

Metkowanie każdego produktu z osobna było kłopotliwe, ale nie oszukujmy się – już od dawna w wielu sklepach nie stosowało się metkownicy. Cena była zwyczajnie przyklejona na półce i nikomu to nie przeszkadzało. Nawet jeśli stanowiło kłopot to zwykle wynikał on z nieuwagi sprzedawcy, a nie celowego, umyślnego działania.
Ogólnie był to problem marginalny i to konsumenci weryfikowali nieuczciwych przedsiębiorców, którzy celowo umieszczali inną cenę w kasie, a inną na półce. Rezygnacja z metkowania to oczywistość, ale kompletnie niezrozumiałe jest wprowadzenie aż tak wysokich kar za niedopatrzenie obowiązków informacyjnych.
5 tys. zł za źle oznaczone chipsy
Dla sklepu wielkopowierzchniowego takie jednorazowe obciążenie nie stanowiłoby poważnego problemu, ale już dla mniejszych sklepów osiedlowych kara np. 5 tys. zł za błędne oznakowanie paczki chipsów może oznaczać wielkie kłopoty finansowe.

Kara może wynieść nawet 20 tys. zł! Po co to robić? Do kogo trafią te pieniądze? Zaraz po sklepach zaczną chodzić urzędnicy i oprócz mandatów za niewydanie paragonów, dodawać będą kary za brak nalepki z ceną półce z batonikami?
Są to wyraźnie populistyczne przepisy, które mają stworzyć iluzję, że prawo jest po stronie konsumenta. I to w dziwny sposób – bo tworzy antagonizmy pomiędzy sprzedawcami, a konsumentami w miejscach, które w mojej opinii nie wymagają państwowych regulacji. Niestety, konsument często nie tylko nie jest świadomy swoich praw, ale bywa, że ich nie znając błędnie przyjmuje postawę roszczeniową.
































































