REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego

    Jacek Maliszewski2001-04-02 08:29
    publikacja
    2001-04-02 08:29

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego


    RYNEK WALUTOWY

    Złotówka w minionym tygodniu odzyskała prawie w całości to, co straciła w tygodniu poprzednim w relacji do koszyka walut złożonego po połowie z dolara i euro. Na wykresie dziennym można zauważyć, ślizganie się wykresu kursu koszyka po wcześniej przebitej linii opadającego trendu. Teraz potwierdzeniem zakończenia trendu umacniania się złotego będzie dopiero wzrost kursu koszyka powyżej ostatniego lokalnego szczytu umieszczonego na poziomie 3,94 złotego. Bardzo ciekawie wygląda, rzadko przeze mnie prezentowany wykres zbudowany na podstawie danych miesięcznych. Widać tam wyraźnie, jak bardzo wzrosła zmienność kursu złotego po poszerzeniu pasma wahań a później całkowitemu upłynnieniu kursu złotego. Ach gdzie te czasy, gdy kurs złotego tylko spadał a na wykresach miesięcznych pojawiały się kolejno identyczne zielone świeczki, przedzielane od czasu do czasu interwencją NBP (dewaluacja lub rewaluacja skokowa). Jeśli już jesteśmy przy danych miesięcznych, to warto spojrzeć na wykres kursu euro w relacji do złotego. Od pół roku kurs euro systematycznie traci na wartości w relacji do złotego i obecnie znajduje się na poziomie sprzed niemal czterech lat!. Kurs dolara na podobnym wykresie wcale nie wygląda lepiej. Jednak za sprawą jego siły na rynku euro, jego kurs w relacji do złotówki utrzymuje się w ostatnich tygodniach w trendzie horyzontalnym, co szczególnie widoczne jest na wykresie tygodniowym. Euro na wykresie tygodniowym porusza się obecnie w wąskim kanale spadkowym.

    Przejdźmy teraz do rynku EUR/USD, który to bardzo mocno wpływa na kursy obydwu tych walut (euro i dolar) na naszym rynku w stosunku do złotego. Na wykresie tygodniowym widzimy załamaną formację odwróconej głowy i ramion (RGR). Przełamanie tej formacji dokonane zostało dość energicznie. Jednocześnie przerwana została linia trendu rosnącego oraz linia wsparcia. Obydwie te linie krzyżowały się w punkcie umieszczonym na poziomie 0,8850 dolara za euro. Spodziewałbym się wkrótce powrotu do przebitych właśnie linii, po czym nastąpić powinien dalszy spadek kursu euro. Zanim spróbuję opisać przyczyny takiego stanu rzeczy, proponuję jeszcze spojrzeć na bardzo ciekawy wykres zbudowany na danych kwartalnych. Poprzednia zielona świeczka, o której wspominałem na początku roku, a która to miała zapowiadać zmianę wieloletniego trendu spadkowego waluty europejskiej, została obecnie przesłonięta czerwoną (spadkową) świeczką z pierwszego kwartału bieżącego roku. Gdyby nie zadziałało obecne najbliższe wsparcie na poziomi 0,82 dolara, to możliwy jest spadek nawet do poziomu 0,6 dolara za euro. Z nadchodzących do mnie listów e-mail wynika, iż kilka osób śledzących wydarzenia na rynku EUR/USD widzi taki sam rozwój wypadków (czyli spadek do 0,6 dolara za euro) na podstawie teorii fal Eliota. Przypominam sobie, jak ponad rok temu na jednej z list dyskusyjnych wspominałem o takiej możliwości, ale później zupełnie nie brałem tego pod uwagę. Chyba nadszedł czas, by wyciągnąć stare tezy z lamusa.

    Pora na podsumowanie.

    Najważniejszym wydarzeniem jest niewątpliwie załamanie się formacji RGR na rynku dolara i euro, o której tak długo wspominałem. Złośliwi krzykną teraz, że formacje tego typu najczęściej się załamują. Ale jak zwykle w takich sytuacjach bywa, po fakcie wszystko jest proste i oczywiste... Dopóki formacja ta nie uległa załamaniu należało większe prawdopodobieństwo przypisywać zmianie kierunku trendu ze spadkowego kursu euro do dolara do rosnącego. Teraz role się odwróciły i na rynku tym powinien dalej dominować trend umacniania się waluty amerykańskiej. Inwestorzy najwyraźniej postanowili spojrzeć na kilka lat w przód i dojrzeli tam szybciej wychodzącą z recesji gospodarkę USA niż strefy EURO. Co ciekawe w tym samym mniej więcej czasie oprocentowanie lokat dolarowych i nominowanych w euro na rynku międzybankowym zaczęło ponownie oddalać się od siebie. Ale o tym w drugiej części komentarza.

    A co z nasza złotówką? Tutaj na razie trwa trend horyzontalny. Oczekiwałbym stabilizacji kursu złotego względem koszyka, jednak w wyniku możliwego umocnienia się dolara względem euro u nas dolar powinien nieznacznie zyskiwać na wartości a euro dalej tracić. Długoterminowo padł wyraźny sygnał. Obecnie należałoby przewalutować kredyty nominowane w dolarze na kredyty w euro. Tylko, czy warto wydawać pieniądze (takie przewalutowanie obciążane jest prowizją) dwukrotnie? Obawiam się bowiem iż niedługo przyjdzie czas na zamianę kredytów walutowych na złotowe. W dodatku do Rzeczpospolitej „Twoje Pieniądze” podano przykład, w którym raty od kredytu walutowego są faktycznie mniejsze niż w przypadku kredytu złotowego, jednak saldo zadłużenia może wzrosnąć. Innymi słowy nasze zadłużenie może wcale nie maleć. Warto to mieć na uwadze. Na nadchodzący tydzień moja prognoza wygląda następująco. Jeśli na środowym przetargu na obligacje dwu i pięcioletnie o stałej stopie procentowej (dwuletnie - zero kuponowe) wystąpi olbrzymia przewaga kupujących przy jednoczesnym utrzymaniu obecnej rentowności tych papierów, to do końca tygodnia kurs złotego powinien utrzymywać się na wysokim poziomie. Stanie się tak z uwagi na płatność za przydzielone obligacje, która nastąpi w dniu 12 kwietnia. Do tego czasu ewentualni inwestorzy zagraniczni będą musieli zebrać złotówki na opłacenie obligacji. Pamiętajmy jednak, iż w tym tygodniu na rynku nie pojawią się już tak zdesperowaniu kupcy złotówek, jak w minionym tygodniu. Myślę tutaj o firmach, które musiały opłacić pierwszą ratę za koncesję UMTS. Gdyby nie to kupno złotówek za wszelką cenę, to być może już dziś ogłosiłbym zmianę trendu na naszym rynku walutowym. A tak trzeba jeszcze trochę cierpliwie poczekać. Wakacje zagraniczne mogą być naprawdę tanie, jeśli zapłacimy za nie po dzisiejszych kursach walut.

    RYNEK PIENIĘŻNY

    Miniony tydzień kończył miesiąc i kwartał. Proponuję wobec tego na samym początku spojrzeć na wykres średnio miesięcznego oprocentowania lokat dolarowych oraz złotowych. Spójrzmy na wykres indeksu LIBOR USD dla lokat 12 miesięcznych. Widzimy, jak silny jest obecny trend spadkowy stóp procentowych na rynku amerykańskich dolarów. Obecny poziom jest najniższy od ponad pięciu lat. Szczególnie ważne jest to, iż w relacji do lokat nominowanych w euro spadek ten był na tyle silny, iż różnica pomiędzy oprocentowaniem lokat dla obydwu walut spadła niemal do zera. W ostatnich dniach jednak różnica ta zaczęła się ponownie zwiększać. Nasze lokaty jedno i sześcio miesięczne również zanotowały w marcu niższą średnią wartość niż w lutym, jednak spadek ten nie był tak dynamiczny jak na rynku lokat dolarowych. Podobną tendencję spadkową zanotowano nareszcie na rynku bonów skarbowych. Dla posiadaczy obligacji trzyletnich o zmiennej stopie procentowej najważniejsze powinny być wyniki najbliższych czterech przetargów ogłaszanych przez ministerstwo finansów dla bonów 13 tygodniowych. Od średniej z tych czterech przetargów uzależnione będzie bowiem oprocentowanie obligacji w okresie od maja do sierpnia. Jutrzejszy poniedziałkowy przetarg będzie pierwszy z czterech. Zmniejszona presja na konieczność pozyskania kapitału na wykup starych bonów skarbowych może doprowadzić do utrzymania rentowności przetargowej na obecnym poziomie, lub nawet nieznacznego jej wzrostu. W najbliższych tygodniach MF będzie musiało bowiem wykupić znacznie mniejsze ilości bonów sprzedawanych wcześniej. Mniej ciekawie dla MF wygląda sprawa z wykupem odsetek oraz kapitału od obligacji. Tutaj niestety widać co jakiś czas wysokie kominy sięgające nawet pięciu miliardów złotych. Zadłużenie to jak sądzę będzie nadal rosło. W chwili obecnej z tytułu obligacji skarbowych oraz bonów sięgnęło 165 miliardów złotych i o ponad 40 miliardów przewyższyło zadłużenie zagraniczne (około 120 miliardów złotych). Ogółem jesteśmy (za pośrednictwem budżetu) zadłużeni na sumę około 285 miliardów złotych. Jeśli podzielić tę sumę przez liczbę gospodarstw domowych, to otrzymamy około 24 tysięcy złotych długu na jedno gospodarstwo domowe. Od tej kwoty należałoby jeszcze odjąć wielkość depozytów zgromadzonych w bankach przypadających na jedno gospodarstwo. Jednak i tak saldo to wyniesie prawie (minus) 15 tysięcy złotych. To pokazuje stan naszych finansów. Cały ubiegłoroczny wzrost gospodarczy (mały bo mały, ale jednak wzrost) został wygenerowany głównie dzięki emisji zadłużenia, o czym wspomina prof. Wilczyński w swym felietonie w tygodniku WPROST. Ja w każdym bądź razie widzę zbierające się czarne chmury nad naszą gospodarką. Za dwa trzy lata nastąpi kulminacja spłat zadłużenia krajowego oraz zagranicznego. To może oznaczać konieczność wydania nawet 25% wydatków budżetowych na obsługę długu. No dobrze dość tego czarnowidztwa.

    Zobaczmy jak wygląda jeszcze kalendarz emisji nowych obligacji. Najbliższy przetarg już w środę. Więcej na ten temat opowiem we wtorek, czyli na dzień przed przetargiem.

    Na zakończenie zobaczmy co się stało w tym tygodniu na rynku obligacji amerykańskich. Tydzień temu pisałem, iż na rynek ten płynie szeroki strumień pieniędzy. Ceny obligacji rosną (czyli rentowność spada) w bardzo szybkim tempie. W tym tygodniu jednak spadek rentowności został zahamowany, o czym świadczą wykresy dla obligacji 10 i 30 letnich. Na razie jest to chyba tylko korekta długiej hossy na tym rynku. Ale muszę przyznać, iż dynamika spadku cen obligacji w ostatnich kilku dniach była znacząca. Czyżby cześć kapitału miała być skierowana od nowego kwartału na rynek akcji? Często na przełomie kwartałów dochodzi do tego typu sytuacji. Z zaciekawieniem będę oglądać dzisiejszą sesję giełdową za Atlantykiem. No ale spójrzmy na wykresy rentowności obligacji w dłuższym horyzoncie. Na wykresach tygodniowych widać, że nadal trendem dominującym dla obligacji 10 i 30 letnich jest trend spadku rentowności.

    I już zupełnie na koniec wykres różnicy pomiędzy rentownością obligacji 30 i 10 letnich. Widzimy, że różnica ta systematycznie rośnie. Oznacza to szybszy spadek rentowności obligacji 10 letnich. Inwestorzy wolą jednak obligacje o nieco krótszym terminie zapadalności. Czyli jednak nie 30 latki jak powszechnie się uważa, są teraz przedmiotem wzmożonego popytu, ale właśnie obligacje 10 letnie.

    Jacek Maliszewski

    Źródło:
    Tematy

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki