USA poinformowały partnerów o wycofaniu się ze wspólnych działań na rzecz zwalczania dezinformacji – podał „Financial Times”. Zdaniem Andrzeja Dąbrowskiego z PISM, Stany Zjednoczone będą dalej rezygnować z inicjatyw, które administracja Trumpa postrzega jako ograniczające wolność słowa.


Departament Stanu wysłał w ubiegłym tygodniu zawiadomienie o zerwaniu umów, które zostały podpisane w 2024 r., za kadencji prezydenta Joe Bidena – poinformował „FT” w poniedziałek. Porozumienia te miały na celu wypracowanie jednolitego podejścia do identyfikowania i ujawniania dezinformacji rozpowszechnianych przez rządy innych państw. Instytucja w 2024 r. zawarła z Polską umowę dotyczącą współpracy w zakresie walki z dezinformacją.
Decyzja o zerwaniu porozumień zapadła tuż po tym, gdy administracja prezydenta USA Donalda Trumpa zamknęła niektóre agencje rządowe, w tym w kwietniu Biuro ds. Przeciwdziałania Zagranicznym Ingerencjom i Manipulacjom Informacjami (R/FIMI). Jak oznajmił wówczas sekretarz stanu USA Marco Rubio, biuro to „cenzurowało Amerykanów”.
„Obowiązkiem każdego urzędnika rządowego jest ciągła praca nad zachowaniem i ochroną wolności słowa Amerykanów. Dlatego (dziś) ogłaszam zamknięcie Biura ds. Przeciwdziałania Zagranicznym Ingerencjom i Manipulacjom Informacjami (R/FIMI) Departamentu Stanu, dawniej znanego jako Global Engagement Center (GEC)” – napisał w oświadczeniu Rubio. Jak dalej czytamy, „za poprzedniej administracji (Joego Bidena - PAP) to biuro, które kosztowało podatników ponad 50 mln dol. rocznie, wydało miliony dolarów na aktywne uciszanie i cenzurowanie głosów Amerykanów, którym miało służyć”.
Zdaniem cytowanego przez „FT” Jamesa Rubina, który kierował GEC do grudnia 2024 r., wypowiedzenie porozumień było „jednostronnym aktem rozbrojenia w wojnie informacyjnej z Rosją i Chinami”. Jak dodał, dokumenty te podpisało około 22 państw w Europie i Afryce.

Andrzej Dąbrowski, analityk ds. USA w PISM, powiedział PAP, że administracja Trumpa odchodzi od koncepcji soft power, rozumianej jako oferowanie świadczeń i usług innym krajom. – Teraz głównym narzędziem amerykańskiej polityki zagranicznej staje się wywieranie nacisków – ekonomicznych, dyplomatycznych, a czasem także wojskowych, jak niedawno w przypadku Wenezueli – wyjaśnił ekspert.
Jak dodał, biorąc pod uwagę dotychczasowe podejście prezydenta Trumpa i jego współpracowników do kwestii wolności słowa, można się spodziewać dalszego wycofywania się rządu federalnego z inicjatyw, które – w ocenie administracji – mogłyby tę wolność ograniczać.
Dąbrowski stwierdził, że to swoisty powrót do korzeni Stanów Zjednoczonych. – Niektórzy będą w tym widzieli Dziki Zachód – wygrywa ten, kto pierwszy sięgnie po rewolwer. Inni natomiast będą upatrywali w tym dodatkowej i swoiście pojmowanej jurydyzacji życia – jeśli komuś się coś nie podoba, niech idzie do sądu albo nauczy się z tym żyć – nakreślił rozmówca PAP.
Przypomniał również, że pierwsza poprawka do Konstytucji, która gwarantuje wolność słowa, w pierwszej kolejności odnosi się do wolności religii oraz związanej z nią swobody wypowiedzi – czyli prawa do „samostanowienia w wymiarze metafizyczno-publicznym”. – Tymczasem administracja Trumpa opowiada się za tym, że wolność słowa powinna być absolutnie nieograniczona – zaznaczył Andrzej Dąbrowski.
Uruchomione w 2016 r. GEC było krytykowane przez część Republikanów, środowisk konserwatywnych i Elona Muska, którzy zarzucali tej instytucji cenzurę prawicowych głosów w sieci. Choć Rubio nie podał przykładów rzekomego uciszania konserwatystów, chodzi prawdopodobnie m.in. o przesyłane platformie listy potencjalnych kont wytypowanych przez GEC jako powiązane z chińskimi, indyjskimi lub irańskimi operacjami wpływu. Sprawa ta została ujawniona po przejęciu Twittera (obecnie X) przez Elona Muska. Według dziennikarza Matta Taibbiego, który analizował treść ujawnionych maili, część z nich należała do zwykłych amerykańskich użytkowników platformy X.
W czerwcu ub. r. GEC zawarło z Polską porozumienie o „współpracy na rzecz przeciwdziałania manipulacji informacjami przez państwa trzecie”. W jej ramach w Polsce powstał zespół ds. walki z rosyjską dezinformacją na temat Ukrainy, w pracach którego uczestniczyli przedstawiciele 12 innych państw.
W 2024 r. biuro uczestniczyło też w ujawnieniu, w jaki sposób przedstawiciele kremlowskiej telewizji RT płacili, na polecenie rosyjskiego wywiadu, prawicowym influencerom za promowanie rosyjskich narracji.
Jak w grudniu ub. r. podał „Guardian”, GEC odegrał kluczową rolę w ujawnieniu znaczących kampanii dezinformacyjnych w Ameryce Łacińskiej i Mołdawii, w tym złożonej rosyjskiej operacji w Afryce zwanej „Inicjatywą Afrykańską”. Celem tej kampanii było osłabienie wpływów USA i Zachodu poprzez szerzenie teorii spiskowych na temat finansowanych przez USA programów zdrowotnych za pośrednictwem stron internetowych oraz kanałów na Telegramie i kont na innych platformach społecznościowych.(PAP)
gru/ bst/ lm/
(arch.)



























































