Próby stymulacji popytu bez wsparcia strony podażowej prowadzą do destabilizacji rynku mieszkaniowego i niekontrolowanych wzrostów cen - ocenił główny ekonomista PZPB Damian Kaźmierczak. Uważa on, że nowa koalicja rządowa powinna jak najszybciej opracować długofalową politykę mieszkaniową państwa.


"W moim głębokim przekonaniu wszelkie próby stymulacji popytu, za którymi nie idzie wsparcie dla strony podażowej, prowadzą wyłącznie do destabilizacji rynku mieszkaniowego i niekontrolowanych wzrostów cen. Efektem ubocznym programów wsparcia dedykowanym określonej grupie beneficjentów jest ograniczenie dostępu do mieszkań dla innych potencjalnych nabywców, którzy nie mogą sobie pozwolić na nowe lokum, bo jego cena staje się nieosiągalna" - napisał główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa na platformie X na temat programu "Mieszkanie na start".
Projekt resortu rozwoju - program "Mieszkanie na start" - zakłada, że oprocentowanie preferencyjnego kredytu na pierwsze mieszkanie będzie uzależnione od wielkości gospodarstwa. Kwoty kredytu, do którego będzie przysługiwała dopłata, byłyby również uzależnione od wielkości gospodarstwa domowego. Resort szacuje, że w 2024 r. uda się udzielić 50 tys. preferencyjnych kredytów w ramach programu, który jest przewidziany na lata 2024-2025, ale jego skumulowane koszty w trakcie obowiązywania będą oscylowały wokół 12-13 mld zł. Założenia to propozycja MRiT, która będzie poddana szerokiej konsultacji, m.in. z bankami, organizacjami konsumenckimi i organizacjami przedsiębiorców.
"Jednocześnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem nagonki na deweloperów mieszkaniowych, która przetacza się właśnie przez media i internet. W polskich realiach prawda jest taka, że gdyby nie deweloperzy, to nie mielibyśmy gdzie mieszkać. Według danych GUS w ostatnich latach deweloperzy odpowiadali za 55-60 proc. nowo budowanych mieszkań. Reszta to budownictwo indywidualne oraz śladowe ilości mieszkań spółdzielczych, komunalnych i społecznych czynszowych. Deweloperka to biznes jak każdy inny. Jest on dochodowy, ale jednocześnie b. kapitałochłonny. Jest oczywiste, że do takiej specyficznej struktury rynku, w której prym wiodą komercyjne podmioty, doprowadziły zaniechania państwa, które od lat 90. XX w. kompletnie zaniedbało rozwój pozakomercyjnych segmentów rynku mieszkaniowego" - ocenił ekonomista.
Co powinien zrobić rząd?
Zdaniem Kaźmierczaka, nowa koalicja rządowa powinna jak najszybciej opracować długofalową politykę mieszkaniową państwa, w której silny nacisk położony zostałby m.in. na rozwój budownictwa społecznego i tanich mieszkań na wynajem, by zwiększyć dostępność nowych lokali i spowolnić spiralę cen na rynku mieszkaniowym, która - w ocenie eksperta - nakręca się zbyt szybko.

"Poza tym należy spodziewać się, że w najbliższych latach w największych polskich miastach mocno rozwinie się rynek najmu instytucjonalnego (czyli PRS). Ale on także jest obsługiwany przez komercyjne podmioty (co ciekawe, wśród TOP3 największych graczy na polskim rynku PRS jest państwowy PFR Nieruchomości). Przeciętny Kowalski raczej z tego przyspieszenia nie skorzysta, bo nasi decydenci polityczni dotychczas blokowali powstanie rynku specjalistycznych funduszy inwestujących w najem nieruchomości, czyli REIT" - ocenił.
"Jedno jest pewne - w 2024 roku mieszkania nadal będą drożeć. Pytanie tylko jak bardzo" - dodał. (PAP Biznes)
map/ doa/ gor/





























































