Prawo do informacji
Dobrą umiejętnością ukrywania prawdziwych kosztów kredytu wykazały się także znane i renomowane towarzystwa kredytowe zajmujące się sprzedażą ratalną samochodów czy też artykułów gospodarstwa domowego.Tak naprawdę nawet teraz po prawie dwóch latach funkcjonowania tych przepisów niewielu ludzi wie i zdaje sobie sprawę z tego, jaki jest rzeczywisty koszt wygodnej usługi polegającej na tym, że przedstawiając zaświadczenie o zarobkach i dwa dokumenty potwierdzające tożsamość można opuścić sklep z drogim sprzętem RTV lub wyjechać z renomowanego salonu samochodem nie płacąc zupełnie nic przy zakupie. Po wejściu w życie nowych przepisów wiele firm i banków specjalizujących się w udzielaniu kredytu ratalnego musiało odsłonić swoje prawdziwe oblicze.
Czy jednak wejście w życie tak potrzebnej ustawy sprawiło iż konsumenci mogą i czują się bezpieczni? Czy mogą decydować się na zaciąganie kredytów bez obaw, że ich prawa nie będą przez kredytodawców naruszane? Zabezpieczeniem interesów konsumentów mają być sankcje cywilno-prawne w przypadku naruszenia przepisów ustawy przez kredytodawcę. Jednak musimy mieć na względzie, iż samo prawo nas nie ochroni. Może ono okazać się korzystne dla konsumentów, niestety wiedza na temat praw i przywilejów konsumenckich jest w naszym społeczeństwie znikoma. Tak jest m.in. z prawem do odstąpienia od umowy oraz ryzykiem wypowiedzenia jej przez kredytodawcę. A że ustawodawcy zabrakło precyzji, sprawa ta jawi się w sposób dość skomplikowany.
W ustawie o kredycie konsumenckim bardzo mocno zostały rozbudowane obowiązki informacyjne kredytodawcy. Art. 4 ust. 1 ustawy przewidywał dotychczas, że umowa o kredyt konsumencki powinna być zawarta na piśmie, a kredytodawca obowiązany jest niezwłocznie doręczyć ją konsumentowi. Takie sformułowanie zostało skrytykowane przez organizacje konsumenckie, zwłaszcza zaś Federację Konsumentów. Otwierało ono pole do licznych naruszeń interesów konsumenta. Pod wpływem praktyki ustawodawca zdecydował się zmodyfikować dotychczasowe brzmienie art. 4 ust. 1 zd.2 w ten sposób, że „kredytodawca jest obowiązany niezwłocznie doręczyć konsumentowi egzemplarz umowy”.
Takie sformułowanie pozwala mieć nadzieję, że odtąd konsument będzie miał możliwość ustalenia rzeczywistej treści umowy kredytowej, zwłaszcza ze art. 4 został uzupełniony o nowy ust. 5, w którym stwierdza się, że „w przypadkach, gdy kredytodawca nie doręcza konsumentowi egzemplarza umowy w chwili zawarcia, obowiązany jest wręczyć konsumentowi niepodpisany informacyjny egzemplarz umowy odpowiadającej jej treści”. Rozszerzeniu obowiązku informacyjnego służy również zmiana art. 16. W dotychczasowym brzmieniu nakazywał on kredytodawcom lub podmiotom pośredniczącym w zawarciu umowy podawać rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, wyliczoną od całkowitego kosztu kredytu w ogłoszeniach i reklamach dotyczących kredytu konsumenckiego, zawierających warunki jego udzielenia. Obecnie kredytodawcy lub podmioty pośredniczące w zawarciu umowy mają obowiązek podawać te informacje „w ofertach i reklamach dotyczących kredytu konsumenckiego, zawierających jakiekolwiek dane dotyczące jego kosztu”. Zatem dana oferta czy reklama wcale nie musi podawać warunków udzielenia kredytu. Wystarczy jednak, że pojawiają się w niej jakiekolwiek informacje na temat kosztów kredytu, a już trzeba podawać rzeczywista stopę oprocentowania .
Rzeczywistą roczna stopę oprocentowania oblicza się zgodnie ze wzorem stanowiącym załącznik do ustawy o kredycie konsumenckim. Niedopatrzeniem wydaje się pominięcie przez ustawodawcę w znowelizowanej ustawie „ogłoszeń”. Jest to luka prawna, którą na pewno niektóre banki będą chętnie wykorzystywać. Jeśli, np. w reklamie nie zamieszczą informacji o rzeczywistym koszcie kredytu, mogą bronić się tym, że było to ogłoszenie a nie reklama lub oferta. Nie wydaje się więc, żeby akurat ta zmiana w ustawie poprawiła ochronę konsumenta. Na tym jeszcze nie koniec trudności. Zgodnie z nowym brzmieniem art.16 u.k.k., obowiązek podania rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania dotyczy tylko tych ofert i reklam, w których zawarto jakiekolwiek dane dotyczące kosztów kredytu. Jeśli więc w reklamie nie będzie mowy o jakichkolwiek kosztach kredytu, nie będzie obowiązku ujawnienia rzeczywistego kosztu kredytu. Może to być zatem mylące dla potencjalnego klienta banku .
Rzeczywiste oprocentowanie kredytu
Należałoby wyjaśnić ideę wzoru na rzeczywisty koszt kredytu. Rzadko zdarza się bowiem, byśmy spłacali kredyt według założeń zawartych w umowie. Dotyczy to przede wszystkim jego kosztów. Co to znaczy, że np. pożyczamy w banku 10 tys. zł na rok oprocentowane według stawki 15 proc. liczonej w skali roku?Oznacza to, że wartość pieniędzy, które powinniśmy z tytułu tej umowy zwrócić rok później powinna wynieść 11,5 tys. zł: bankowi jesteśmy winni zwrot kapitału (10 tys. zł) oraz odsetek (1,5 tys. zł). Tymczasem regułą jest, że zwrot zaciągniętego kredytu następuje niemal natychmiast. Już po pierwszym miesiącu spłacamy i ratę kapitałową, i odsetki. W związku z tym bank powinien oba te fakty uwzględnić. A to oznacza, że oprocentowanie powinien naliczać do malejącej kwoty długu, a odsetki tylko dynamicznie.
Tak być powinno, niestety często spotykamy się z nieuczciwością banków a oprocentowanie naliczane jest prawidłowo tylko w przypadku kredytów odnawialnych, ale tylko dlatego, że taka jest istota tego kredytu. Polega ona na tym, że klientowi przyznany zostaje limit na pewien okres czasu. Klient sam decyduje kiedy i z jakiej kwoty skorzysta oraz o tym czy raty spłaci pod koniec obowiązywania umowy czy wcześniej. Jeżeli spłata nastąpi wcześniej bank naliczy odsetki tylko za okres, w którym klient faktycznie dysponował pożyczonymi pieniędzmi. W ten sam sposób powinny być naliczane odsetki w przypadku tradycyjnych kredytów.
Niestety w praktyce spotykamy się z różnego typu próbami oszukania klienta. Na przykład można było się spotkać ze zjawiskiem wyższego oprocentowania kredytów odnawialnych w porównaniu do kredytów tradycyjnych. Wydawać by się mogło, że powinno być odwrotnie. W przypadku, gdy zaciągamy na rok 12 tys. zł. kredytu oprocentowanego na 10%, nie powinniśmy zapłacić bankowi 1200 zł odsetek. Przyjmijmy, że zobowiązujemy się spłacać kredyt w równych miesięcznych ratach kapitałowych, czyli po 1000 zł na koniec każdego miesiąca. W takim wypadku pierwsza rata odsetkowa powinna wynosić 100 zł ale już w następnym miesiącu mniej, bo 91,67 zł a suma wszystkich rat odsetkowych wynosiłaby 650 zł. Jest to prawie o połowę mniej. Poza tym z tradycyjnym kredytem wiążą się różnego typu prowizje i opłaty, jak na przykład prowizja za przyznanie kredytu, opłata manipulacyjna za wyliczenie różnych wariantów oprocentowania, które powinny być wliczone do rzeczywistego oprocentowania kredytu a często nie były.
Zdarzało się tak, że kredyt był nisko oprocentowany i tym samym wydawał się korzystny z punktu widzenia klienta, ale z kredytem takim wiązało się zapłacenie prowizji, która wynosiła nierzadko kilkanaście procent kwoty kredytu. Innym sposobem oszukania klienta jest pobieranie odsetek z góry. Ustawa o kredycie konsumenckim jest tak skonstruowana, aby wyeliminować tego typu praktyki. Inną pozycją podwyższającą koszt kredytu jest też ubezpieczenie kredytu, które ostatnio coraz częściej jest wymagane przez banki.
Prawo do wcześniejszej spłaty kredytu
Ustawa o kredycie konsumenckim przewiduje uprawnienie konsumenta do wcześniejszej spłaty kredytu przed terminem w umowie. Zgodnie z dotychczasowym brzmieniem przepisu art. 8 ust. 3 kredytodawca mógł zastrzec prowizje za taką wcześniejszą spłatę w dwóch przypadkach - w umowach dotyczących kredytu walutowego oraz kredytów o stałej stopie procentowej w okresie kredytowania, jeśli kwota kredytu jest wyższa niż 5 tys. zł.Ta możliwość była niewątpliwie sprzeczna z przepisem art. 8 dyrektywy 87/102/EWG, który przewiduje, że w przypadku wcześniejszej spłaty kredytu konsument będzie uprawniony do uzyskania „godziwej obniżki całkowitego kosztu kredytu”. Trudno jest mówić o godziwej obniżce, jeśli kredytodawca został uprawniony do pobrania prowizji. Często jest bowiem tak, że jej wysokość równoważy korzyści płynące ze wcześniejszej spłaty. W nawiązaniu do nowej ustawy, ustawodawca dokonał zmiany przepisu art. 8 ust. 3 przewidując, że „za wcześniejsza spłatę kredytu kredytodawca nie może zastrzec prowizji”. Jednocześnie ustawodawca nie zmienił nic w art. 8 ust. 1, który nakłada na kredytobiorcę obowiązek wcześniejszej spłaty kredytu w określonym w umowie terminie wnoszenia rat. Ten zapis jest sprzeczny z dyrektywą europejską, która przyznaje konsumentowi bezwarunkowe uprawnienia do dokonania takiej wcześniejszej spłaty. Tak więc szkoda, że ustawodawca wnosząc poprawki, nie wziął pod uwagę również tego postanowienia.
Co więcej, w art. 8 ust. 1a, który nakłada na konsumenta obowiązek poinformowania kredytodawcy o zamiarze wcześniejszej spłaty kredytu najpóźniej w terminie 3 dni przed jej dokonaniem. Jednocześnie ustawodawca nie określił jakie sankcje grożą za niedopełnienie tego obowiązku. Można jednak przypuszczać, że banki skrupulatnie wykorzystają tą lukę, co należy uznać za niekorzystne z punku widzenia konsumenta.
Prawo do odstąpienia od umowy o kredyt konsumencki
Dotychczas konsument mógł odstąpić od umowy o kredyt konsumencki bez podawania przyczyn, ale termin na jego wykonanie był bardzo krótki, bowiem wynosił zaledwie 3 dni od dnia zawarcia umowy. Jedynie w sytuacjach, w których umowa nie zawierała informacji o uprawnieniu do odstąpienia, konsument mógł je wykonać w terminie 10 dni od dnia otrzymania pisemnej informacji o tym uprawnieniu (nie później jednak niż w terminie dwóch miesięcy od dnia zawarcia umowy) .Termin ten jednak nie pozwalał na zastanowienie się klienta nad zawartą umową a właśnie takie zadanie miał do spełnienia. Kolejny argument, który wpłynął na zmianę owego zapisu był związany z pewnym dualizmem, gdyż zgodnie z art. 2 ust. 1 i art. 7 ust.1 ustawy z dnia 2.03.2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, konsumenci mają prawo do odstąpienia od umów zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa i na odległość w ciągu 10 dni. Taki dualizm mógł prowadzić do nieporozumień i wątpliwości wśród konsumentów, zwłaszcza, że umowy kredytowe są często zawierane we wskazany wyżej sposób. Ustawodawca miał zapewne na myśli oba te argumenty, kiedy zdecydował się na zmianę terminu trzydniowego na dziesięciodniowy. Natomiast, jeśli umowa nie zawiera informacji o uprawnieniu do odstąpienia od niej, konsument może je wykonać w terminie 10 dni od dnia otrzymania informacji o tym uprawnieniu ( nie później jednak niż w terminie 3 miesięcy od dnia zawarcie umowy). Te zmiany należy przyjąć z uznaniem. Jednak art. 11 w nowym brzmieniu sugeruje, że termin ten biegnie od chwili uzyskania informacji z dowolnego źródła. Dotychczas informacja musiała posiadać formę pisemną, oczywiste więc było, iż musiała pochodzić od kredytodawcy.
Wydaje się, że tak też powinno być po nowelizacji, inaczej bowiem kredytodawca czerpałby korzyść z niedochowania ustawowego obowiązku. Ale co najważniejsze trudno jest oczekiwać od konsumenta, aby każdą informację z dowolnego źródła uważał za wiarygodną i inicjującą bieg terminu . Kredytodawca powinien oprócz pouczenia o prawie do odstąpienia od kredytu wręczyć konsumentowi przy zawarciu umowy wzór oświadczenia o dostąpieniu od kredytu.

Nie wszystkie koszty będą liczone
Na tym nie koniec. Wspomniany już wzór, który służy do ustawowego zestandaryzowania odsetek od kredytu konsumenckiego uwzględnia tylko całkowity koszt kredytu w rozumieniu ustawy. A to oznacza wszystkie koszty wraz z odsetkami i innymi opłatami i prowizjami, które konsument jest zobowiązany zapłacić za kredyt (wraz z ewentualnymi utraconymi korzyściami z tytułu wniesienia środków pieniężnych w przypadku kredytu zawartego na podstawie umowy, mocą której kredytodawca zobowiązuje się do udzielenia kredytu związanego z obowiązkiem wniesienia przez konsumenta, w jakiejkolwiek formie, środków pieniężnych oprocentowanych poniżej stopy rynkowej lub nieoprocentowanych). W rachunku tym nie uwzględnia się jednak kosztów:· które ponosi konsument w związku z niewykonaniem swoich zobowiązań wynikających z umowy o kredyt konsumencki;
· które w związku z nabyciem rzeczy lub usługi ponosi konsument, niezależnie od tego, czy nabycie następuje z wykorzystaniem kredytu;
· prowadzenia rachunku, z którego realizowane są spłaty, oraz kosztów przelewów i wpłat na ten rachunek, chyba że konsument nie ma prawa wyboru podmiotu prowadzącego rachunek, a koszty te przekraczają koszty dla rachunków oszczędnościowych stosowane przez podmiot prowadzący rachunek;
· ustanowienia zabezpieczeń i ubezpieczenia, z wyjątkiem kosztów ubezpieczenia spłaty kredytu – wraz z oprocentowaniem i pozostałymi kosztami – na wypadek śmierci, inwalidztwa, choroby lub bezrobocia konsumenta;
· wynikających ze zmiany kursów walut.
Wynika z tego bardzo praktyczny wniosek. Przy ostatecznym wyborze oferty, o ile wogóle mamy wybór, trzeba jeszcze uwzględnić te ewentualne koszty. Co prawda z wyspecyfikowanych wyżej kosztów praktyczne znaczenie miały tylko niektóre, ale nie można wykluczyć, że szukając sposobów ukrycia części faktycznych kosztów kredytu niektórzy kredytodawcy nie sięgną po te narzędzia. Koszty obsługi kredytu można np. w znaczny sposób podwyższyć zapisując w umowie bardzo rygorystyczne zasady oprocentowania zobowiązań przeterminowanych. Jest więc wysoce prawdopodobne, zwłaszcza gdy kredyt będzie spłacany za pośrednictwem innego banku niż ten, który kredytu udzielił, że takie przeterminowane spłaty mogą się zdarzyć.
Podobnie można te koszty ukryć wprowadzając opłatę za prowadzenie rachunku kredytu. Łatwo sobie wyobrazić, że opłata ta nie będzie opłatą kwotową, ale zostanie uzależniona od wysokości kredytu (np. 1 proc. wartości kredytu rocznie). O ile do tej pory pobieranie przez bank opłat za prowadzenie rachunku służącego do rozliczania kredytu było sytuacją dość wyjątkową, obecnie może stać się praktyką nagminną.
Regulując kwestie wcześniejszego rozwiązania umowy, ustawodawca uwzględnia nie tylko potrzebę ochrony konsumenta, ale również słusznych interesów kredytodawcy. Zgodnie z art. 14 kredytodawca może wypowiedzieć umowę, jeżeli konsument nie zapłacił w terminie określonych w umowie dwóch pełnych rat kredytu za co najmniej dwa okresy płatności. W przeciwieństwie do dotychczasowego brzmienia, w którym mowa była o zwłoce konsumenta (czyli opóźnieniu, za które odpowiedzialność ponosi dłużnik), po nowelizacji prawo wypowiedzenia jest niezależne od przyczyn opóźnienia. Zmieniono również nie dość precyzyjne unormowanie dotyczące rozmiarów zaległości uprawniającej do wypowiedzenia. Nowe brzmienie tego przepisu – jako że są możliwe dwa sposoby jego interpretowania – wciąż dalekie są od doskonałości. Według pierwszej z wykładni wypowiedzenia jest możliwe, jeśli konsument nie zapłaci w dwóch terminach płatności pełnych rat, tzn. nawet gdy niedopłaty w ratach są nieznaczne.
Ponieważ wypowiedzenie umowy dla konsumenta oznacza obowiązek natychmiastowej spłaty całości kredytu, interpretacja ta wydaje się obciążać go konsekwencjami niewspółmiernymi do zagrożenia interesów kredytodawcy. Zasadna wydaje się natomiast druga interpretacja, w myśl której odstąpienie od umowy jest możliwe gdy klient zalega z zapłatą całości lub części rat, w sumie o wartości równej co najmniej dwu pełnym ratom. W takim wypadku narażenie interesów kredytodawcy jest na tyle poważne, iż uzasadnia możliwość wypowiedzenia umowy .
Łatwiej porównywać oferty
Rzecz jasna zastosowanie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim nie sprawi, że spadnie oprocentowanie kredytów. Praktycznie wszystkie banki stosują niedozwolone praktyki, a konkurencja o klienta jest między nimi symboliczna, a więc obciążenia klienta z tytułu kredytów raczej nie spadną. Jednak klienci będą mieli większą jasność, ile tak naprawdę kosztuje zaciągnięcie konkretnego kredytu. Łatwiej też będą mogli porównywać oferty poszczególnych banków.Samo podanie rzeczywistej stopy oprocentowania niczego nie zmieniło. Klient, który był do tej pory święcie przekonany, że kupuje telewizor na raty na kredyt 20- procentowy, gdy w rzeczywistości spłacał odsetki 40- albo i więcej procentowe, poza chwilowym zdumieniem raczej nie będzie reagował w inny sposób. Jeśli nawet dojdzie taki konsument do wniosku, że kredyt gotówkowy byłby korzystniejszy niż skorzystanie z wygody związanej z zakupem ratalnym, to i tak nie zawsze będzie mógł z niego skorzystać. Banki stosują zdecydowanie surowsze kryteria przy ustalaniu wiarygodności klienta i jego zdolności kredytowej niż towarzystwa pożyczkowe. Oczywiście przeciętny konsument ma duże problemy z ustaleniem rzeczywistego oprocentowania kredytu, a na obecnym etapie naszego rynku finansowego w wielu, może nawet w większości przypadkach nowe prawo jedynie pozwoli konsumentowi zdobyć pełniejszą wiedzę, ile kredyt go naprawdę kosztuje, niż zmieni coś na rynku kredytów konsumenckich.
Dlatego jedną z głównych zalet nowego prawa konsumenckiego jest ustawowe uregulowanie zasad, według których ma być wyliczone rzeczywiste oprocentowanie konkretnego kredytu. I tak naprawdę jest to jedyny parametr z zakresu kosztu kredytu, którym można posługiwać się przy ocenie ofert. Co prawda wzór, według którego to oprocentowanie ma być wyliczone jest tak skomplikowany dla przeciętnego konsumenta, że nadal trudno będzie mu zweryfikować wiarygodność kosztów podawanych przez kredytodawcę. Każda manipulacja przy ustalaniu oprocentowania będzie jednak ewidentnym naruszeniem ustawy i oszustwem. Można mieć jedynie nadzieję, że przynajmniej znane i renomowane instytucje finansowe, banki nie będą ryzykowały utraty wiarygodności wśród swoich klientów i będą się starały podawać rzeczywiste oprocentowanie udzielanych przez siebie kredytów.
Kamila Gut
Karolina Kupniewska
Literatura:
Justyna Maliszewska – Nienartowicz, Ochrona interesów konsumentów w stosunkach kredytowych – nowelizacja ustawy o kredycie konsumenckim, Glosa nr 11/2003
Michał Rusinek, Odpowiedzialność z kodeksu wykroczeń za niedochowanie wymogów ustawy o kredycie konsumenckim, Prawo Bankowe nr1(77) styczeń 2004
Karolina Włodarska, Michał Rusinek, Jak przyciąć węzeł po roku doświadczeń, Rzeczpospolita; nr. 38 (824)































































