
– Oświadczam, że z powodu niewypłacalności nie jestem w stanie wywiązać się z umów o świadczenie usług turystycznych zawartych z klientami oraz zapewnić pokrycia kosztów ich powrotu z imprezy turystycznej, ani zwrotu wpłat lub ich części wniesionych tytułem zapłaty za imprezę turystyczną – to ostatnie sformułowanie, pod jakim podpis swojego biura podróży chciałby zobaczyć którykolwiek turysta. Tymczasem co roku spotyka to kolejnych pechowych urlopowiczów w związku z upadłością firmy, z którą zdecydowali się wyjechać na wakacje.
2004 - El Greco, 2009 - Kopernik, 2010 - Orbis Travel i Selectours, a ostatnio Triada - to najgłośniejsze upadłości w branży turystycznej minionych lat. I chociaż wydaje się, że ten temat przerabiano już wielokrotnie, za każdym razem powraca pytanie jak uchronić się przed losem nieszczęśników, którzy właśnie koczują na egipskim lotnisku, względnie - toczą bój o zwrot opłaty za wycieczkę, której nigdy nie zorganizowano.
Urlopowicze pod parasolem - prawa
Turyści, bez których ta branża nie miałaby racji bytu, są – o ironio – największymi przegranymi za każdym razem, gdy organizator ogłasza upadłość w trakcie lub tuż przed realizacją wykupionej przez nich wycieczki. Swoisty parasol ochronny roztacza nad nimi prawo. Znowelizowana niedawno ustawa o usługach turystycznych obliguje każdego touroperatora do posiadania takiego zabezpieczenia finansowego, które w razie niewypłacalności zapewni klientom:
- pokrycie kosztów powrotu do miejsca wyjazdu,
- zwrot wpłat lub części wpłat wniesionych tytułem zapłaty za imprezę turystyczną, która z winy organizatora lub pośrednika nie odbyła się lub nie została zrealizowana w całości.
- wcześniej zawarta gwarancja bankowa lub ubezpieczeniowa,
- ubezpieczenie na rzecz klientów,
- rachunek powierniczy, na który przyjmowano wpłaty za wycieczki.
Gwarancje, które nie dają pewności
Jeszcze przed ostatnią (2010) nowelizacją podstawowego w tej branży aktu prawnego, w razie upadłości biura podróży, gwarancja służyła w pierwszej kolejności ściągnięciu do kraju turystów z zagranicy. Dopiero z pozostałej sumy zwracano koszty wycieczki tym, którzy zapłacili, lecz nie zdążyli się na nią udać. Gdy suma gwarancji nie wystarczała na wypłaty dla wszystkich, wysokość należnych zwrotów proporcjonalnie pomniejszano. Ten proceder okazywał się szczególnie dotkliwy, gdy upadłość ogłaszano w wysokim sezonie, podczas którego całkowity koszt powrotu turystów do kraju był wysoki, więc na zwrot przedpłat pozostawało niewiele. Po kolejnych niespodziewanych plajtach touroperatorów wreszcie podniesiono minimalne kwoty gwarancji dla branży turystycznej. Jeszcze kilka lat temu wymagane zabezpieczenia stanowiły 6%, dziś najczęściej sięgają kilkunastu, a nawet 20% przychodu, jaki organizator turystyki osiągnął z tytułu organizowania imprez turystycznych, a pośrednik z tytułu pośredniczenia w zawieraniu przez klientów umów w poprzednim zamkniętym roku obrotowym. Ich poziom jest dodatkowo uzależniony od:
- miejsca organizacji wycieczek (państwa pozaeuropejskie, państwa europejskie, sąsiedztwo czy terytorium RP),
- środka transportu, jakim poruszają się turyści (transport lotniczy czy inny),
- wysokości pobranych przedpłat (do 10%, pomiędzy 10 a 30%, powyżej 30% ceny),
- wyprzedzenia, z jakim pobrano przedpłatę (do 30, 30-90, 90-180, powyżej 180 dni).
Zobacz także
Posiadanie finansowego zabezpieczenia organizatorzy wycieczek raportują marszałkom województw. Marszałek jest też podmiotem upoważnionym do pomocy przebywającym na wakacjach turystom w razie, gdyby ich biuro podróży okazało się niewypłacalne. Może wydać bankowi lub ubezpieczycielowi dyspozycję wypłaty zaliczki na pokrycie kosztów powrotu klientów feralnego biura do kraju.
Gwarancję biura można sprawdzić
Wysokość posiadanej gwarancji nie jest dla klientów żadną tajemnicą. Po pierwsze, biuro podróży ma obowiązek wydać klientowi, który opłaca wycieczkę w kwocie równej co najmniej 10% ceny pisemne potwierdzenie zawarcia umowy gwarancji albo ubezpieczenia. Po drugie, informacje o typie i kwocie zabezpieczenia są też dostępne w internecie, w prowadzonej przez marszałków województw pod opieką Ministerstwa Sportu i Turystyki publicznej Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych. W rejestrze znajdują się m.in.:
- podstawowe dane firmy - przedmiot działalności (organizator czy pośrednik), forma prawna, właściciele, zasięg terytorialny prowadzonej działalności itd.,
- forma finansowego zabezpieczenia interesów klientów oraz nazwy firmy, z którą zawarto umowę gwarancji albo ubezpieczenia,
- suma gwarancji i data upływu jej ważności,
- informacja o zakresie prowadzonej działalności albo wzmianki o wykreśleniu firmy z rejestru.

Źródło: http://www.turystyka.gov.pl/CRZ.aspx
Narzędzie przygotowane przez Ministerstwo zostało włożone do ręki turystom i warto, by z niego korzystali. Nie jest to niestety dla nich źródło informacji o prawdziwej sytuacji finansowej biura podróży, a więc nie można wykluczać, że wakacje i tak zostaną przerwane. Jeśli biuro zalega na duże kwoty kontrahentom, sygnał może dać informacja zawarta w Krajowym Rejestrze Długów. Powszechnie apeluje się też o zasięgnięcie opinii wśród znajomych, choć casus Orbisu czy Triady skutecznie obalił mit niezawodności renomowanych biur podróży. Najbardziej sugestywny wskaźnik kryje się jednak nie w żadnej bazie danych, ale w reklamowym folderze, pod postacią niemal dumpingowych cen i zaskakującej relacji opłaty do jakości usługi.
Malwina Wrotniak, Bankier.pl
m.wrotniak@bankier.pl
Publikacja zawiera linki afiliacyjne.


























































