W związku z podejrzeniem o udział w niedawnej próbie puczu bądź pod zarzutem powiązań z terroryzmem setki osób odsunięto od pracy w kancelarii premiera Turcji, w wywiadzie i w urzędzie ds. religijnych.
W kancelarii premiera Binalego Yildirima jest to 257 osób - informuje we wtorek Reuters, powołując się na źródła w ekipie szefa tureckiego rządu.
W organizacji tureckiego wywiadu (MIT) zawieszono w pełnieniu obowiązków 100 osób w związku z podejrzeniem sympatyzowania z ruchem mieszkającego w USA islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, oskarżanego przez Ankarę o zorganizowanie puczu - poinformował Reuters, powołując się na niewymienionego z nazwiska przedstawiciela tureckich władz. Według tego źródła większość zawieszonych w obowiązkach nie była "aktywnymi agentami".
W urzędzie ds. religijnych (Diyanet), najwyższej islamskiej władzy w Turcji, od pracy odsunięto 492 osoby. Diyanet poinformował o tym we wtorek w oświadczeniu.
Według Reutera szacuje się, że w kancelarii premiera Turcji pracuje ok. 2,6 tys. osób., a w urzędzie ds. religijnych ponad 100 tys. osób.
9322 osoby objęte śledztwem w związku z próbą puczu
Wobec 9322 osób podjęto działania prawne w związku z nieudaną próbą puczu w Turcji - powiadomił turecki wicepremier Numan Kurtulmus.
Oświadczył, że możliwa jest zmiana konstytucji i spowodowanie, że kara śmierci będzie działała wstecz, ale nie jest to priorytetem.
Wicepremier poinformował, że wcześniej nie miał żadnych informacji na temat próby puczu; dowiedział się o niej bardzo późno, już w trakcie, gdy była podejmowana. Wydaje się - jak pisze Reuters - że jest to sprzeczne z tym, o czym wcześniej informował sztab generalny tureckich sił zbrojnych.
Według sztabu armia po raz pierwszy otrzymała informacje wywiadowcze o trwającym zamachu stanu w piątek o godz. 16 (godz. 15 czasu polskiego), a następnie poinformowała odpowiednie władze.
Żołnierze zablokowali dwa mosty w Stambule na krótko przed 22.30 czasu lokalnego (21.30 w Polsce); chwilę później w Ankarze było słychać strzały.
Kurtulmus zaprzeczył doniesieniom, że po próbie puczu zaginęły okręty marynarki wojennej Turcji.
Media powiązane z wrogiem Erdogana tracą licencje
Odebrano licencje wszystkim stacjom radiowym i telewizyjnym, mającym - jak ustalono - powiązania z ruchem religijnym Hizmet, którego sympatycy są oskarżani o zorganizowanie niedawnego puczu - poinformował organ nadzoru mediów.
Najwyższa Rada Radia i Telwizji (RTUK) zamieściła na swej stronie oświadczenie w tej sprawie, informując, że o odebraniu licencji zdecydowała na nadzwyczajnym posiedzeniu po nieudanej próbie obalenia prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.
Dziennik "Bugun" poinformował, że od pracy odsunięto co najmniej 60 pracowników agencji informacyjnej Cihan - korespondentów, redaktorów i personelu technicznego. Wszyscy oni pracowali w agencji jeszcze przed wprowadzeniem przez władze komisarzy do grupy medialnej, w skład której wchodzi Cihan. Grupa ta - Feza Gazetecilik - jest powiązana z ruchem mieszkającego w USA islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, którego Ankara oskarża o zorganizowanie puczu z 15 lipca.
Żyjący na dobrowolnym wygnaniu w USA Gulen to niegdysiejszy sojusznik, a obecnie wróg numer 1 prezydenta Erdogana, który oskarża go o budowanie w instytucjach państwa, w tym w wojsku, "struktur równoległych" dążących do przejęcia władzy. Taką próbę - zdaniem Erdogana - miała w nocy z piątku na sobotę podjąć "klika" żołnierzy i oficerów będących zwolennikami Gulena.
Gulen, który ma wielu sympatyków w tureckiej służbie cywilnej, sądownictwie i policji, zdecydowanie zaprzecza, jakoby miał cokolwiek wspólnego z piątkową próbą puczu. Jego ruch Hizmet ("usługi" w języku tureckim) posiada ogromną sieć szkół, organizacji pozarządowych oraz firm i jest bardzo wpływowy w mediach, policji i sądownictwie.
Na początku marca władze tureckie zamknęły wielkonakładową gazetę "Zaman" związaną z ruchem Gulena.
(PAP)
az/ ro/cyk/ mal/






























































