiecie przeprowadzonej przez Royal Bank of Scotland wśród 150 inwestorów instytucjonalnych aż 2/3 stwierdziła, że bankierzy centralni stracili zarówno wiarygodność jak i „amunicję”.

























































